Reklama

Drewniany granat, narysowana historia i naprawiony dzwon

07/08/2015 18:54

– Nazywam się Antoni Chabko. Dzisiaj mieszkam w Świlczy, ale pochodzę z Roztoki – przedstawił się mężczyzna, który przyszedł do redakcji i upewniwszy się, że to ja kiedyś pisałem o jego wiosce powiedział – przywiozłem coś pokazać, po czym wyciągnął z torby granat.

Ale mam jeszcze coś, co dotyczy tamtych czasów. Moja mama Stefania Chabko – córka Zofii Woźniak – dzisiaj ma siedemdziesiąt osiem lat. Kiedyś przyznała się, że malowała kredkami obrazki związane z historią wioski. Zwłaszcza te momenty, które tak mocno wryły się w pamięć, że nie sposób o nich zapomnieć. Ponieważ nie była biegła w rysunkach, bo i wzrok już nie ten i ręka niewprawna, żeby było wiadomo, o co chodzi, to do rysunków dołączyła opis. 

Obrazki z przeszłości

Na nieporadnym rysunku widać kilka aut i postacie dzieci. W dołączonym do rysunku opisie czytamy: „Kiedy w 1942 roku Niemcy samochodami i motocyklami przejeżdżali przez wioskę, to rzucali dzieciom cukierki i czekoladę, a ja z innymi dziećmi biegłam za nimi i zbierałam z drogi cukierki, bo wielka bieda była i dzieci na wsi rzadko widziały słodycze. Ja wtedy pierwszy raz w życiu miałam w ustach czekoladę. Pamiętam, że Niemcy mieli podwinięte rękawy i śmiali się, widząc jak bijemy się o cukierki”. Natomiast z drugiego rysunku wyziera dramat. Nad chatami kłębią się czerwone płomienie i unosi czarny dym. Pośrodku, koło płotu dwie postacie pochylają się nad trzecią, nienaturalnie powykręcaną. Opis wyjaśnia, że przedstawia on noc z 1 na 2 listopada 1945 roku, kiedy banderowcy spalili Kuźminę. „Widziałam jak dwóch bandziorów ciągnęło kogoś za nogę i za rękę, to było na drugi dzień po spaleniu. Mojemu stryjkowi bandziory zabrali walizki, które były spakowane, bo miał wyjeżdżać. Kiedy odchodzili, to zostawili jednego i kazali mu zastrzelić stryjka, ale on tego nie zrobił, tylko strzelił w żywopłot. Wtedy zaginął brat mojej matki Marian. Mój ojciec z matką go szukali i znaleźli w dopalającym się domu Śliwki. Był tak spalony, że dopiero, jak odwrócili, to poznali po resztkach kurtki w kraty. Ja tam byłam z mamą i wszystko widziałam. To były straszne widoki i straszne czasy”.

Reklama


fot.Jacek Szwic
Tak Stefania Chabko zapamiętała tamtą tragiczną noc.

Ucieszył się i powiedział, żebym to zrobił, jeżeli tylko potrafię. Poprosiłem o pomoc wujka Zygmunta Tomkiewicza i znajomego Mieczysława Błaszczaka, którzy mieszkają w Roztoce na górce. Zdjęliśmy dzwon i okazało się, że belka zawieszenia jest pęknięta, to pospawaliśmy ją, a dzwon wyczyścili do połysku, naoliwili panewki i zawiesili dzwon pomiędzy lipami, nad nim zrobiliśmy nowy daszek z gontów. Kupiłem nowy sznur i na pasterkę znowu zadzwonił i teraz dzwoni na chwałę Matki Bożej Roztockiej. Na dzwonie jest numer, więc może uda mi się ustalić, w której z przemyskich wytwórni został odlany – kończy Chabko.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości