Reklama

Elektroniczny nabór do szkół doprowadza do kuriozalnych sytuacji

Choć nikt tego oficjalnie nie powie, elektroniczny nabór do przemyskich szkół podstawowych nie do końca spełnia swoje zadanie. Niektórzy twierdzą wręcz, że wprowadził bałagan, doprowadzając do kuriozalnej sytuacji, że dziecko, które zostało przyjęte do jednej ze szkół, po kilku dniach dowiaduje się, że nie ma w niej dla niego miejsca.

Pierwszy zarzut, jaki usłyszeliśmy w tej sprawie, był taki, że system został zbyt późno wprowadzony. Program miał funkcjonować tuż po zimowych feriach, ale od początku były problemy. A to z logowaniem, a to z poprawnym drukowaniem formularzy. Dyrektorzy szkół mieli problemy, bo było zbyt mało czasu na „naukę” programu, a nie każdy dyrektor jest informatykiem. Rodzice dzieci nie potrafili poprawnie przebrnąć przez kolejne etapy programu i o pomoc zwracali się np. do nauczycieli.

– W naszych wieloletnich doświadczeniach z naborem do szkół ponadgimnazjalnych nie spotkaliśmy się ze skargami na funkcjonowanie systemu, wręcz przeciwnie, słyszymy pozytywne opinie. Również w tym roku ani żaden z dyrektorów, ani też rodzice nie skarżyli się w wydziale edukacji na funkcjonowanie sytemu. W tym roku nabór do szkół podstawowych, podobnie jak do przedszkoli i gimnazjów, po raz pierwszy odbywał się w formie elektronicznej – wyjaśnia rzecznik prasowy przemyskiego magistratu Witold Wołczyk.

Daleka droga od teorii do praktyki
Zdaniem przemyskiego magistratu zaletą elektronicznego naboru jest przede wszystkim jawność postępowania. O przyjęciu kandydata decydują kryteria zdefiniowane w systemie, którym przyznawana jest określona liczba punktów. Nie ma więc miejsca na dowolność i uznaniowość. Program ułatwia rodzicom proces rekrutacji, gdyż po pierwsze oferta wszystkich szkół jest łatwo dostępna, po drugie – podanie w wersji papierowej składa się tylko do tzw. szkoły pierwszego wyboru, w związku z czym nie ma potrzeby składania wniosków do szkoły drugiego i trzeciego wyboru, po trzecie – wyniki rekrutacji są łatwo i szybko dostępne.

Od teorii do praktyki jednak daleka droga. Dla rodzica to żadne ułatwienie. I tak musi maszerować do szkoły. I to aż dwukrotnie. Pierwszy raz, aby zanieść wydrukowany ze strony internetowej dokument, drugi, by potwierdzić wolę zapisania swojej pociechy do szkoły.
Ponadto nie wszyscy dyrektorzy wiedzą, ile będą mieć oddziałów. A to generuje kolejny problem, czyli niemożność stworzenia arkusza organizacyjnego. Danie dowolności rodzicom w wyborze szkoły sprawia, że dyrektor nie wie, ilu pierwszoklasistów będzie mieć z obwodu szkoły, a ilu spoza.

Przyjęty, potem usunięty z listy
Niedawno doszło do kuriozalnej sytuacji w jednej z przemyskich podstawówek. Dyrektor zamknął listę przyjętych dzieci, ale jeden z rodziców nie zdążył zapisać dziecka mieszkającego w obwodzie tejże szkoły. Wśród przyjętych dzieci były także spoza obwodu. Kiedy rodzic wreszcie przyszedł zapisać pociechę, dyrektor był zmuszony ją przyjąć, a rodzicowi dziecka, które zostało już przyjęte, ale było spoza obwodu, przekazać informację, że jego dziecko jednak nie zostało przyjęte. – Nie wolno tak żonglować dziećmi. System źle działa. Panuje bałagan. Żaden dyrektor nie powie tego głośno, bo się boi. Uważam, że nabór elektroniczny jest na rękę tylko i wyłącznie urzędnikom – usłyszeliśmy od jednego z rodziców.

Problem z odroczeniami 6-latków
Nie przeczy ostatniemu twierdzeniu rodzica W. Wołczyk. – Elektroniczna rekrutacja jest korzystna dla nas, jako organu prowadzącego, dzięki możliwości raportowania etapów postępowania, liczby kandydatów, liczby przyjętych, a także liczby wolnych miejsc. Dzięki temu można na bieżąco podejmować decyzje dotyczące korekty oferty edukacyjnej, tak aby była jak najbardziej dostosowana do potrzeb mieszkańców. Możliwość bieżącego raportowania rekrutacji, jaką daje system elektroniczny, jest szczególnie pomocna w tym roku, z uwagi na trudną sytuację związaną z sześciolatkami – zapewnił.
W tym miejscu pojawia się kolejny problem. Do Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Przemyślu wpłynęły podania o wydanie opinii w sprawie odroczenia obowiązku szkolnego dla ponad 200 dzieci. Niektóre dzieci już te opinie otrzymały, inne wciąż oczekują na decyzję. Niektórzy rodzice 6-latków zapisywali swoje dzieci do szkół podstawowych, mimo iż ubiegali się w poradni o odroczenie, inni natomiast rezygnowali z przystąpienia do rekrutacji, licząc na powrót dziecka do przedszkola.

– Dyrektorzy szkół zgłaszali sytuacje, że mimo iż dziecko otrzymało opinię poradni w sprawie odroczenia obowiązku, rodzice jednak decydowali się na zapisanie dziecka do szkoły. Decyzje dotyczące liczby oddziałów w szkołach podstawowych i przedszkolach były więc podejmowane w sytuacji dużej niepewności. Dzięki systemowi elektronicznemu można było na bieżąco reagować na zmieniającą się sytuację – wyjaśnił W. Wołczyk.

– Orzeczenia wydawane są pod pręgierzem, bo nie ma na to czasu. O orzeczeniu wie tylko rodzic, szkoła już nie. A jak rodzic zapomni poinformować szkołę i przyjdzie z orzeczeniem w sierpniu? Cały czas jest w prawie, a dyrektorom to rozburza plany – zripostował jeden z dyrektorów przemyskich szkół.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Rico - niezalogowany 2015-05-13 21:49:33

    Zmiany jakościowe jak widać w praktyce

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości