Kurator oświaty nie zgodził się na likwidację szkół w Trójczycach, Nizinach i Walawie w gminie Orły. Rada gminy podjęła uchwałę o złożeniu zażalenia na tę decyzję. Z wójtem Bogusławem Słabickim rozmawiamy o przyczynach tej decyzji, możliwych scenariuszach i „zemście” z jego strony – jak to określają mieszkańcy. Pytamy również o to, dlaczego w zeszłym roku obiecywał, że wspomniane szkoły zostaną utrzymane.
Dlaczego zdecydowaliście się złożyć zażalenie na decyzję kuratora oświaty?
– Próbujemy zrealizować zamiar, który ustalili radni w celu ratowania finansów gminy, przy dobrej organizacji nauczania. Kurator nie znalazł żadnej podstawy prawnej, żeby wydać nam negatywną opinię. Powoływał się na rzeczy, które z prawnego punktu widzenia nie powinny mieć znaczenia. Odwołujemy się do ministra, bo zależy nam na tym, żeby dzieci miały dobre warunki do kształcenia, a gmina mogła się rozwijać. Bardzo mało jest gmin, w których jest tak gęsta sieć szkół. Jest to praktycznie niemożliwe do udźwignięcia finansowo. Trzeba będzie szukać pieniędzy na funkcjonowanie szkół kosztem inwestycji, większych podatków, kosztem tego, że dzieci będą się uczyć w klasach łączonych.
Sąsiednia gmina Żurawica od lat ma podatki na najwyższym poziomie, ale do tej pory nie zlikwidowała żadnej szkoły.
– Myślę, że jest to ostatni rok, kiedy dali sobie z tym radę. Za rok będą musieli zrobić to samo, co my robimy teraz. Z tym, że jest to większa gmina i mają trochę większe dochody własne.
Ludzie czują się oszukani przez Pana. Rok temu miał Pan obiecywać, że szkoły zostaną, jeżeli uczniowie klas siódmych i ósmych będą dowożeni do innych miejscowości, tak jak do tej pory gimnazjaliści. Co się zmieniło?
– Ciągle liczyliśmy, że[paywall] sposób finansowania małych szkół zmieni się na taki, jaki był zapowiadany. Do pewnej liczby uczniów miała być dotacja na ucznia, a poniżej miała to być dotacja na oddział. Na przestrzeni trzech lat wprowadzania reformy były zapewnienia, że ten model zostanie wprowadzony, ale tak się nie stało. Kwota do małych szkół jest podwyższona, ale ta dopłata jest za mała i coraz większe pieniądze dopłacamy jako gmina. Wspomniany przez pana pomysł sprawdziłby się, gdyby wszyscy się go trzymali. Wytrzymalibyśmy jakieś trzy lata dłużej.
Chodzi o to, że niektóre szkoły wprowadziły u siebie klasy siódme i ósme?
– Tak. Pierwsze wyłamały się Kaszyce. Przez 18 lat dzieci jeździły do Drohojowa i nie było żadnych głosów, że coś jest nie tak. Nagle się okazało, że jest bardzo niebezpiecznie, bardzo źle i niski poziom. Nigdy nie padły żadne konkrety, ale w ten sposób były rozsiewane informacje.
Ale Pan już dzisiaj wie, ile może być dzieci w szkołach za 6 lat, bo na bieżąco ma statystykę urodzeń. Czy nie dało się tych działań wcześniej przewidzieć i zaplanować? Rodzice uważają, że obiecał Pan pozostawienie szkół, żeby przejść przez wybory, a teraz zmienił zdanie.
– Nie zmieniłem zdania. Byłem ostatnim, który decydował się na ten trudny krok. W każdej gminie, gdzie planowana jest likwidacja, są protesty i niezadowolenie, rodzice chcą utrzymać szkoły za wszelką cenę, nie patrząc na to, co gotują swoim dzieciom. Teoretycznie wygrywają, a później decydują się na zabranie dzieci do innych szkół, żeby nie uczyły się w klasach łączonych. U nas niektórzy już to zapowiadają.
Nie dało się wcześniej tego przewidzieć?
– To wynika z tego, że liczyliśmy na inny model finansowania, który się nie zrealizował. Zniknięcie trzeciej klasy gimnazjum, ciągle zmniejszająca się liczba dzieci w szkołach i brak zapowiadanego finansowania spowodowały, że jest to proces nieodwracalny. Radni poprzedniej kadencji chcieli te szkoły za wszelką cenę utrzymywać i tamte warunki jeszcze dawały na to szanse.
Dla mnie pewnym symbolem tej sytuacji stała się pani dyrektor szkoły w Trójczycach. Nie rozmawiałem z nią, ale widziałem na spotkaniu. Została dyrektorem we wrześniu i chyba się nie spodziewała, że będzie nim tylko przez rok. Sądzę, że nie planowaliście takiego rozwiązania.
– Gdy rozmawialiśmy, liczyłem, że uda się to jakoś poukładać. Później się okazało, że niektóre miejscowości zmieniają sposób myślenia i nie chcą w czymś takim uczestniczyć. Trzeba zaznaczyć, że ta pani nie jest dyrektorem, tylko pełni obowiązki dyrektora. Od decyzji ministra zależy, czy ogłosimy konkurs na to stanowisko. Ja też nie wiedziałem, że jej „kadencja” potrwa tak krótko. Ludzie podejrzewają, że ich okłamałem. Tak nie było. Ciągle liczyłem na inny sposób finansowania. Zaznaczam, że nie zlikwidowaliśmy żadnej szkoły w czasie sprawowania przeze mnie władzy wójta. Mało tego – nawet jedną przywróciliśmy.
Osobiście jestem zaskoczony, że taki problem dotknął gminy Orły. Macie pełną strefę inwestycyjną, w czym możecie być przykładem dla innych. Ci inwestorzy nie przynoszą żadnych pieniędzy do budżetu gminy?
– Jeszcze nie, poza wpływami ze sprzedaży działek. Podjęliśmy uchwałę zwalniającą z podatku od nieruchomości po to, żeby ci inwestorzy mogli się dobrze rozwinąć i dać miejsca pracy. To będzie odczuwalne za kilka lat. Natomiast już teraz wpływa część podatków z pensji pracowników i podatku CIT. Chcę jednak zaznaczyć, że pieniądze ze sprzedaży tych działek nie mogą być przeznaczone na oświatę.
Kilka dni temu dostałem sms-a od mieszkanki Nizin, która określiła Pańskie działania „zemstą wójta”. „Pan wójt zabrał autobus, który woził od czasu do czasu dzieci na wycieczki lub przedstawienia, głównie do Przemyśla oraz zapowiedział likwidację świetlicy szkolnej od września. Wszystkie lekcje będą łączone w młodszych klasach, łącznie z głównymi przedmiotami. Dalej dzieci cierpią”.
– Jest w tym część prawdy. Jeśli decydujemy się na nieracjonalne wydawanie pieniędzy – bo tak trzeba mówić – musieliśmy już zacząć oszczędzać. Bardzo mało kto zdawał sobie sprawę, jak za moim udziałem gmina pomagała rodzicom. Opłacaliśmy krótkie wyjazdy dzieci do Przemyśla, czy Jarosławia. Były darmowe place zabaw, tak zwane dmuchańce na różnych festynach. Realizowaliśmy to, bo było nas na to stać. Teraz już nie. Ludzie się do tego przyzwyczaili i nie zdają sobie sprawy, że za to można płacić. Niestety, budżet nie jest z gumy.
Częściowo już Pan to powiedział, ale – jeżeli ministerstwo nie uzna waszych argumentów – jakie będą skutki dla budżetu?
– Do końca nie wiadomo, bo ciągle trwają rozmowy ministerstwa z nauczycielami, co do ich podwyżek (rozmowa przeprowadzona 4 kwietnia – przyp. PB). Jeżeli będą w takiej wysokości, jak zakładano, będą to bardzo duże pieniądze.
Może subwencja się zwiększy.
– No właśnie. Jest kilka znaków zapytania. Jeśli zwiększy się subwencja i poprawi sytuacja finansowa, to na pewno nie będzie aż takich cięć i „mszczenia się wójta”, jak ktoś mnie określił. Profilaktycznie rada zlikwidowała fundusz sołecki, bo nie wiemy jaka będzie decyzja ministra. O zadaniach, na które te pieniądze były przeznaczane decydowano na zebraniach wiejskich w poszczególnych miejscowościach.
Nie będzie inwestycji?
– Tak źle nie będzie, bo na to pieniądze pochodzą z innej puli, na przykład ze sprzedaży mienia lub działki w strefie. Jakiś czas damy radę, ale tylko przy inwestycjach, na które możemy otrzymać dofinansowanie. Natomiast drobne działania remontowo-budowlane musiałyby się zatrzymać.
Jeśli nie uda się teraz, to za rok znów spróbujecie likwidować szkoły?
– Prawdopodobnie nie będzie innego wyjścia. Z tym, że nie będziemy sami jako gmina. Wiele samorządów będzie się musiało z tym tematem zmierzyć, wspomni pan moje słowa.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Po cholerę im szkoły.Młodzież w gminie i tak już pyszczy na lokalną władzę.A władzy wystarczy kościół proboszcz,który lubi władzę.A tutaj dodatkową kasę która władza potrafi inaczej wykorzystać w zbożnym celu na wrzaskliwe dzieciaki i jeszcze nauczycieli opłacać.
Czy można nazwać szkołą małe pomieszczenie z grupką dzieci, odizolowaną od rówieśników po to, by nauczyciel zachował etat? To ma być szkoła w XXI wieku? Z korzyścią dla rozwoju tych dzieci?
Oczywiście taniej będzie stłoczyc wszystkich w jednej szkole jak bydło...a budynki sprzedać...będzie nowocześnie.
przeciez dobra zmiana rzadzi.... jest tak wspaniale
Jakie małe pomieszczenie?? Te wszystkie szkoły to są normalne budynki z kilkoma klasami, sanitariatami, stołówkami....Pani chyba porównuje szkoły z czasów "Siłaczki" do tych jakie są teraz.
Po cholerę im szkoły.Młodzież w gminie i tak już pyszczy na lokalną władzę.A władzy wystarczy kościół proboszcz,który lubi władzę.A tutaj dodatkową kasę która władza potrafi inaczej wykorzystać w zbożnym celu na wrzaskliwe dzieciaki i jeszcze nauczycieli opłacać.
Czy można nazwać szkołą małe pomieszczenie z grupką dzieci, odizolowaną od rówieśników po to, by nauczyciel zachował etat? To ma być szkoła w XXI wieku? Z korzyścią dla rozwoju tych dzieci?
Oczywiście taniej będzie stłoczyc wszystkich w jednej szkole jak bydło...a budynki sprzedać...będzie nowocześnie.