Reklama

Chory na raka ks. Kaczkowski: – Co będzie, gdy stracę świadomość? [WIDEO]

04/08/2015 17:15

– Ani choroba, ani starszy wiek, ani nawet bycie w agonii nie zwalnia nas z żadnych obowiązków moralnych, ani z powinności etycznych – uważa ks. Jan Kaczkowski. Chorujący na nowotwór mózgu kapłan przyznaje, że bał się, czy nie będzie pogardzany, gdy straci świadomość. – Przepracowałem to już w sobie – opowiada.

Pochodzi z rodziny, która delikatnie mówiąc, nie narzucała się Panu Bogu. Rodzice jednak z założenia pozwalali dzieciom w miarę na wszystko, więc młodzi Kaczkowscy na religię chodzili. I różne drogi życiowe wybrali.

– Ojciec określa się jako niewierzący. Czy mój tata jest niewierzący tego do końca nie wiem, bo w jego sercu nie siedzę. Ale to jest dla mnie problem, bo boję się o jego zbawienie. Moja mama lata nie chodziła do kościoła, ale pięknie mówiła o eucharystii – wspomina swoje dzieciństwo.

Bardzo dobrze zapamiętał katechezy przed I komunią św. W Krakowie odwiedzał babcię, z którą zwiedził wiele tamtejszych kościołów. – To nie jest fanatyczka religijna. Moja babcia ma świetne podejście, jeśli chodzi o wrzucanie na tacę. Mówi: jak idę do kina, też płacę za bilet, daję na tacę, a czy ksiądz to ukradnie, czy przeznaczy na kościół to już jest jego sumienie[paywall] – opowiada ks. Jan.

Nikt nie jest warzywkiem

Po kapłaństwie, najważniejsze co mu się przytrafiło to... choroba. 1 czerwca 2012 r. dowiedział się, że ma glejaka IV stopnia, czyli najcięższą odmianę raka mózgu. – Nie wiążę tego z jakąś interwencją Pana Boga – zapewnia. – Coś mi do głowy strzeliło – mawia. – Nie wykluczając cudu, glejak prawdopodobnie zabije mnie w jakiejś przestrzeni czasu. I ja doskonale wiem, jak to będzie wyglądało, bo ja takich ludzi mam na co dzień – opowiada.
Przyznaje, że kiedyś bardzo się tego bał. Zastanawiał się, co będzie mógł z siebie dać innym, gdy już nie będzie mógł sprawować swojej posługi, a później będzie kompletnie nieprzytomny. – Kiedyś mówiło się, że ktoś jest w stanie wegetatywnym. Bioetyka rozwija się i teraz używa określenia „nieustalony lub minimalny stopień świadomości”. Dlatego nie wolno mówić o nikim, że jest warzywkiem – zaznacza.
– Bałem się, że ktoś będzie mną pogardzał. To już w sobie przepracowałem. Ale może będę mógł dać komuś swoją bezbronność, żeby wyzwolić w nim dobroć – uważa. – Ciężka, a nawet nieuleczalna choroba nie musi niczego skończyć, ale może wiele rzeczy zacząć – ocenia.
Napisał książkę Życie na pełnej petardzie. – Żyć na pełnej petardzie to znaczy nie użalać się nad sobą. Nawet gdyby przyszły niesprzyjające okoliczności, to nigdy ani choroba, ani starszy wiek, ani nawet bycie w agonii nie zwalnia nas z żadnych obowiązków moralnych, ani z powinności etycznych. Nawet, jak będziesz ojcem, a będziesz w agonii, to powinieneś do końca pozostać ojcem, właśnie na pełnej petardzie – mówi.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Agnieszka - niezalogowany 2015-08-05 17:09:42

    Fantastyczny Człowiek...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości