Reklama

Chcą budowy elektronicznego płotu na granicy z Ukrainą

Wzorem Węgier, Bułgarii czy Grecji polskie środowiska m.in. narodowców, kresowe, kombatanckie czy rolnicze związane z Samoobroną chcą budowy elektronicznego płotu na granicy z Ukrainą. List otwarty w tej sprawie trafił na biurko ministra spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Błaszczaka.

Wśród parafujących ten dokument większość to osoby z naszego regionu, m.in.: dr Andrzej Zapałowski (Ruch Społeczny Patriotyczny Polski Przemyśl), Błażej Wilk (Okręg Krośnieński Partii KORWiN), Marek Górski (Związek Rolników „Samoobrona” powiatu lubaczowskiego), Janina Onuszko (Związek Sybiraków Oddział Jarosław), Józef K. Kalinowski (Stowarzyszenie im. Piotra Michałowskiego w Przemyślu), Marek Piwko (Związek Sybiraków Oddział Przemyśl), Adam Biliński (Ruch Kontroli Wyborów Okręg Przemyśl) czy płk rez. Czesław Buksiński (Związek Strzelecki „Strzelec” Okręg Przemyśl)[paywall].

List otwarty dotyczy kryzysu imigracyjnego, z którym od dłuższego czasu zmaga się Europa. Główny nacisk we wspomnianym liście otwartym kładą na brak skuteczności dotychczasowych systemów ochrony granic państw Unii Europejskiej, a ma być jeszcze gorzej, bo prognozy Organizacji Narodów Zjednoczonych mówią, iż w 2016 r. nasz kontynent może być celem dla 3 mln nielegalnych uchodźców. To – zdaniem sygnatariuszy pisma – musi budzić głębokie zaniepokojenie.

„(...) Skuteczne zatrzymanie przez Węgry części nielegalnych imigrantów poprzez budowę barier na granicy w postaci płotów pokazuje, iż jest to jeden z najlepszych sposobów, który w połączeniu z monitoringiem skutecznie zniechęca nielegalnych imigrantów. Mając na uwadze postępującą dezintegrację Ukrainy oraz zagrożenie rozprzestrzenienia się konfliktu wewnętrznego w tym państwie na nowe obszary, apelujemy o natychmiastowe rozpoczęcie prac w postaci budowy płotów granicznych. To właśnie sytuacja wewnętrzna na Ukrainie będzie umożliwiała tranzyt nielegalnych imigrantów przez Polskę. Z dużym prawdopodobieństwem możemy także stwierdzić, iż Niemcy, po ponownym wprowadzeniu kontroli granicznych, „okopią” się na Odrze i Nysie jako naturalnych barierach i Polska stanie się miejscem pobytu dziesiątek a może setek tysięcy imigrantów (...)” – czytamy m.in. w dokumencie.

Skąd ten niepokój?

Najpierw Bułgaria i Grecja na granicy z Turcją, potem Węgry na granicy z Serbią zdecydowały się na budowę kilkumetrowych murów, mających uniemożliwić nielegalnym imigrantom przedostanie się na północ Europy. Węgrzy, którzy cały czas krytykowani są w UE za tę decyzję, zdecydowali się wydać na 175-kilometrowy odcinek prawie 100 mln euro.

Decyzje rządów tych krajów ponoć zmusiły organizatorów nielegalnych przerzutów Azjatów innymi drogami. O jednej z nich we wrześniu br. poinformował reporter niemieckiego tygodnika Die Zeit Malte Henk. Opublikował on na swoim profilu na Twitterze mapę, na której widniała nowa trasa przejazdu uchodźców do Niemiec, przez Bułgarię, Rumunię, zachodnią Ukrainę i Polskę. Na mapie widać, że uchodźcy chcą przez Bieszczady dostać się do Polski i dalej przez Podkarpacie, Małopolskę, Świętokrzyskie ruszyć w kierunku Niemiec. Jeśli miałby to dojść do skutku, tysięczne grupy uchodźców z Azji przekraczałyby nielegalnie granice w okolicach Przemyśla czy nawet Lubaczowa. Polska Straż Graniczna zdecydowanie zdementowała te rewelacje, zapewniając że zewnętrzne granice UE są znakomicie strzeżone.

Reklama


fot.zbiory własne
– Jeśli tylko tysiąc osób będzie chciało przedrzeć się przez tak zwaną zieloną granicę, zrobi to bez najmniejszego problemu. Od przekraczania granic są przejścia graniczne – twierdzi dr Andrzej Zapałowski.

Niezbędna sprawa

– Budowa takiego płotu jest niezbędna! Po pierwsze dlatego, aby zadziałać profilaktycznie: będzie to wyraźny sygnał dany organizatorom przerzutów, iż granica polsko-ukraińska jest nie do przejścia i może odsunąć zagrożenia, które obserwujemy na południowych granicach Unii Europejskiej. Zaniedbanie tego tematu za kilka miesięcy może skutkować głębokimi perturbacjami politycznymi w Polsce – uważa były europoseł dr Andrzej Zapałowski, dodając że jako przedstawiciel środowiska patriotycznego na Podkarpaciu wzywa prezydentów, starostów, burmistrzów, wójtów a przede wszystkim Marszałka Województwa Podkarpackiego do podejmowania działań mających na celu wsparcie tego apelu.

Elektroniczny płot miałby chronić granicę Polski z Ukrainą przed imigrantami na odcinku o długości aż 535 kilometrów. – Nie możemy ich wpuścić do naszego kraju w takiej ilości! Wysoce prawdopodobna destabilizacja socjalna i gospodarcza na Ukrainie sprawi, że żadne do tej pory obowiązujące porozumienia między naszymi krajami nie będą obowiązywać. Przy istniejącej korupcji na Ukrainie będzie dochodzić do przestępczych przerzutów systematycznie. Jak ruszą, to będziemy bezradni jak dzieci – prorokuje A. Zapałowski.

Reklama

Dwóch funkcjonariusz na kilometr?

– Doświadczenia węgierskie ostrzegają, aby zachować nadzwyczajne środki ostrożności. Wędrówki ludów nigdy nie kończyły się niczym dobrym. Płot należy wybudować przede wszystkim na granicy polsko-ukraińskiej, a rozważyć na granicy polsko-słowackiej. Na granicy z Białorusią już nie, bo Białoruś nie pozwoli sobie na takie rzeczy – uważa były kandydat na prezydenta Przemyśla Błażej Wilk (Okręg Krośnieński Partii KORWiN). – Czy nie obawiamy się zarzutu, że wysuwając taką propozycję cofamy się do mrocznych czasów komunizmu? Nie. Stany Zjednoczone wybudowały mur na granicy z Meksykiem, Izrael na granicy z Palestyną, bo tego wymagało bezpieczeństwo tych państw. Gdy w inny sposób nie da się zabezpieczyć granic, sięgnąć trzeba po takie środki. Jeśli tego nie zrobimy, czeka nas podobny kryzys jak na Węgrzech – uważa.

– Zadałem sobie trud i policzyłem stan osobowy Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej w Przemyślu. Zakładam, że połowa z tych ludzi pracuje w administracji lub na przejściach granicznych. Dzieląc na zmiany wychodzi, że kilometr granicy w terenie pilnuje zaledwie dwóch funkcjonariuszy – twierdzi A. Zapałowski. – Straż Graniczna nie prowadzi prewencji. Owszem, ma znakomity monitoring, ale jest kompletnie nieprzygotowana do zablokowania granicy państwa. Jeśli tylko tysiąc osób będzie chciało przedrzeć się przez tak zwaną zieloną granicę, zrobi to bez najmniejszego problemu. Od przekraczania granic są przejścia graniczne – podsumował.

Na razie bez odpowiedzi

Odpowiedzi z MSWiA na razie nie ma. Z komentarzem wstrzymała się Straż Graniczna. Warto wspomnieć, że kiedyś elektroniczne ogrodzenia już na wschodniej granicy Polski funkcjonowały. Były to tzw. sistemy. Niby komunistyczni koalicjanci, ale w ten sposób ZSRR odgradzał się m.in. od Polski. Jej zerwanie bądź nawet mocniejsze szarpnięcie natychmiast uruchamiało alarm i powiadamiało służby graniczne. Obecnie na polsko-ukraińskiej granicy zachowały się resztki sistemy, m.in. pod Przemyślem, w okolicach Malhowic.


MG
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2015-12-22 09:16:24

    Trzeba się chronić przed banderowcami.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości