Zaiskrzyło na linii burmistrz – radni PiS. I pewnie nie byłoby w tym nic dla jarosławskiej sceny samorządowej niezwykłego, gdyby areną konfrontacji nie był sekretariat burmistrza, a sprawa nie zakończyła się zapowiedzią sądowego procesu o zniesławienie.
By dobrze zrozumieć całą sytuację, trzeba się cofnąć do 24 lutego i ostatniej sesji rady miasta. Wówczas to bohaterowie tej opowieści, radni Mariusz Walter i Piotr Kozak, dopytywali o niuanse dotyczące zakupu mobilnego stanowiska promocyjnego, które pełni obecnie funkcję punktu informacyjnego na dworcu PKP. Radni dopytywali, burmistrz odpowiadał. Zgodnie z jarosławskim standardem radni PiS nie do końca ukontentowani byli jakością odpowiedzi, burmistrz zaś przekonany był, że udziela informacji wyczerpujących, a przede wszystkim klarownie dowodzących, że w tej kwestii przyczepić się nie ma do czego[paywall].
Wobec faktu, że gromadzenie danych i dokumentów nie przyniosło satysfakcjonujących rezultatów, sprawę postanowili skonsultować jeszcze z burmistrzem W. Paluchem. Ten ich przyjął, zamienił kila zdań, po czym wszyscy rozeszli się do swoich spraw. Po pewnym czasie radni jednak do gabinetu burmistrza wrócili wyposażeni w pewne nagranie, które stało się kością niezgody.Sytuację na swoim profilu facebookowym opisał W. Paluch. – Wczoraj po południu, tuż przed końcem pracy, kiedy czekało mnie jeszcze pilne podpisanie sterty dokumentów w przededniu wyjazdu w delegację, odwiedzili mnie niespodziewanie dwaj radni, którzy chcieli koniecznie i natychmiast wyjaśnić pewną sprawę – relacjonował 5 marca gospodarz miasta, dodając, że co mógł, na szybko wyjaśnił. – Wychodząc z sekretariatu, oświadczyli, że nagrali, nie informując mnie o tym, naszą wcześniejszą rozmowę – uzupełnia. Dalej burmistrz wyraził oburzenie z powodu dokonania nagrania, oceniając to działanie jako właściwe dla epoki słusznie minionej. Oburzenie to zmaterializowało się natomiast w dwóch pismach skierowanych do radnych P. Kozaka i M. Waltera, w których, językiem oczywiście urzędowym, dopytywał, jakim prawem go nagrano.
W Paluch zapewnia, że słowo „nagranie z sesji” w kontekście opisanej tu sytuacji nie padło, a okoliczności pozwalały mu nabrać przekonania, że nagrano go potajemnie. – Jestem daleki od chęci zniesławiania kogokolwiek. Jednak nagrywanie drugiej osoby, bez powiadomienia jej o tym, nawet w sytuacjach służbowych, nie jest bynajmniej praktyką uznawaną za powszechnie dopuszczalną – podsumowuje burmistrz. – Sądzę, że nie tylko mnie metody niejawnego nagrywania źle się kojarzą – dodaje. Jaki będzie finał tej opowieści, trudno zgadywać. Kilka mocnych deklaracji padło, ale warto nadmienić, że podobne już w przestrzeni publicznej z ust jarosławskich samorządowców padały. Nie zawsze kończyło się to procesami. Jakkolwiek będzie tym razem, już dziś pewne jest to, że tutejszy koloryt polityczny za sprawą radnych i burmistrza zyskał kolejną barwę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze