Dyrektorka dużej szkoły, zawodniczka i trenerka karate z czarnym pasem, instruktorka żeglarstwa, organizująca dla młodzieży rejsy po Bałtyku. Szefująca Zespołowiu Szkół w Stubnie Agnieszka Kowaliw to kobieta o wielu pasjach. Z wykształcenia jest polonistką, z zamiłowania żeglarką, która potrafi przełamać wpół grubą deskę zaciśniętą dłonią.
Bycie dyrektorem dużej szkoły nie jest łatwym zadaniem. Wymaga wiele pracy i poświęcenia. Zwłaszcza teraz, kiedy na pracowników oświaty nakłada się coraz więcej obowiązków.
– W oświacie pracuję już siedemnaście lat. Od dziesięciu jestem dyrektorem szkoły. Rzeczywiście, obowiązków jest bardzo dużo, ale zajmując to stanowisko, jestem zobowiązana także do wychowania i otaczania opieką dzieci i młodzieży. Wydaje mi się, że realizuję to poprzez moje pasje. Pokazuję młodzieży, że nauczyciel to nie tylko osoba, która stoi przy tablicy. Może robić wiele ciekawe rzeczy i mieć osiągnięcia także na innych polach.
Czy pani podopieczni się pani boją?
– Myślę, że nie. Wydaje mi się, że patrzą na mnie z ciekawością. Nie mają zbyt wielu przykładów, by dyrektor szkoły trenował karate czy był żeglarzem. Są mi bliscy, bo swego czasu prowadziłam z nimi treningi. Zauważyłam, że ma to potem przełożenie na naukę. Inaczej się patrzy na nauczyciela z pasją. Nie przeczę, jestem z tego dumna.
Skąd wzięła się miłość do karate?
– Każda pasja bierze się z dziecięcych marzeń. Pamiętam, kiedy razem z mamą chodziłyśmy do nieistniejącego już kina Bałtyk na filmy typu Klasztor Shaolin. W młodości wcale nie lubiłam wychowania fizycznego. Zaczynałam trenować, będąc dorosłą kobietą. Zaczęło się, kiedy odwoziłam córkę na zajęcia karate. Miała pięć lat. Nie opłacało mi się wracać do domu i potem znowu po nią jechać. Czekałam, przyglądając się treningom na sali gimnastycznej. Prowadził je pan Jan Wac. Za którymś razem zapytał mnie, kiedy sama wreszcie spróbuję. Zaryzykowałam. Wytrzymałam trzy miesiące, by potem zrezygnować na pół roku. Doszłam do wniosku, że nie dam rady, nie nauczę się tego wszystkiego. Potrafiłam się rozpłakać z bezradności. Jednak nawał obowiązków zawodowych, stres sprawiły, że poczułam potrzebę odreagowania. Wróciłam. Od tamtego czasu, czyli 2006 roku, trenuję już systematycznie. Zdobyłam uprawnienia instruktorskie. Trafiłam do reprezentacji Polski, wystąpiłam na mistrzostwach świata w Wielkiej Brytanii.
Trudno to wszystko pogodzić?
– Ale się da! Jeśli się kocha to, co się robi, zawsze można na to znaleźć czas. Nie odczuwam żadnego obciążenia. Był taki okres, że trenowałam cztery razy w tygodniu. Do Stubna dojeżdżam, mieszkam w Przemyślu.
Ostatnio zdała pani egzamin na czarny pas. Zdobyła pani pierwszy stopień mistrzowski, czyli 1 dan.
– W 2010 roku myślałam, że to marzenie ściętej głowy. Zdążyłam jeszcze zdobyć mistrzostwo Niemiec podczas zawodów German Open w Bawarii i... zerwałam więzadło krzyżowe przednie w kolanie. Dla sportowców to dramat. Mam taką naturę, że się nie poddaję. Rok po kontuzji poddałam się operacji rekonstrukcji więzadła. Po trzech kolejnych miesiącach powoli zaczęłam wracać do treningów. Musiałam być cierpliwa i zdyscyplinowana.
Jak wyglądał egzamin?
– Uprawiam karate kyokushin. Należę do International Federation of Karate. Egzamin składał się z pięciu części: kihon, w której trzeba się wykazać znajomością wszystkich technik przewidzianych na dany stopień, kata, czyli znajomości układów i form, części wytrzymałościowej, walki i ostatniej, czyli tameshi-wari. Jest najbardziej widowiskowa, bo to łamanie twardych przedmiotów. Na egzaminach to łamanie desek. By zdobyć 1 dana, łamie się dwie deski. Jedną techniką, którą wybiera egzaminator. Ja miałam technikę seiken, czyli uderzenie zamkniętą pięścią. Jest jeszcze hiji, czyli technika łamania łokciem. Złamały się obydwie deski.
Kolejną pani pasją jest żeglarstwo.
– Kiedy chodziłam do szkoły średniej, co weekend pociągiem wyjeżdżałam do ośrodka w Radymnie, który prowadzony był przez harcerski Hufiec Ziemi Przemyskiej. Tam po raz pierwszy zetknęłam się z żaglami. Spaliśmy pod namiotem. Potem pojawiło się coraz więcej obowiązków, ale miłość do żagli nie minęła.
Jest pani jedną z założycielek Stowarzyszenia Żeglarskiego „Róża Wiatrów”, powstałego we wrześniu 2014 roku.
– Pomysł założenia stowarzyszenia zrodził się spontanicznie. Skończyły się dobre czasy dla harcerstwa, które swego czasu umożliwiało dzieciom zdobycie uprawnień i próbowanie rejsów na wodzie. Obracając się w przemyskich kręgach żeglarskich, odniosłam wrażenie, iż to bardzo hermetyczne środowisko, trochę już się starzejące. Okazało się, że podobnie jak ja myśli spora grupa ludzi. Skrzyknęliśmy się i zarejestrowaliśmy stowarzyszenie. Przede wszystkim z myślą o dzieciach, zwłaszcza ze środowisk wiejskich. Zorganizowaliśmy dla nich pierwszą „Niebieską Szkołę” na Zalewie Solińskim. W czasie wakacji dla starszych pasjonatów żeglarstwa organizujemy dwa rejsy bałtyckie. Jeden na trasie Gdynia – Bornholm, drugi Gdynia – Gotlandia. Bardzo pomaga mi Jacek Podwyszyński. Przekonaliśmy rodziców, że ich pociechy będą z nami bezpieczne. Teraz prowadzimy także zajęcia z edukacji żeglarskiej dla dzieci z podstawówek i gimnazjów. Uczymy poprawnych zachowań nad wodą i pierwszej pomocy przedmedycznej. Naszym marzeniem jest zabranie na żagle dzieci i młodzież niepełnosprawną. Na razie barierą są finanse, ale mam nadzieję, że i z tym sobie poradzimy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Szkoda że została Pani wyrolowana przez ustawiony przetarg na dyrektora szkoły
Jaki ustanowiony nic nie było ustawiane Pani Agnieszka miała czas na pokazanie tego co zrobiła przez swoją kadencję i najwidoczniej się nie sprawdziła i dlatego mamy nowego dyrektor
Skoro MacGywer nie sprawdziła się jak sądzisz, to dla czego 2 maja jest poproszona przez Telewizje Polską do udzielenia wywiadu w sprawie opracowanego projektu przez szkołę. Ale czas wszystko zweryfikuje i każdy pokaże co potrafi.
No nie dokońca potrafi przełamać tą deskę... i nie wiadomo za co dostała ten pas. Bardzo przykre ale prawdziwe.
Pas czyli dan dostaje się za wiedzę, umiejetności i wytrzymałość. Ale zawsze znajdą się ludzie zawistni, co nic nie robią, a tylko potrafią krytykować. Zrób coś dla innych, pokaż co potrafisz i dopiero wtedy zabieraj głos na jakiś temat!!! Ludzie bez ambicji, celu, nic nie warci i tacy co do niczego nie doszli w życiu tylko potrafią krytykować innych, nie mający odwagi nawet się podpisać imieniem.
Szkoda że została Pani wyrolowana przez ustawiony przetarg na dyrektora szkoły
Jaki ustanowiony nic nie było ustawiane Pani Agnieszka miała czas na pokazanie tego co zrobiła przez swoją kadencję i najwidoczniej się nie sprawdziła i dlatego mamy nowego dyrektor
Skoro MacGywer nie sprawdziła się jak sądzisz, to dla czego 2 maja jest poproszona przez Telewizje Polską do udzielenia wywiadu w sprawie opracowanego projektu przez szkołę. Ale czas wszystko zweryfikuje i każdy pokaże co potrafi.