Wiosną markety kuszą kolorowymi pelargoniami, surfiniami i kwitnącymi bylinami. Rośliny wyglądają efektownie już w chwili zakupu – są gęste, intensywnie wybarwione i pełne kwiatów. Problem pojawia się często po kilku dniach od zakupu i przyniesieniu do domu. Liście więdną, kwiaty opadają, a roślina szybko traci formę. Nie zawsze oznacza to błąd w pielęgnacji.
Rośliny sprzedawane w marketach są zwykle przygotowywane tak, by jak najlepiej wyglądały w dniu zakupu. Uprawia się je w kontrolowanych warunkach – przy idealnym świetle, temperaturze i regularnym nawożeniu. Dzięki temu szybko rosną i obficie kwitną, ale bywają mniej odporne na nagłą zmianę warunków.
Problemem bywa także samo miejsce sprzedaży. W marketach rośliny często stoją w przegrzanych lub silnie klimatyzowanych pomieszczeniach. Do tego dochodzi nieregularne podlewanie i transport, który również jest dla nich obciążeniem. Nawet zdrowy egzemplarz może po zakupie reagować stresem.
Roślina trafiająca z ciepłego sklepu na balkon lub do ogrodu musi nagle przystosować się do słońca, wiatru i niższych temperatur. Szczególnie w maju chłodne noce potrafią wyraźnie osłabić bardziej wrażliwe gatunki. Objawy pojawiają się szybko – liście tracą jędrność, wzrost wyhamowuje, a kwiaty zaczynają zasychać.
Nie oznacza to, że rośliny z marketów są złe. Warto jednak pamiętać, że często różnią się od tych kupowanych w szkółkach. Wyspecjalizowani producenci zwykle oferują egzemplarze lepiej zahartowane i przystosowane do warunków zewnętrznych. W marketach priorytetem bywa przede wszystkim szybki efekt wizualny.
Po zakupie warto dać roślinom czas na aklimatyzację. Przez kilka dni dobrze stopniowo przyzwyczajać je do słońca i chłodniejszych nocy, zamiast od razu wystawiać w pełne słońce. Nawet efektownie wyglądająca roślina potrzebuje chwili, by odnaleźć się w nowych warunkach.
AM
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze