W całym kraju ludzie ekscytują się pięciocyfrowymi kwotami premii, jakie za dobrą pracę w ubiegłym roku przyznał sobie szczodry rząd. Tyle że nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Wszak, jak świat światem, człowiek zawsze chciał mieć więcej bydła, żon czy wreszcie pieniędzy. Taka to ludzka natura. Nie inaczej główkował niejaki Szymon O., który przez parę lat tyrał za najniższą krajową.
Wprawdzie nie miał na utrzymaniu rodziny, ale i tak – podobnie jak pewnemu ministrowi – nie starczało mu do pierwszego. Kiedy już doszedł do wniosku, że w tym kraju z uczciwej pracy nie wyżyje, postanowił zarabiać w inny sposób. Nie stać go było na zorganizowanie napadu na bank, ale słyszał, że największe pieniądze można zarobić na handlu ludźmi albo na narkotykach. W małej miejscowości, w której mieszkał, nie miał szans na sprzedawanie żywego towaru, ale wiedział, że kilku znajomych coś tam wącha i zażywa. Wybrał się na Śląsk, bo tam miał kolegę i słyszał, że tam można zaopatrzyć się w różne dragi. Bez większych problemów dotarł do odpowiedniego środowiska i za naszperane oszczędności kupił kilkadziesiąt gramów białego proszku, który ponoć gwarantował megaodloty. Po powrocie do rodzinnej miejscowości rozpuścił wśród zaufanych znajomych informację, że ma do sprzedania rewelacyjny towar. Akurat zbliżał się karnawał i było zapotrzebowanie na tego typu atrakcje, więc towar zszedł na pniu i Szymon żałował, że nie kupił więcej. Szybko zrobił drugi kurs na Śląsk i nabył trochę większą partię, tym razem już po preferencyjnej cenie.Po powrocie zakręcił się, żeby jak najszybciej towar upłynnić, ale tym razem szło mu już trudniej, bo w małej mieścinie nie było aż tylu chętnych na takie atrakcje. Wybrał się więc do większego miasta, żeby rozeznać teren i dotarł do człowieka, który miał wejścia do odbiorców, tyle że prowizja była niższa. Kilkanaście dni później ów człowiek zadzwonił do Szymona i zażądał zwrotu kasy, bo towar był ponoć oszukany. Szymon nie bardzo miał z czego zwrócić, więc postanowił jak najszybciej opchnąć resztę i zaczął oferować towar na lewo i prawo. Wtedy znalazł się jakiś sygnalista i któregoś dnia rano przed dom Szymka zajechał radiowóz. Kiedy Szymek usłyszał zarzuty i dowiedział się, co mu grozi, jak na świętej spowiedzi opowiedział ze szczegółami o swoim biznesie i prawdopodobnie to szczere wyznanie może wpłynąć na wysokość kary, w każdym razie on na to liczy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Poziom tych waszych "kryminałków" to klasa szósta szkoły podstawowej. Choć są dzieci, które piszą na wyższym poziomie.
Poziom tych waszych "kryminałków" to klasa szósta szkoły podstawowej. Choć są dzieci, które piszą na wyższym poziomie.