Tego jeszcze nie było. W ubiegłym tygodniu na trawniku koło głównego gmachu Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej niczym na plaży pojawiły się kolorowe leżaki, ale to jeszcze nic. Po południu kilkanaście pań rozłożyło na trawie maty i pod okiem instruktorki ćwiczyło jogę.
– Wyszliśmy z tą inicjatywą do mieszkańców, żeby pokazać, że w mieście istnieje wiele przyjaznej, a niewykorzystanej dotąd przestrzeni, jak choćby trawnik obok muzeum. W upalny dzień każdy może usiąść w cieniu na leżaku i odpocząć [paywall] – tłumaczy Iwona Bobko, pracownik muzeum. Pomysł naprawdę godny naśladowania, wszak nie ma u nas jeszcze mody na odpoczynek na trawniku, który przecież powinien służyć mieszkańcom. Być może pokutuje jeszcze pogląd, wynikający z powiedzenia „nie deptać trawników”, wbijanego nam do głów za pomocą tabliczek, którymi ozdobione były kiedyś miejskie trawniki. Tymczasem w dużych metropoliach widok ludzi leżących na trawie w parkach czy na skwerkach nie jest niczym nadzwyczajnym.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Dziwne, że żadna z oszołomowatych bab nie zadzwoniła po Straż miejską, że feministki depczą trawniki.
Dziwne, że żadna z oszołomowatych bab nie zadzwoniła po Straż miejską, że feministki depczą trawniki.