Na Szlaku Przemyskich Niedźwiadków pojawił się niedawno miś z betoniarką i logo Transbet. To symboliczny znak — największa w regionie firma betoniarska powstała ponad 30 lat temu i dziś zatrudnia ponad 100 osób. O rodzinnych początkach, trudnych decyzjach i planach na przyszłość rozmawiamy z jednym z założycieli — Mariuszem Grochowiczem.
– Kiedy dokładnie powstała firma?
– Tego dnia nigdy nie zapomnę. Rok 1993. Niedawno obchodziliśmy trzydziestolecie Transbetu.
Na początku pracowały zaledwie dwie osoby, do tego ja i mój świętej pamięci ojciec, Edward Grochowicz. To była nasza wspólna droga – dzieło, które mnie cieszy tutaj, a jego, wierzę, cieszy tam, u góry.
Ojciec, mentor, autorytet
– Kim dla ciebie był ojciec?
– Był dla mnie niepodważalnym autorytetem, mentorem i ogromnym wsparciem. Łączyły nas nie tylko więzi rodzinne, ale też partnerskie relacje.
W domu zwracaliśmy się do rodziców po imieniu – „Edzik” i „Jańcia”. Dla niektórych to było dziwne, ale dla nas – mnie, Lidii, Jacka i Marcina – pełne ciepła. To był nasz własny sposób okazywania miłości.
– Gdzie znajdowała się pierwsza siedziba Transbetu?
– W Przemyślu, przy ulicy Ofiar Katynia 16. Dzierżawiliśmy tam działkę z węzłem betoniarskim od Przemyskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.
Ten węzeł wcześniej służył do budowy Fabryki Domów i Przemyskiego Przedsiębiorstwa Budowlanego.
Z Fabryką Domów mam osobisty związek — to było moje pierwsze miejsce pracy po ukończeniu Technikum Budowlanego w Rzeszowie.
Gdy zakład zlikwidowano, miałem niespełna 30 lat, rodzinę na utrzymaniu i musiałem znaleźć nowy pomysł na siebie.
– Kto wymyślił nazwę?
– Ja. Chciałem, żeby była prosta, czytelna i łatwa do zapamiętania. „Trans” od transportu, „bet” od betonu.
Lata 80. i 90. były czasem wielkich zmian. Wiele państwowych zakładów budowlanych upadło, a my wykorzystaliśmy ten moment, żeby wziąć sprawy w swoje ręce.
– Zanim powstał Transbet, zdobywałeś różne doświadczenia. Jak wspominasz tamten czas?
– Od dziecka byłem przyzwyczajony do pracy. Wakacje spędzałem u dziadków w Starym Dzikowie. Tam zarobiłem swoje pierwsze pieniądze — z uprawy tytoniu. Marzyłem wtedy o motocyklu ETZ 250, ale rodzice uznali, że to za wcześnie. Kupiłem więc radio Amator, magnetofon ZK i dżinsy w Pewexie. To była pierwsza lekcja biznesu: jeśli ciężko pracujesz, możesz sobie pozwolić na więcej.
Druga lekcja przyszła, gdy po godzinach pomagałem ojcu w układaniu płytek — zarabiałem wtedy więcej niż w państwowym zakładzie. Trzecia — handel obwoźny. Razem z bratem Jackiem prowadziliśmy kioski z hot-dogami na granicy w Medyce. To była prawdziwa szkoła przedsiębiorczości.
– Zakładając Transbet, zaryzykowaliście wszystko. Jak wspominasz tamten moment?
– To była decyzja życia. Dla banku byłem nikim, kredyt był praktycznie nieosiągalny.
Sprzedałem dom w stanie surowym zamkniętym, a wszystkie pieniądze przeznaczyliśmy na rozwój firmy.
Decyzję podjęliśmy wspólnie z moją żoną Renatą – była to nasza odważna inwestycja.
Dziś mogę powiedzieć, że to była najlepsza decyzja, jaką podjęliśmy razem.

Dziś Transbet to nie tylko marka, ale rodzina. Współtworzą ją mój brat Marcin, siostra Lidia i nasze dzieci.
Brat Jacek poszedł własną drogą – razem z żoną Ewą stworzyli rozpoznawalną pizzerię i pub w Przemyślu.
Prowadzenie rodzinnej firmy nie jest łatwe. Wymaga ogromnej odpowiedzialności, a kluczem jest traktowanie rodziny tak samo jak wszystkich innych pracowników. Bo firma to przede wszystkim ludzie. Jestem wdzięczny każdemu, kto współtworzy Transbet. Bez ich pracy i lojalności nie bylibyśmy dziś w tym miejscu.
– Myślisz już o sukcesji?
– Tak. Czas płynie, a ja chcę, żeby dorobek mojego życia nadal się rozwijał. Marzę, by Transbet dawał przyszłość moim dzieciom, rodzeństwu i wnukom. Mam plan i wierzę, że znajdziemy rozwiązanie dobre zarówno dla firmy, jak i dla rodziny.
Od szkoły podstawowej byłem związany ze sportem — chodziłem do klasy sportowej w SP4 w Przemyślu.
Do dziś prowadzę aktywny tryb życia: jeżdżę na nartach, rowerze, pływam, spaceruję. Nie potrafię usiedzieć w miejscu.
– Jak definiujesz sukces?
– Dla jednych to dom z basenem, dla innych szybki samochód.
Dla mnie sukces to rodzina, zdrowie i przyjaciele.
Można mieć wszystko, a i tak być samotnym — to nie jest prawdziwy sukces.
– Czujesz się spełniony?
– Jestem spełniony w stu procentach. Mam wspaniałą rodzinę, przyjaciół, firmę, która daje mi ogromną satysfakcję, i następców, którzy zapewniają przyszłość Transbetowi.
– A twoje marzenia?
– Proste. Chciałbym, żeby nigdy nie być ciężarem ani dla rodziny, ani dla świata.
Dziękuję za rozmowę.
Artur Wilgucki
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze