Przez ostatnie 30 lat realizowano różne programy edukacyjne, wykorzystywano środki masowego przekazu, w tym szczególnie telewizję i internet, aby wmówić społeczeństwom, że świat stał się globalną wioską i wszyscy ludzie, bez względu na to, w jakim państwie żyją, mają taką samą mentalność i takie same potrzeby.
Różnice zaś wynikają co najwyżej z warunków przyrodniczo-klimatycznych, w jakich dana społeczność żyje. Zdecydowanie lekceważono, a nawet krytykowano wpływ na ludzi dziedzictwa kulturowego, a zwłaszcza historii. W programach szkolnych redukowano lekcje historii, a treści literatur ojczystych starano się sprowadzać do ukazywania jedynie cech uniwersalistycznych.
Tak działo się w Polsce, a jeszcze bardziej w Europie Zachodniej, no może z wyjątkiem Wielkiej Brytanii, gdzie przywiązanie do konserwatyzmu wciąż jest silne. Ponadto Brytyjczycy zawsze potrafili oddzielać konserwatyzm od prymitywnego nacjonalizmu.
Tak więc przez ostatnie dziesięciolecia w myśl opatrznie rozumianej zasady, tzw. multikulti, starano się z życia społecznego eliminować wartości historyczne i moralne.
„Ludzie niczym się nie różnią” – to była główna zasada, na jakiej opierano życie intelektualne, polityczne i gospodarcze. Nic dziwnego, że dla Francuzów czy Niemców, Rosjanin taki sam człowiek, tylko mówiący po rosyjsku. Z Rosją należy więc ściśle współpracować i robić wszelkie interesy. Niemal demonstracyjnie afiszowano się kontaktami z Putinem i rosyjskimi politykami.
Nawet obecna wojna nie zmieniła do końca tego przeświadczenia w Berlinie, Paryżu i Budapeszcie. Obfita miska soczewicy jest ważniejsza niż zasady moralne. Na razie wygląda, że jedynie w kilku krajach europejskich zaczęto dostrzegać, że Rosjanie są inni, że dotrzymują tylko tych zobowiązań, które są dla nich korzystne i tak długo, jak długo są dla nich korzystne.
Rosjanie mają inny system wartości i reprezentują inne postawy społeczne. Dziś nawet niepowodzenia wojsk rosyjskich nie wpływają na ich zmianę. Jeśli w Moskwie są jakieś demonstracje, to organizują je głównie mieszkający tam Ukraińcy i nieliczni rosyjscy intelektualiści.
Strach pomyśleć, co by tam było, gdyby Putin w pierwszych dniach wojny osiągnął sukces militarny. Społeczeństwo rosyjskie ogarnęłaby euforia. Z sukcesu cieszyliby się nawet przeciwnicy Putina, nie mówiąc już o niezdecydowanych.
Patrząc na Rosję i Zachodnią Europę, powinniśmy dostrzegać, że to są dwa różne systemy wartości. Dla ludzi Zachodu sukces to indywidualna satysfakcja z osiągnięć zawodowych, zarówno w sferze materialnej, jak i duchowej. Sukces to dobre zarobki, posiadanie domu, dostatnie życie i osobisty autorytet w środowisku.
Dla Rosjan te wartości nie są najważniejsze, oni nawet nimi pogardzają. Dla Rosjan satysfakcja ma wymiar zbiorowy, nie indywidualny. Najważniejsza wartość to siła państwa i jego terytorialna wielkość. Duma Rosjan rozpiera, gdy mają przywódcę, którego wszyscy się boją, zarówno za granicą, jak i w kraju. To casus Iwana Groźnego, władcy okrutnego dla poddanych, ale silnego i bezwzględnego w swym postępowaniu.
Rosjanie do dziś go podziwiają. Podziwiają tak już przez 500 lat swych krwiożerczych przywódców, na czele z Józefem Stalinem, który wymordował miliony Rosjan, nie licząc już Ukraińców i przedstawicieli innych narodów. W Rosji jest on wciąż podziwiany, bo pokonał Hitlera, a przede wszystkim rozszerzył granice ZSRR i podporządkował Moskwie kilka innych narodów.
Oni potrafią być dumni nawet z dzisiejszych oligarchów, którzy łupią ich niemiłosiernie, ale są bogaci i w oczach Rosjan świat ich podziwia.
Rosjanie, bez względu na to, co uczyni Putin, będą stać za nim murem. Dlatego też sankcje (na dodatek niekonsekwentne) wcale ich nie przerażą, a raczej skonsolidują. Dlatego mylą się Ci, którzy uważają, że spadek poziomu życia w Rosji pobudzi refleksję społeczeństwa nad tym, co się stało i wystąpią przeciwko bestialstwu ich żołnierzy na Ukrainie.
Rosjanie raczej oskarżą Zachód o rzekomo wyrządzoną im krzywdę, niż uznają własną winę.
Mimo to uważam, że sankcje nałożone na Rosję i rosyjskich polityków są konieczne, ale też jestem przekonany, że jeśli Rosja wycofa się z Ukrainy, to nie będzie to efektem sankcji, ale wyczerpania się rosyjskich zasobów militarnych prowadzenia wojny oraz wielkiej liczby zabitych lub rannych rosyjskich żołnierzy.
Naiwni są ci, co wierzą w rokowania i dyplomację. Rosjanie bowiem uznają jedynie argument siły, a nie siłę argumentu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze