HISTORIE NIEZWYKŁE Mieszkańcy prowincjonalnego miasteczka Dobromil w okresie międzywojennym wiedli spokojny i cichy żywot – typowy dla Kresów (w 1931 r. było ich ponad 5500). Płynęły tam szare, jednostajne dni, jeden za drugim, i nic nie mąciło ich spokoju . Aż nagle poczęły się dziać w tej społeczności tajemnicze zabójstwa. Do ich wyjaśnienia zaangażowano m.in. policję z Przemyśla.
Pierwsze zabójstwo
Pewnej nocy kwietniowej 1931 r. znaleziono w korytarzu budynku kasy skarbowej zwłoki woźnego Michała Ferenca. Ze skroni denata sączyła się struga krwi. Sprawca mordu dostał się do zamkniętego urzędu przez okno od podwórza. Na miejscu zbrodni nie znaleziono rewolweru, z którego wystrzelone zostały dwie kule odkryte w ciele Ferenca. Wszczęte natychmiast przez śledczych dochodzenie nie zdołało nigdy ujawnić sprawcy zabójstwa.
Drugie zabójstwo
Tymczasem 5 czerwca 1931 r. ciszę wieczora przerwały nagle cztery, szybko po sobie następujące strzały. Odgłos ich szedł znad[paywall] brzegu małej rzeki Wyrwy, przecinającej miasteczko. Liczni mieszkańcy Dobromila ruszyli tam i znaleźli w łozach martwe już zwłoki 27-letniego Karola Hartmanna. Dwie spośród czterech wystrzelonych kul znaleziono w jego czaszce. Miejsce ich wlotu było niemal identyczne jak u Ferenca. Choć pistoletu nie znaleziono, stwierdzono, że sprawca zrabował Hartmannowi 300 dolarów i dwieście złotych (ogólna wartość dziś – ok. 17 tys. zł).
Śledztwo
Wysłano do Dobromila wywiadowców Przemyśla celem wyśledzenia morderców. Wtedy aresztowano Lubomirę Romanówną – służącą Hartmannów, która jako sprawców mordu wskazała jej dwóch kochanków, tj. 19-letniego Jana Szymańskiego i 20-letniego Zbigniewa Gołębiowskiego. „To oni mieli w przeddzień zbrodni wypytywać ją o schowek w domu, gdzie miał trzymać pieniądze. Krytycznego dnia wieczorem kazali jej wywołać Hartmanna z domu, by zwabić go w łozy”. Podejrzani stanowczo zaprzeczali popełnieniu zbrodni.
Ekspertyza sądowa
Przeprowadzone badanie przez Instytut Ekspertyz Sądowych wykazało ponad wszelką wątpliwość, że kule znalezione w ciele Hartmanna wystrzelono z tego samego rewolweru, którym uśmiercono Ferenca. Mieszkańcy odetchnęli z ulgą, ponieważ podejrzanych aresztowano i zamknięto w areszcie. Nie minął miesiąc od ich zatrzymania, gdy znowu wydarzyło się coś tragicznego.
Trzecie zabójstwo
Ciszę lipcowego wieczora w 1931 r. przerwały dwa szybko po sobie następujące strzały. Odgłos ich szedł także znad rzeki Wyrwy. I znowu zaintrygowani mieszkańcy Dobromila podążyli nad brzeg rzeki. Leżał tam w łozach, we krwi kałuży Wołoszyn – młody parobczak z browaru. Jego ciało leżało niedaleko miejsca, wktórym wcześniej znaleziono zwłoki Hartmanna. Ze skroni sączyły się dwie cienkie strugi krwi. Strzały zostały oddane z tego samego rewolweru w identyczny sposób, co strzały, od których zginęli Ferenc i Hartmann. Broni nie znaleziono. Niemal wszyscy mieszkańcy wiedzieli, że młody chłopak odziedziczył niedawno 500 dolarów (dziś ok. 28 tys. zł.), które nosił stale przy sobie. Pieniędzy przy nim jednak również nie odnaleziono.
Skazani
Włoszyna zamordowano wtedy, kiedy Gołębiowski i Szymański siedzieli już w więzieniu w Przemyślu i czekali na proces o zabicie Hartmanna. Adwokaci bronili podsądnych, twierdząc, że nie znaleziono w ich domach pieniędzy oraz narzędzia zbrodni – pistoletu, a tym samym ktoś inny jest seryjnym mordercą. Podsądni ze łzami w oczach zapewniali o swej niewinności. Świadkowie potwierdzili ich alibi. Jednak oskarżenie opierało się tylko na zeznaniach Romanównej. Dopiero w marcu 1932 roku zapadł wyrok. Pierwszy z nich otrzymał 6 lat, a drugi 8 lat więzienia.
Ujawnienie nazwiska mordercy
Dopiero z początkiem 1934 r. do policji w Dobromilu dotarła informacja od 42-letniego Franciszka Römera, że jego sąsiad Karol Hartmann przed śmiercią powiedział mu, że 19-letni Roman Hyk (najbliższy sąsiad) chciał z nim zrobić dobry interes. Potwierdziła to też żona zamordowanego, że w tym dniu jej mąż wziął pieniądze i poszedł za stodołę na to spotkanie. I już nie wrócił. W kilka dni po śmierci męża zauważyła, że Hyk kupił sobie nowy rower wyścigowy, kilka ubrań, aparat fotograficzny, jednym słowem wydawał dużo pieniędzy. Przemyscy obrońcy Gołębiowskiego i Szymańskiego o tym fakcie powiadomili prokuraturę w Przemyślu, a policja w Dobromilu przedstawiła Hykowi zarzuty, choć nie został jeszcze aresztowany.
Czwarte zabójstwo
Bojąc się więzienia, Roman Hyk postanowił zabić Römera. 29 lipca 1934 r. wtajemniczył w całą sprawę swego przyjaciela Wiktora Michalika ze Lwowa. Ten udał się do domu ofiary. Tam przedstawił się jako śledczy lwowskiej policji. Następnie podstępem wywołał go z domu. W czasie przechadzki Römer powiedział „detektywowi”, że Hyk zamordował Ferenca, Hartmanna i Wołoszyna. Po tych słowach wypadł nagle zza krzaków Hyk z okrzykiem: „Nie będziesz draniu przeciw mnie świadczył”. Szybko oddał dwa strzały z pistoletu w jego kierunku, a następnie chciał zastrzelić Michalika, lecz pistolet się zaciął. Śmiertelnie ranny Römer zdążył jeszcze przed śmiercią złożyć obszerne zeznania sędziemu Wojakowskiemu. Wskazał w nich sprawcę napadu. Mordercę szybko ujęto.
Aresztowanie
W tej sytuacji przemyski adwokat Adolf Frim zwrócił się z prośbą do Sądu Najwyższego o wznowienie sprawy na korzyść Szymańskiego i Gołębiowskiego w kierunku ustalenia winy Romana Hyka w zabójstwie Hartmanna. Starania nie dały pozytywnego rezultatu. W międzyczasie Hyk wraz z Michalikiem zasiedli 28 lutego 1934 r. na ławie oskarżonych pod zarzutem zamordowania jedynie Römera.
Wyrok
Sąd Okręgowy w Przemyślu potwierdził winę Romana Hyka. Został skazany na 15 lat więzienia. Michalika uznali wprawdzie za winnego, lecz działał – tak tłumaczono – pod przymusem Hyka, który w ciągu kilkunastodniowej znajomości zdołał go omotać, a następnie chciał zastrzelić, by pozbyć się świadka zabójstwa. Z tego względu został uniewinniony.
Opinie
Mieszkańcy Dobromila uważali, że Szymański i Gołębiowski zostali skazani na karę więzienia niesłusznie, że seryjnym mordercą, a więc sprawcą wszystkich 4 zabójstw jest Roman Hyk. Prasa uważała, że śledztwo było prowadzone nieudolnie i zakończyło się – nie po raz pierwszy w okresie międzywojennym – blamażem Sądu Okręgowego w Przemyślu. Czy Hyk był to seryjny zabójca? Dziś już tego nikt nie rozstrzygnie. (Źródło: „Tajny Detektyw” 1933, nr 34; 1934, nr 9 i 11).
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze