Fachowcy od kryminalistyki twierdzą, że nie ma zbrodni doskonałej, tylko są sprawy niewykryte. Niestety ta prawda jakoś nie dociera do przestępców, którym się zdaje, że są najlepsi w swoim fachu i nikt nigdy się nie dowie, co mają na sumieniu. Na przykład Zdzisław B., lat czterdzieści sześć, zaliczył już dwie odsiadki, a teraz grozi mu trzecia.
Pierwszy raz wpadł, bo nie wziął na robotę rękawiczek i w kiosku, który opędzlował, zostawił pełno pięknych odcisków palców. Ten błąd kosztował go prawie dwa lata pod celą. Drugim razem rękawiczki już miał, ale nie przewidział tego, że w małym, wiejskim sklepiku może być monitoring. Dlatego bardzo się zdziwił, kiedy policjanci pokazali mu film z nim w roli głównej. Tym razem wyrok był już większy. W więzieniu jest dużo czasu na myślenie i Dzidek zaczął myśleć, co na wolności rzadko mu się zdarzało. Najpierw odkrył, że człowiek uczy się na błędach, a potem zaczął dumać, co zrobić, żeby ich więcej nie popełniać. Po wyjściu na wolność zaczął rozglądać się za jakąś robotą, bo przecież z czegoś trzeba żyć, z tym że w jego przypadku robotę raczej trudno było nazwać uczciwą pracą. Dzidek wypatrzył w najbliższej okolicy warsztat samochodowy, który wydał mu się interesujący. Parę razy mimochodem zaglądnął przez szeroko otwarte drzwi i oczy mu się zaświeciły do wypasionego wyposażenia. Tym razem postanowił się dobrze przygotować do skoku. Zaopatrzył się w dwie pary rękawiczek, kominiarkę i nawet kupił torebkę pieprzu, żeby policyjny pies nie wywąchał śladów. Którejś nocy wypchnął szybę w małym okienku z tyłu warsztatu i tamtędy dostał się do wnętrza. Ciężko było pracować w ciemnościach, ale dla ostrożności nie używał latarki.Zapakował do torby parę elektronarzędzi i laptopa, który leżał na szafce i opuścił warsztat przez okienko. Na drugi dzień przyjechali policjanci, ale okazało się, że zebrane odciski palców należą do właściciela i jego pracownika. Innych nie było. Pies tropiący również nie podjął śladu. Jedynie jeden z techników znalazł kilkucentymetrową nitkę koloru żółto-czarnego, przyczepioną do framugi okienka, a świadkowie opisali mężczyznę, którego kilka razy widzieli, jak kręcił się przy warsztacie. Opis pasował do Dzidka, więc parę dni później policjanci odwiedzili go z nakazem przeszukania. Mieszkanie było czyste, ale funkcjonariuszy zainteresowała kurtka w czarno-żółte kraty i zabrali ją razem z Dzidkiem na komendę. Potem została tylko formalność w postaci ekspertyzy biegłego i nitka w zapieczętowanej, foliowej kopercie została dołączona do akt.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze