Reklama

Dyplomacja niewiele tu zdziała. Rosja nie uznaje siły argumentu…

11/04/2022 08:23

Przez ostatnie 30 lat realizowano różne programy edukacyjne, wykorzystywano środki masowego przekazu, w tym szczególnie telewizję i internet, aby wmówić społeczeństwom, że świat stał się globalną wioską i wszyscy ludzie, bez względu na to, w jakim państwie żyją, mają taką samą mentalność i takie same potrzeby.

Różnice zaś wynikają co najwyżej z warunków przyrodniczo-klimatycznych, w jakich dana społeczność żyje. Zdecydowanie lekceważono, a nawet krytykowano wpływ na ludzi dziedzictwa kulturowego, a zwłaszcza historii. W programach szkolnych redukowano lekcje historii, a treści literatur ojczystych starano się sprowadzać do ukazywania jedynie cech uniwersalistycznych.

Tak działo się w Polsce, a jeszcze bardziej w Europie Zachodniej, no może z wyjątkiem Wielkiej Brytanii, gdzie przywiązanie do konserwatyzmu wciąż jest silne. Ponadto Brytyjczycy zawsze potrafili oddzielać konserwatyzm od prymitywnego nacjonalizmu.

Reklama

Tak więc przez ostatnie dziesięciolecia w myśl opatrznie rozumianej zasady, tzw. multikulti, starano się z życia społecznego eliminować wartości historyczne i moralne.

„Ludzie niczym się nie różnią” – to była główna zasada, na jakiej opierano życie intelektualne, polityczne i gospodarcze. Nic dziwnego, że dla Francuzów czy Niemców, Rosjanin taki sam człowiek, tylko mówiący po rosyjsku. Z Rosją należy więc ściśle współpracować i robić wszelkie interesy. Niemal demonstracyjnie afiszowano się kontaktami z Putinem i rosyjskimi politykami.

Nawet obecna wojna nie zmieniła do końca tego przeświadczenia w Berlinie, Paryżu i Budapeszcie. Obfita miska soczewicy jest ważniejsza niż zasady moralne. Na razie wygląda, że jedynie w kilku krajach europejskich zaczęto dostrzegać, że Rosjanie są inni, że dotrzymują tylko tych zobowiązań, które są dla nich korzystne i tak długo, jak długo są dla nich korzystne.

Reklama

Dwa różne systemy wartości

Rosjanie mają inny system wartości i reprezentują inne postawy społeczne. Dziś nawet niepowodzenia wojsk rosyjskich nie wpływają na ich zmianę. Jeśli w Moskwie są jakieś demonstracje, to organizują je głównie mieszkający tam Ukraińcy i nieliczni rosyjscy intelektualiści.

Strach pomyśleć, co by tam było, gdyby Putin w pierwszych dniach wojny osiągnął sukces militarny. Społeczeństwo rosyjskie ogarnęłaby euforia. Z sukcesu cieszyliby się nawet przeciwnicy Putina, nie mówiąc już o niezdecydowanych.

Patrząc na Rosję i Zachodnią Europę, powinniśmy dostrzegać, że to są dwa różne systemy wartości. Dla ludzi Zachodu sukces to indywidualna satysfakcja z osiągnięć zawodowych, zarówno w sferze materialnej, jak i duchowej. Sukces to dobre zarobki, posiadanie domu, dostatnie życie i osobisty autorytet w środowisku.

Dla Rosjan te wartości nie są najważniejsze, oni nawet nimi pogardzają. Dla Rosjan satysfakcja ma wymiar zbiorowy, nie indywidualny. Najważniejsza wartość to siła państwa i jego terytorialna wielkość. Duma Rosjan rozpiera, gdy mają przywódcę, którego wszyscy się boją, zarówno za granicą, jak i w kraju. To casus Iwana Groźnego, władcy okrutnego dla poddanych, ale silnego i bezwzględnego w swym postępowaniu.

Rosjanie do dziś go podziwiają. Podziwiają tak już przez 500 lat swych krwiożerczych przywódców, na czele z Józefem Stalinem, który wymordował miliony Rosjan, nie licząc już Ukraińców i przedstawicieli innych narodów. W Rosji jest on wciąż podziwiany, bo pokonał Hitlera, a przede wszystkim rozszerzył granice ZSRR i podporządkował Moskwie kilka innych narodów.

Oni potrafią być dumni nawet z dzisiejszych oligarchów, którzy łupią ich niemiłosiernie, ale są bogaci i w oczach Rosjan świat ich podziwia.

Reklama

Prędzej oskarżą Zachód, niż uznają własną winę

Rosjanie, bez względu na to, co uczyni Putin, będą stać za nim murem. Dlatego też sankcje (na dodatek niekonsekwentne) wcale ich nie przerażą, a raczej skonsolidują. Dlatego mylą się Ci, którzy uważają, że spadek poziomu życia w Rosji pobudzi refleksję społeczeństwa nad tym, co się stało i wystąpią przeciwko bestialstwu ich żołnierzy na Ukrainie.

Rosjanie raczej oskarżą Zachód o rzekomo wyrządzoną im krzywdę, niż uznają własną winę.

Mimo to uważam, że sankcje nałożone na Rosję i rosyjskich polityków są konieczne, ale też jestem przekonany, że jeśli Rosja wycofa się z Ukrainy, to nie będzie to efektem sankcji, ale wyczerpania się rosyjskich zasobów militarnych prowadzenia wojny oraz wielkiej liczby zabitych lub rannych rosyjskich żołnierzy.

Naiwni są ci, co wierzą w rokowania i dyplomację. Rosjanie bowiem uznają jedynie argument siły, a nie siłę argumentu.  


Stanisław Stępień
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości