Czy na podłodze w toalecie można poważnie złamać sobie szczękę, uszkodzić czaszkę, doznać złamania oczodołu, nosa czy ręki? Hipotetycznie tak, choć taki scenariusz wydaje się raczej nieprawdopodobny. Co wydarzyło się w nocy z 4 na 5 listopada w jednym z najstarszych i największych klubów w Przemyślu?
Sprawa nie ujrzałaby światła dziennego, gdyby nie dociekliwość jednej z matek poszkodowanego, pełnoletniego już młodzieńca, a także wyjątkowy zbieg okoliczności, do których doszło w nocy z 4 na 5 listopada br. To wówczas pani Agnieszka (imię zmienione, personalia na wyraźną prośbę kobiety pozostawiamy do wiadomości redakcji) pełniła nocny dyżur w Wojewódzkim Szpitalu im. św. ojca Pio w Przemyślu (jest tam pielęgniarką), a jej pełnoletniego syna ok. godziny 4 nad ranem, zakrwawionego i połamanego, koledzy przywieźli na izbę przyjęć tejże placówki[paywall]. O tym, że tam jedzie, matka dowiedziała się od drugiego, starszego syna.
Młodszy syn wspólnie z kolegami wybrał się na imprezę do wspomnianego klubu. Tego wieczoru odbywał się tam koncert topowego discopolowego zespołu „Power Play”.
– W trakcie koncertu syn powiedział koledze, że musi wyjść do ubikacji. Długo nie wracał, więc poszli po niego. Kiedy weszli, leżał na posadzce, cały we krwi. Podobno poinformowali o całym zdarzeniu ochroniarzy. Tak przynajmniej mówili policjantowi, który przyjechał na izbę przyjęć na moje wezwanie. Niestety, mimo zawiadomienia ochroniarzy, nikt z klubu nie zareagował. Nie została wezwana ani policja, ani karetka pogotowia – relacjonuje pani Agnieszka. – Dowiedziałam się o tym zdarzeniu od starszego syna, który zadzwonił do mnie w nocy i powiedział, że młodszy jedzie do szpitala i czy mogłabym zejść na izbę przyjęć. Kiedy zobaczyłam moje dziecko, przeraziłam się. Z jego opowieści wynikało, że za drzwiami łazienki stało dwóch lub trzech mężczyzn. Nie zdążył się nawet odwrócić, jak dostał cios. Przewrócił się i zaczęła się jatka. Był bity i kopany. Doznał złamania prawego oczodołu, po którym powstała odma powietrzna pod prawą gałką oczną, miał złamany nos, przestawioną szczękę i był cały poturbowany. Opuchlizna pod oczami była tak duża, że praktycznie nic nie widział. Potem okazało się, że nie był pierwszym, który zgłosił się na izbę przyjęć z uszkodzeniami i ranami, doznanymi w trakcie tej samej imprezy, w tym samym klubie. Wszyscy poszkodowani zostali poturbowani w tym samym miejscu, czyli podczas wizyty w ubikacji. Jeden z nich miał poważnie złamaną szczękę, inny doznał urazu czaszki. Razem z synem to były cztery osoby. Mój syn nie został na obserwacji w szpitalu, bo się na to nie zgodził – kontynuuje. – Błyskawicznie zgłosiłam pobicie na policję, mimo że syn nie chciał nawet o tym słyszeć. Został przesłuchany, kilka dni później zgłosił się ponownie na komendę, gdzie podpisał pismo, że nie wnosi żadnych uwag i nie zamierza się starać o ściganie kogokolwiek. Ja jednak postanowiłam, że tak być nie może – stwierdziła.
– Różne rzeczy się wśród młodzieży zdarzają, ale to były zwykłe bandyckie zabawy. Nie chcę nikogo obrażać, organizatorów takich imprez, ale czy to nie jest przypadkiem tak, że istnieje jakieś ciche przyzwolenie na coś takiego? Nie rozumiem, dlaczego nikt nie zareagował na tę sytuację. Przecież wynosili zakrwawionego chłopaka z toalety, w której było pełno krwi. Chyba wypadało to sprawdzić. Zastanowić się, co mogło zajść. Obiekt jest przecież monitorowany. Przecież, do diabła, to nie są małe obrażenia! Połamane kości, pokruszone zęby, przestawiony nos, uraz łopatki i śródręcza. Młodzież tego nie zgłasza, bo z tego, co wiem, chce pewne rzeczy załatwić między sobą. Ale to nie doprowadzi to do niczego dobrego. Jeśli nikt nie będzie na coś takiego reagować, będzie coraz gorzej – podsumowała pani Agnieszka.
Interwencję funkcjonariuszy Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu potwierdziła oficer prasowy tej formacji starszy sierżant Marta Fac. – Nasi policjanci przesłuchali poszkodowanego na izbie przyjęć, w tym klubie przeprowadzili także czynności sprawdzające. Sporządzili notatkę, która została przesłana do przemyskiej prokuratury w celu podjęcia ostatecznej decyzji. My ze swojej strony wykonaliśmy wszystko, co było możliwe, ale pokrzywdzony nie chciał współpracować, więc na siłę nic nie będziemy robić – wyjaśniła.
Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Przemyślu prokurator Marta Pętkowska: – Mężczyzna nie chciał zawiadamiać policji, zrobiła to jego matka. Policjanci przepytali dwie osoby na okoliczność tego zdarzenia. Powiedzieli wówczas, że pokrzywdzony został poturbowany w toalecie przez trzech mężczyzn. Deklarowali, że pili alkohol podczas imprezy. 8 listopada pokrzywdzony pojawił się na policji ponownie i zeznał, że około 4 nad ranem 5 listopada poszedł do toalety, przewrócił się na podłogę i uderzył się o nią. Zeznał, że nikt go nie bił i nic od policji nie chce. To była podstawa do odmowy wszczęcia postępowania. Odwołać się od tej decyzji może tylko on sam, matka nie ma do tego prawa, bo nie jest stroną w postępowaniu. Być może został zastraszony – wyjaśniła prokurator M. Pętkowska.
Matka mężczyzny nie daje jednak za wygraną i rozważa podjęcie dalszych kroków prawnych.
Właściciel klubu kategorycznie odmówił jakiegokolwiek komentarza w tej sprawie.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze