Dzieci od miesiąca nie chodzą do szkoły. Od miesiąca nie widziały się z matką. Rodzice toczą spór o to, przy którym powinny zostać. Matka ma prawomocny wyrok przyznający jej opiekę nad nimi. Ojciec twierdzi, że obecny partner byłej żony dzieci bije i po ostatniej wizycie nie wydał ich kobiecie. Policja nie ma zamiaru odbierać ojcu dzieci, mimo niekorzystnych dla niego orzeczeń sądu – o ich odzyskanie zabiega detektyw Rutkowski.
W dramacie, jaki rozgrywa się pomiędzy Ostrowem a Kańczugą, są sami przegrani, nawet jeśli momentami aktorom tego przedstawienia wydaje się, że jest inaczej. Dominika i Jacek walczą o dzieci, ale już kilka lat wcześniej przegrali swoje małżeństwo. Teraz tryumf jednego lub drugiego oznacza traumę dwójki uroczych dzieciaków. Zresztą, jeśli wierzyć matce, ta trwa przynajmniej miesiąc, jeśli ojcu – znacznie dłużej.[paywall]
Pani Dominika ułożyła sobie życie na nowo. Jest w 9 miesiącu ciąży, mieszka ze swym partnerem w kupionym niedawno mieszkaniu w Kańczudze. O związku z Jackiem mówi lakonicznie. Opowiada o tarciach z teściową, o wyjeździe męża za granicę, o tym, że w pewnym momencie urwał się z nim kontakt. Potem przyszła decyzja o separacji i rozwodzie. Wyrokiem sądu dzieci zostały przy niej. Ojciec miał prawo widywać je w weekendy, święta, wakacje i ferie. Miał płacić alimenty. Mniejsze lub większe spięcia pomiędzy byłymi małżonkami trwały niemal cały czas. Pani Dominika opowiada o drobnych złośliwościach. – Były mąż potrafił zadzwonić na policję, że w czasie, gdy ja jestem w pracy, mój obecny partner opiekuje się dziećmi pod wpływem alkoholu, co było oczywistym kłamstwem, które wykazało policyjne badanie – opowiada pani Dominika. – Ale dzieci były tak roztrzęsione, że musiałam się zwolnić z pracy, żeby je uspokoić – dodaje. Takich historii jest więcej. Pani Dominika zarzuca swemu byłemu, że dziećmi specjalnie się nie interesował, nie korzystał z przysługujących mu wizyt, za to ciągle knuł i judził, nasyłał policję, formułował bezpodstawne zarzuty. Wreszcie 9 września dzieci nie wróciły po zaplanowanej wizycie u ojca. Pani Dominika zgłosiła sprawę na policję, ta okazała się jednak bezradna. Ani w Kańczudze, ani w Jarosławiu, ani w Radymnie funkcjonariusze nie podjęli próby odzyskania dzieci i oddania ich prawowitym opiekunom. – Nie wiem, co się z nimi dzieje, nie chodzą do szkoły, do kościoła, podobno w ogóle nie wychodzą z domu – mówi zdenerwowana matka. W jej przekonaniu dzieci są zmanipulowane, uważa, że wmówiono im, że boją się wrócić do matki, bo jej partner je bije. Pani Dominika kategorycznie zaprzecza, jakoby do tego dochodziło. Na potwierdzenie tych zapewnień przywołuje policję, kuratora, sąsiadów. – Gdyby coś takiego się działo, chyba ktoś by to zauważył, chociażby w szkole? – zapytuje pani Dominika
Wersja ojca, Jacka B., jest zgoła odmienna. Twierdzi, że z dziećmi widywał się z rzadka, bo wbrew postanowieniem sądu matka nie wydawała ich w określonych terminach widzeń. Przekonuje, że ma nagrania, na których pani Dominika odmawia mu spotkania z pociechami. Telefonem uwiecznił też agresywne zachowania obecnego partnera swojej byłej żony. W jego opowieści najwięcej emocji budzi jednak relacja o dniu, w którym postanowił, że dzieci nie wrócą do matki. – Córka zaczęła płakać, zachodzić się, cały czas pytałem, dlaczego płacze, o co chodzi. Kiedy się wreszcie uspokoiła, powiedziała, że wujek ją krzywdzi. Bije ją i jej brata – mówi nam zdenerwowany pan Jacek. Swoją wersję uprawomocnia działaniami policji. Przyznaje, że przy jej pomocy matka próbowała je wydostać. Widząc jednak histerię dzieciaków, funkcjonariusze na bardziej stanowcze środki niż słowna zachęta się nie decydowali. To według niego dowód na to, że policjanci rozumieli jego postawę. W kreowanym przez pana Jacka wizerunku ojca, który broni dzieci przed przemocą domową nowego partnera matki, najsłabsze punkty stanowią 500+ i szkoła. Przede wszystkim dzieciaki od początku września nie chodzą do szkoły. Ta, do której są zapisane, jest w Kańczudze. Pan Jacek podobno próbował przepisać je do szkoły w swojej miejscowości, ale zablokowała to matka. – Oczywiście, że chciałem się rozpytywać, jakie są możliwości – wyjaśnia ojciec. Jeszcze więcej kontrowersji towarzyszy świadczeniu rodzinnemu. Według matki dzieci pan Jacek złożył w UMiG w Kańczudze wniosek o to, by cofnąć jej 500+, sam miał się natomiast o nie ubiegać w urzędzie gminy w Radymnie. – To bzdura – mówi pan Jacek. Do Kańczugi wysłałem pismo, żeby nie wypłacać jej świadczeń, skoro nie ma u niej dzieci. Z gminy w Radymnie wziąłem tylko zaświadczenie, że ja na dzieciaki nie dostaję złotówki – wyjaśnia.
Pani Dominika słynnego detektywa wynalazła w internecie. Była w Aleksandrowie. Teraz pracuje dla niej. Wobec biernej postawy policji Rutkowski ma być największą nadzieją na odzyskanie dzieci. Ma przecież wieloletnie doświadczenie, podobnych akcji przeprowadził dziesiątki, może setki. Na razie jednak efektów brak. To jego działania operacyjne pozwoliły ustalić, że dzieci nie chodzą do szkoły, właściwie nie opuszczają domu. W ostatnią niedzielę września detektyw zastawił pułapkę. Miał „odbić” dzieci, gdy te szły na mszę. Według relacji matki nie poszły, jak zwykle, z dziadkami. Tym razem do kościoła udała się tylko babcia, odstawiona przez swego męża. Według relacji pana Jacka trudno było nie zauważyć Rutkowskiego i jego ekipy, więc dzieci nie wypuścili z domu. Jakie będą dalsze działania detektywa, nie wiadomo, ale osoby z jego otoczenia twierdzą, że niedługo powinna być w okolicy konferencja prasowa z jego udziałem. A te Rutkowski zwykł robić po akcjach zakończonych sukcesem.
W ubiegły piątek (7 października) odbyła się kolejna rozprawa pomiędzy Dominiką i Jackiem. Oboje starają się o zwiększenie swoich praw i ograniczenie ich byłemu współmałżonkowi. Rozprawa na wniosek adwokata pana Jacka odbyła się za zamkniętymi drzwiami – nie wiadomo więc, jaki był jej przebieg. Pewne jest to, że po rozpatrzeniu spawy sąd zdecydował, że dzieci mają zostać przy matce. Nie wiadomo, czy nakazał ich wydanie. Pan Jacek zapewnia, że nie odpuści. Zapowiada, że nie da krzywdzić swoich dzieci. Pani Dominika jest równie zdeterminowana. Zapewne liczy, że wynajęty detektyw wyrwie je. W tej sprawie – jak w każdej tego typu – nie ma prostych odpowiedzi czy łatwych osądów. Zarzut o agresji wobec dzieci zmiękczy serce każdego rodzica, ale nie jest on potwierdzony dowodami. Zresztą tłumaczyłby niechęć wobec partnera pani Dominiki. Nie zaś wobec niej samej, co okazywały dzieci w sądzie w Przeworsku. W postawie ojca niepokoi igranie z prawem, a odseparowanie dzieci od reszty świata, a zwłaszcza od matki, nigdy nie jest dobrym pomysłem – zwykle zostawia ślady u tych najmniejszych. I o dzieci chodzi tu najbardziej. Zamkniecie w domu dziadków czy potencjalna akcja patrolu Rutkowskiego pozostanie w nich na zawsze. O ich losie zdecyduje sąd, skuteczność adwokatów, determinacja rodziców. Jaki będzie finał owej batalii, trudno przewidzieć. Jaki będzie miała na dzieci wpływ, można się domyśleć. Na razie pewne jest to, że od miesiąca nie chodzą do szkoły. Od miesiąca nie widziały matki.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Sądy powinny wreszcie zacząć pytać dzieci z kim chcą mieszkać i działać dla dobra dzieci, a nie w większości dobra matek żeby miały źródło utrzymania i dla większości w cale nie liczy się dobro dzieci tak jak i dla sądów. Powinien ktoś wreszcie sprawdzić ile dzieci po tym jak powierzono opiekę matkom wróciły do ojców, bo matkom nie były już potrzebne, a prawników ilu z nich wykorzystało różne instytucje tworząc fikcyjne dokumenty żeby oczernić ojców. Matki jak i prawników postępując w taki sposób powinno się karać za tworzenie fałszywych dowodów, chyba tak mówi prawo obowiązujące w Polsce jak i na całym świecie. Sądy powinny orzekać o opiece naprzemiennej w chwili kiedy obydwoje rodzice chcą sprawować opiekę nad dziećmi, szybko wyszło by komu zależy naprawdę na dzieciach bez otrzymywania alimentów i świadczeń.
rutkowski nie jest detektywemprosimy nie wprowadzać w błąd
Na ten moment wychodzi, ze zależy Ci wyłącznie na nie płaceniu alimentów.
Hahaha biedna mamusia ... A dlaczego pan Rutkowski nie pomaga ojcom którzy nie widzą dzieci po kilka lat? Dlaczego nie ma artykułów o tym jak matki traktują ojców ? Jak składają fałszywe zeznania ... Kpina!!!!
Nie nazywajcie tego człiwieka dedektywem , trichę rzetelności dziennikarskiej.
Do wiezienia z nim na 25 lat powinien isc siedziec to by sie nauczył rozumu. Matce za odebranie dzieci powinien zaplacic 100 tys odszkodowania z miejsca.. to nie sa jego dzieci skoro nie jest z tą kobietą
Sądy niszczą rodziny! Niszczą dzieci! Wywołują sztuczne konflikty aby zasadzic alimenty oraz koszta sądowe. Jak się będą utrzymywać? Kiedy wreszcie to zrozumiecie? Psychologowie sądowi w ozss działają bezprawnie!
Należy się zastanowić ile dzieci faktycznie były przy matce i czy nie jest tak, że po latach tatuś który np dobrowolnie nie płaci alimentów dlaczego przypadkiem teraz zainteresował się dziećmi ? Może to wynik świadczenie 500 plus? W państwie prawa nie może być tak że ktoś nie respektuje orzeczeń sądu i dzieci przez taki okres czasu nie chodzą do szkoły.
Super tata, że zamiast z kolegami na alkohol iść, on przejmuje się losem dzieci. Ileż to dzieci zostało zabitych już prez konkubentów matek? I potem społeczeństwo pyta: A gdzie był ojciec? Wielkie brawa dla ojca, że próbuje chronić własne dzieci, oby więcej takich ojców. Ale jest wyrok sądu rodzinnego? Tysiące matek takie wyroki nie respektuje i jest ok. Nie trzeba ich respektować, bo za nieresepktowanie nei ma żadnych sankcji w praktyce (są w teorii, ale teroia w procesach np. trwa lata, więc dzieci zdążą dorosnąć).
Jakby tatusiów zależało na dzieciach to by je zawozil do szkoły a nie że od 5 tygodni w domu przytrzymuje dzieci w zamknięciu są odizolowane od rówieśników od szkoły i od matki. Taki ojciec powinien zostać przebadany przez psychologa i psychiatre aby sprawdzić czy jest poczytalny
To by już ich nie zobaczył ! Abababa chomoniewiadono
Sądy powinny wreszcie zacząć pytać dzieci z kim chcą mieszkać i działać dla dobra dzieci, a nie w większości dobra matek żeby miały źródło utrzymania i dla większości w cale nie liczy się dobro dzieci tak jak i dla sądów. Powinien ktoś wreszcie sprawdzić ile dzieci po tym jak powierzono opiekę matkom wróciły do ojców, bo matkom nie były już potrzebne, a prawników ilu z nich wykorzystało różne instytucje tworząc fikcyjne dokumenty żeby oczernić ojców. Matki jak i prawników postępując w taki sposób powinno się karać za tworzenie fałszywych dowodów, chyba tak mówi prawo obowiązujące w Polsce jak i na całym świecie. Sądy powinny orzekać o opiece naprzemiennej w chwili kiedy obydwoje rodzice chcą sprawować opiekę nad dziećmi, szybko wyszło by komu zależy naprawdę na dzieciach bez otrzymywania alimentów i świadczeń.
rutkowski nie jest detektywemprosimy nie wprowadzać w błąd
Na ten moment wychodzi, ze zależy Ci wyłącznie na nie płaceniu alimentów.