Gimnazjaliści Sebastian Maciewicz z Krzywczy oraz Mirosław Kundzierewicz z Brzozowa hołdują rodzimej tradycji. Ich rówieśnicy mkną ulicami na włoskich skuterach lub ścigaczach rodem z Chin, oni użytkują polski sprzęt, wyprodukowany w latach 80. Mówią o sobie chłopcy rometowcy, bo obaj są aktywnymi użytkownikami forum romeciarzy, a Mirek autorem facebookowego projektu „Trawa”, zadedykowanego rometom ogarom.
Produkowane od roku 1961 przez Zjednoczone Zakłady Rowerowe w Bydgoszczy komary, a następnie romety – to dziś legendy PRL-u. Jednośladów tych używali niegdyś listonosze, urzędnicy, młodzież, klasa robotnicza. Z czasem w coraz większym stopniu musiały konkurować z niemieckimi simsonami i czeskimi jawami, by następnie ustąpić miejsca wytworom rynku włoskiego i produktom z Dalekiego Wschodu. Nastolatkowie z Podkarpacia, poprzez swoją pasję, wskrzeszają ducha minionej epoki. – Świat motoryzacji intrygował mnie od zawsze. Gdy miałem trzy lata, moją ulubioną zabawą było zapamiętywanie numerów rejestracyjnych przejeżdżających pojazdów – wspomina Sebastian.
Do motorów przekonały go barwne opowieści ojca o użytkowanej niegdyś motorynce pony 50-M-2 z 1985 roku. W wieku dziesięciu lat za fundusze z kolędy chłopak zakupił rometa pony M 301. – Sprzęt nabyłem dokładnie 22 stycznia 2010 roku, takie daty się pamięta. Zapłaciłem 300 złotych. Wówczas nie miałem w domu internetu, w bibliotece wyszukałem potrzebne informacje. Musiałem przekonać do zakupu tatę, to również była pewna trudność – kontynuuje Sebastian.
Motor okazał się sprawny
Motor okazał się sprawny, wymagał jedynie regulacji gaźnika. Dwa lata później (28 listopada 2012 r.) nastolatek stał się posiadaczem rometa kadeta M-780. Za symboliczną sumę udało mu się odkupić motorower od cioci, niegdyś birczańskiej listonoszki. Przezorna krewna zawczasu zadbała o to, by był jak najdłużej sprawny. Mirek otrzymał od niej zapas części zamiennych. – Ten sprzęt wymaga jedynie drobnych napraw. Zawsze wożę przy sobie klucz do świecy i zapasową świecę. Normalną sprawą była wymiana łożyska, zwyczajnie się zużywa. Z kolei wspomniana wcześniej motorynka wciąż pozostaje w remoncie. Lista remontowanych i wymienionych części jest długa: silnik, cylinder, tłoki, nowe pierścienie – relacjonuje.
Pasję zaszczepił w nim dziadek
W Mirku miłość do motocykli zaszczepił dziadek Józef Podulka. Umożliwił wnukowi pierwsze motocyklowe przejażdżki, gdy ten miał zaledwie pięć lat. Samodzielnej jazdy chłopak uczył się, będąc w posiadaniu rometa 50-T-1. Sprzęt przeszedł gruntowny remont.
– Motorower został przeze mnie rozebrany, pracowałem po dwanaście godzin na dobę przez trzy zimowe miesiące. Z ogromną starannością restaurowałem maszynę, każda śrubka była oddzielnie polerowana. Ze względu na porę roku miałem problemy z polakierowaniem pojazdu – mówi.
Mirek ma własny miniwarsztat w piwnicy, korzysta również z bazy narzędziowej dziadka. Senior rodu, pomimo częściowego paraliżu ciała, dołożył starań, by obejrzeć dzieło wnuka. W Nowy Rok 2014 chłopak sprzedał naprawiony sprzęt. – To pierwsza i ostatnia taka decyzja – twierdzi. Ma zamiar kolekcjonować romety. Konsekwencją transakcji było kupno innego modelu – rometa ogara 200. Nie nadawał się do jazdy, choć zdjęcia przedstawione przez poprzedniego właściciela sugerowały, iż jego stan jest zadowalający. Mirek zlikwidował przerdzewienia, przygotowując motor do sezonu. Na wakacjach awarii uległ silnik ogara, pojazd wymagał gruntownego remontu. Czynności z tym związane trwały od lipca do listopada. Na finiszu chłopak zmienił lakier. Dzięki mocniejszemu silnikowi maszyna może osiągać prędkość do 70 km na godzinę.
Upór i konsekwencja
Dla rówieśników Mirka i Sebastiana to jednak i tak złom. – Zyskanie uznania wśród kolegów nie było łatwe, zwłaszcza na początku – zwierzają się rometowcy. Niektórych przekonał ich upór i konsekwentne działanie. W okolicy Brzozowa miłośników dawnej polskiej motoryzacji nie brakuje, rekrutują się m.in. spośród młodzieży. Zainteresowani biorą udział w zjazdach Krośnieńskie Klasyki Nocą, niedawno ponad trzysta osób uczestniczyło w paradzie motocyklowej MotoMarzanna w Krośnie. Sebastian nie odnotował podobnych inicjatyw w Krzywczy. Jego pasję rozumieją przede wszystkim nauczyciele oraz pokolenie ludzi starszych.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze