Reklama

Dwadzieścia trzy lata później. Jubileusz Straży Granicznej

14/05/2015 13:09

W piątek, 15 maja na przemyskim Rynku odbędą się centralne obchody święta Straży Granicznej. Przypominamy początki formacji, która powstała 24 lata temu, w miejsce Wojsk Ochrony Pogranicza.

2 listopada 1992 rok. Trzecia w nocy. Na strażnicy w Hermanowicach dyżurny operacyjny prowadzi odprawę z funkcjonariuszami, którzy za moment wyruszą na patrol. Przydziela im pistolety i przenośną radiostację. Padają słowa formułki: „wyznaczam was do służby w ochronie granicy państwowej Rzeczypospolitej Polskiej jako patrol graniczny”. Wsiadamy do uaza. Leje, a wiatr wciska się pod plandekę. Jedziemy przez uśpione wioski. W okolicy Trójcy już leży śnieg. Uaz odjeżdża, a my „z buta” ruszamy wzdłuż granicy, od słupa do słupa. Tylko na niektórych z nich[paywall] zachowały się emaliowane tabliczki z godłem i napisem „Polska”. Z innych pozrywali je „kolekcjonerzy”.

Marsz na przełaj, po błocie, przez kolejne parowy i strumienie wymaga niezłej zaprawy. Dla funkcjonariuszy SG to normalka, ale ja się ślizgam i zapadam w błocie po kostki. Po pół godzinie przedzierania się przez krzaki wszyscy jesteśmy dokładnie przemoczeni. Funkcjonariusze pokazują miejsca, z których mogą skorzystać potencjalni przemytnicy, ale nawet gdyby dzisiaj próbowali, to w ciemnościach i ulewnym deszczu trudno byłoby ich wypatrzyć.

Na skraju lasu majaczą zarysy jakichś ceglanych budynków. To stara strzelnica zbudowana jeszcze za radzieckich czasów. Kiedyś przyjeżdżali tu ichni pogranicznicy i prali z automatów, nie bacząc, że to granica państwa. Po stronie ukraińskiej widać drucianą siatkę, czyli sławną „sistemę”, której dotknięcie powodowało alarm. Wychodzimy na otwartą przestrzeń. Przestaje lać i idzie się o wiele łatwiej. Dochodzimy do końca wyznaczonego odcinka, siadamy na rozpostartej pałatce. Funkcjonariusze wylewają wodę ze służbowych gumofilców. Czekając na uaza, sięgamy po papierosy. Koniec patrolu (fragment reportażu, który ukazał się w ŻP 4 listopada 1992 roku.)


fot.Jacek Szwic
– W Straży Granicznej wszystko się zmieniło – mówi st. chor. szt. SG Bartosz Szyjewski.

Reklama

Wszystko się zmieniło

8 maja 2015 rok. Terenowym mitsubishi podjeżdzamy prawie pod sam pas graniczny. – Na przestrzeni dwudziestu trzech lat na granicy praktycznie wszystko się zmieniło – mówi st. chor. szt. SG Bartosz Szyjewski. – Przede wszystkim dzisiaj jest to nie tylko granica państwa, ale również zewnętrzna granica Unii Europejskiej. Już od dawna funkcjonariusze nie chodzą na regularne patrole piesze. Nie ma uazów. Dzisiaj funkcjonariusze mają do dyspozycji motocykle różnych typów, quady, samochody terenowe, a kiedy potrzeba, to używamy śmigłowców. W naszej służbie wykorzystujemy najnowocześniejsze środki techniczne, lekkie radiotelefony cyfrowe, termowizję i noktowizję oraz komputery, które umożliwiają błyskawiczny dostęp do baz danych. Dawniej funkcjonariusz miał do dyspozycji jedynie lornetkę, bezużyteczną w nocy. Teraz, niezależnie od pory dnia i pogody, obserwujemy granicę za pomocą kamer zainstalowanych na specjalnych, pięćdziesięciometrowych wieżach albo na pojazdach obserwacyjnych. Do lamusa odeszły pistolety P-64. Dzisiaj dysponujemy o wiele skuteczniejszą bronią. To samo można powiedzieć o umundurowaniu. Nie ma już gumofilców, kurtek moro ani butów typu opinacze, które piły wodę jak gąbka. Mundury z gorateksu zapewniają nam komfort podczas służby w najbardziej ekstremalnych warunkach. Zmiany zaszły nie tylko w wyposażeniu, ale też w wyszkoleniu funkcjonariuszy, dostosowanym do nowych warunków, nowych zagrożeń i wynikających z tego zadań. No i warto jeszcze dodać, że w Straży Granicznej pełnią służbę kobiety, co kiedyś było nie do pomyślenia – kończy starszy chorąży.


fot.Jacek Szwic
Pojazd obserwacyjny, w którym funkcjonariusz siedząc w klimatyzowanej kabinie nie zależnie od pory dnia widzi wszystko, co dzieje się w promieniu kilku kilometrów.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    podatnik - niezalogowany 2015-05-14 18:30:24

    Fajna firma ta Straż Graniczna. Szkoda, że pan redaktor nie wspomniał jeszcze o tym jaj na początku swego istnienia, w latach dziewięćdziesiątych "uwłaszczyła" swoich f-szy dając im za bezcen (za około 10% wartości rynkowej) mieszkania służbowe, ot choćby w takich blokach przy ul. Siemiradzkiego. Wpłacało się równowartość dwóch, trzech pensji a teraz można sprzedać za ćwierć miliona. Nikt nie dbał lepiej o swoich.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    F-sz - niezalogowany 2015-05-22 13:48:14

    Dzięki takim wypowiedziom jak szanownego pana chorążego (wybranego chyba do wypowiedzi z łapanki po kilku latach spędzonych w kancelarii!!!) społeczeństwo postrzega nas jako nierobów żyjących w luksusie i wożących się ekstra samochodami!! Fakt pan chorąży może i nie chodzi (zapewne w kancelarii zbyt mało miejsca na spacery), ale większość podoficerów na prawdę pełniących służbę w ochronie granicy samochody nie rzadko ogląda tylko na parkingach! Motocykle? Owszem są! Piękne itd... ale niestety pan chorąży zapomniał dodać, że f-sze jeżdżą nimi w deszcz, zmoknięci i zmarznięci , często po wielu nieprzespanych nocach z rzędu!! Co do mundurów to faktycznie "gore-tex" nie przemaka, skoro się nie chodzi, tylko jeździ pod dachem auta! proponuję spędzić kilka godzin w ulewie leżąc na glebie! powodzenia z nieprzemakalnością super umundurowania! Może należałoby dodać też o totalnym braku prywatnego życia? wiemy jak pracujemy max na kilka dni w przód, nie możemy nic zaplanować, a nawet jeśli to nasze plany często weryfikują zmiany służby, bo przecież my nie pracujemy - my służymy...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości