Reklama

Dawny zwierzyniec przemyski i jego likwidacja

21/08/2022 11:12

Przemyski zwierzyniec w parku miejskim – tak go potocznie nazywano przez długie lata – nie był ogrodem ani terenem łowieckim, ani też hodowlą zwierząt. Zwierzęta nie żyły tam na otwartym terenie. Innymi słowy: nie był to zwierzyniec, lecz menażeria, czyli miejsce, w którym zwierzęta w klatkach zgromadzone zostały w celach pokazowych. Warunki bytowania uwięzionych zwierząt były złe, szczególnie zimą.

Początki zwierzyńca w parku miejskim (zostawmy jego dawną nazwę) były sensacją w Przemyślu. Około 1902 roku Wachnianin, poborca podatkowy,  otrzymał od znajomego księdza ruskiego z okolic Turki jelenia rogacza, którego umieścił w drewnianym ogrodzeniu na zamku. Dowiedzieli się o tym mieszkańcy miasta i rozpoczęły się liczne odwiedziny uwięzionego monarchy leśnych ostępów.

Narzeczona łania

Towarzystwo Upiększania Miasta, widząc zainteresowanie, jakie wzbudzało wśród miejscowych pojawienie się karpackiego jelenia, postanowiło urządzić – tak wówczas pisano –  mały zwierzyniec. Zakupiono niebawem samicę jelenia – za kwotę 40 koron. Jednakże  potomstwa z tej okazalej pary się nie doczekano. Łania była niepłodna.

Reklama

Sarny i lisy

Z biegiem czasu skromna przestrzeń przeznaczona na zwierzyniec okazała się za mała. Dlatego umieszczono tam 8 saren w osobnej klatce, ogrodzonej siatką drucianą, w której się nawet mnożyły. Było też kilka lisów, które miały[paywall] specjalną norę ułożoną z kamieni. Jeden młody lis, schwytany przez Leśniowskiego na cmentarzu, w trupiarni, po krótkim pobyciu w zwierzyńcu zbiegł.

Małpa w klatce

Znalazła się też w zwierzyńcu darowana małpa – samiec, wyprawiająca pocieszne figle na huśtawce. Była to małpa Rezus, zamieszkująca Indie. Pewnego dnia stała się ona kłopotem. Wypuszczona przez jakiegoś dowcipnisia z klatki, ukąsiła lekko w ramię jedną ze zwiedzających kobiet. Sprawa oparła się o sąd, skończyła się jednak pomyślnie dla zwierzyńca. Małpie ludzie dawali niklowe i miedziane pieniądze, które chętnie brała do pyska i trzymała pod językiem, aż je dozorca wybierał siłą. Był nawet wypadek, kiedy podano temu zwierzęciu brzytwę. Szybko ją jednak odebrano.

Reklama

Borsuk i wiewiórki

Ponurego europejskiego borsuka karmiono dżdżownicami i owadami, a także ziarnem i owocami.  Pięć zwinnych wiewiórek stało z orzechami w łapkach, bo były dokarmienie przez zwiedzających.

Ptaszarnia

Ptaszarnia wyposażona była bogaciej. W dwóch obszernych klatkach znajdowały się ptaki krajowe: szczygły, dzwońce, gile, wróble, zięby, sikory, makolągwy, trznadle, przepiórki, czyżyki, jemiołuszki, dzięcioł, krzyżodziób. W osobnych klatkach przebywały piękne i rasowe gołębie. Były tam mewki orientalne, jak satynety, brunety, odmiany garłaczy oraz najoryginalniejsze z rasowych gołębi, tzw. pawiki w różnych kolorach z białymi i czarnymi ogonami, należące do rzadkości i unikatów.

Reklama

Inne ptaki

W dwóch klatkach pomieszczone były przepiękne różnokolorowe papużki, w tym prążkowaana, rdzawogłowa i brazylijska oraz jedna wielka papuga. Ponadto z ptaków zagranicznych było kilkanaście pawi. Żyły tam również ryżojady i kolibry oraz wiele innych ptaków egzotycznych – razem ok. 20 gatunków. Dwie sowy pomieszczono osobno. Siedem sztuk jastrzębi tam karmiono, w tym krogulca, błotniaka stawowego, błotniaka zbożowego, myszołowy zwyczajne i włochate.

Karmienie

Towarzystwo Upiększania Miasta przez 12 lat zbierało datki od ludzi, by kupować karmę dla zwierząt. Karmieniem zajmował się robotnik dzienny. Często bywało, że publiczność rzucała tym istotom to, co im szkodziło. Po jakimś czasie one ginęły. Zwierzyniec odwiedzały także szkoły, bo było to bezpłatne. Wtedy rzucano pokarm w naturze, tj. orzechy i ziarna.

Reklama

Nadchodziła śmierć

Zdarzyło się tak, że jeleń połamał około 30 parasolek i lasek zwiedzających, a nawet miał na sumieniu zjedzony kapelusz damski, którym go jedna z pań raczyła ułaskawić. Jelenie biły o kratę głową, raniąc do krwi łeb. To z powodu złego karmienia, braku odpowiednich pomieszczeń na zimę. Ptaki, zimując w wilgotnej i letniej cieplarni, nabywały w tej porze roku reumatyzmu i ginęły. Śmierć unosiła się nad przemyskim zwierzyńcem. Jelenie w klatce marzły porą zimową. 

Likwidacja zwierzyńca

Zginęła większa część mieszkańców zwierzyńca, a resztę rozdano i sprzedano lub wypuszczono na wolność. Dwóch osamotnionych jeleni także los nie oszczędził. Otóż pewnego dnia znaleziono rogacza nieżywego. Przeprowadzona sekcja znalazła w żołądku dużą ilość papieru, gazet, szmat, a w nich szpilki.

Reklama

Łania do rzeźni

Samotna, owdowiała łania stała się już zawadą. Sprzedano ją miejscowym Żydom na mięso. I oto zajechał wóz konny z platformą. Siłą wciągnięto z klatki wystraszone zwierzę (ważyła 200 kg). Rzucono łanię na deski, a czterech handlarzy siadło na nią, by im po drodze z rąk się nie wyrwała. Ostatni akt tej tragedii biednej łani w zwierzyńcu dokonał się krótko przed I wojną światową, w rzeźni miejskiej.

Ostatni akt

Po zwierzyńcu pozostały tylko wspomnienia i miejsce, gdzie ongiś było gwarno. Po jakimś czasie żelazna klatka po jeleniach przeszła na własność miasta i została przerobiona na bramę, którą zamontowano u wejścia do parku miejskiego.

Do napisania tego artykułu wykorzystano broszurę Józefa Władysława Kobylańskiego z 1928 roku pt. „O zwierzyńcu w Przemyślu”.

Reklama

„Znalazła się też w zwierzyńcu darowana małpa – samiec, wyprawiająca pocieszne figle na huśtawce. Była to małpa Rezus, zamieszkująca Indie. Pewnego dnia stała się ona kłopotem. Wypuszczona przez jakiegoś dowcipnisia z klatki, ukąsiła lekko w ramię jedną ze zwiedzających kobiet. Sprawa oparła się o sąd, skończyła się jednak pomyślnie dla zwierzyńca”.


JF
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama