Reklama

Czesław Szumełda. Talent, o którym powinien usłyszeć świat

Dom datowany na 1935 rok, zadbana posesja pełna roślinności, która okrywa się już jesiennymi barwami i urocze kózki przenoszą w sielski klimat, budzą spokój ducha i otwierają oczy na piękno i sztukę. A tej nie brakuje przy jednej z ulic w oddalonej o kilka kilometrów od Przemyśla Żurawicy.

Z panem Czesławem Szumełdą spotykam się na jego posesji, gdzie czeka na mnie ze swoją serdeczną przyjaciółką, Renatą Haśkiewicz-Kudłą – dyrektor Szkoły Podstawowej im. Piotra Michałowskiego w Bolestraszycach.

Do przeszłości, w których lata świetności przeżywała żurawicka Grupa Teatralna, przenosimy się dzięki zdjęciom obrazującym monumentalne rzeźby i kolorowe scenografie, które własnoręcznie i w geście serca wykonał pan Czesław Szumełda.

Jak podkreślają moi rozmówcy, były to piękne czasy, które już się raczej nie powtórzą.  Dom Katolicki tętnił życiem, gdy na próbach i spektaklach tworzyli sztukę tak, jak umieli. Ubolewają nad faktem, że obecnie coraz mniej ludzi chce występować na lokalnych scenach, dzieląc się swoją twórczością ze znaną sobie społecznością.

Lokalny skarb prosto z Żurawicy

– Czesław maluje sercem. Dlatego jego dzieła są tak piękne w swej prostocie – podkreśla R. Haśkiewicz- Kudła. – Gdy jeszcze działała nasza Grupa Teatralna, równie wielkie owacje jak sztuka otrzymywał nasz scenograf – podkreśla.

Pan Czesław zapytany o początki swojej twórczej działalności doszukuje się jej już w[paywall] dzieciństwie. – Już jako dziecko miałem smykałkę do malowania – zaczyna swoją opowieść. – Potem, na wiele lat to zostawiłem.

Reklama

W międzyczasie uczyłem się innych rzeczy. Moja mama, która od 13 roku życia uczyła się szycia i jeszcze na piechotę chodziła do Przemyśla, by przy świetle lamp naftowych pobierać naukę, również mnie i braci nauczyła szycia i szydełkowania – wspomina pan Czesław.

– To bardzo przydatna wiedza. Teraz mogę być niezależny, bo sam wiele potrafię – cieszy się mój rozmówca. – Dopiero, gdy zacząłem pracować w Domu Kultury w Przemyślu, nauczyłem się wielu rzeczy w aspekcie artystycznym – kontynuuje opowieść o drodze ku sztuce mój rozmówca.

– Zajmowałem się tam sprawami administracyjnymi, ale przy okazji podpatrywałem prace koleżanek plastyczek, które chętnie dzieliły się ze mną swoją wiedzą. Ukończyłem też studium kulturalno-oświatowe, podczas jego trwania mogłem liczyć na pomoc profesorów. Wielu rad udzieliła mi też koleżanka z Żurawicy, która ukończyła Akademię Sztuk Pięknych. Nie chodziłem do żadnej szkoły plastycznej, wiedzę nabywałem bardziej w sposób praktyczny. Z wieloma rzeczami się męczyłem, wiele musiałem wypracować sam. Niektórzy artyści, których spotkałem na swojej drodze, zechcieli się podzielić ze mną swoją wiedzą, ale wielu wolało zachować różne tajniki tylko dla siebie. Ale pomału, pomału sam do nich doszedłem – uśmiecha się mój rozmówca. Na pytanie, od ilu lat trwa jego artystyczna twórczość odpowiada, że około 40.

Reklama

„Ja się nie afiszuję”

Pan Czesław głównie maluje akrylami i farbami olejnymi na deskach i płótnie. Wspomina, jaką trudność sprawił mu malunek na płótnie wielkości 5 x 6 m, który podczas Wielkiego Tygodnia zasłania ołtarz główny w żurawickim kościele parafialnym.

Już na pierwszy rzut oka wchodząc do galerii, która znajduje się tuż bok jego domu, widać jednak, że postaci świętych, podobizny Jezusa Chrystusa i Maryi, to jego ulubiony kierunek w sztuce. Jeśli chodzi o największe obrazy w jego galerii, są to dwustronne feretrony.

Nierzadko, w geście serca, artysta zajmuje się też odnawianiem starych figur – zarówno tych, które przynoszą mu znajomi i sąsiedzi, jak i parafialnych, jak chociażby figury św. Józefa, która na co dzień umieszczona jest przed salą parafialną Domu św. Józefa w Żurawicy. Pan Czesław nierzadko odpowiada też za dekoracje okolicznościowe, tj. pierwszokomunijne, wielkotygodniowe czy przy okazji bierzmowania. Wykonuje również prace na zamówienie.

– Ostatnio miałem zlecenie na 14 obrazów, które poleciały do Stanów Zjednoczonych. Były to zarówno portrety, jak i abstrakcja – wspomina pan Czesław. Jego galeria stała się też miejscem ekspozycji reliktów przeszłości rodzinnych i sąsiedzkich.

Reklama

–Galeria powoli robi się za mała, żeby pomieścić to wszystko – śmieje się gospodarz. Założył sobie nawet pamiątkową księgę, gdzie goście jego galerii mogą złożyć wpis okolicznościowy. A każdy z nich cieszy tak samo. – Ja się nie afiszuję– podkreśla skromnie pan Czesław.

– Cieszę się jednak, jeśli ktoś przychodzi i chce pooglądać, a nierzadko i nabyć którąś z moich prac – opowiada. Lokalnemu twórcy nieobce są również wystawy. Co prawda, do tej pory odbywały się one głównie w najbliższej okolicy, ale kto wie, być może niebawem prace Czesława Szumełdy w końcu ujrzą światło dzienne wielkiego świata. Z pewnością są tego warte.


MR
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości