Beztroska oraz bezduszność właścicieli zwierząt nie zna granic. W okresie wakacyjnym, pomimo nagłaśniania problemu, wciąż dochodzi do porzucania niegdysiejszych pupili. W bieżącym roku od stycznia do lipca włącznie straż miejska udzieliła schronienia 111 psom oraz 15 kociętom. Z wypadku komunikacyjnego przywieziony został żółw, wyrzucony na bruk przy ulicy Sanockiej.
– Za porzucenie zwierzęcia przewidziana jest kara w kodeksie karnym – informuje komendant SM w Przemyślu Jan Geneja. W br. 92 psy odwiezione zostały do schroniska, względnie lecznic, w 19 przypadkach „zgubę”, a przy okazji mandat odebrali właściciele.
Straż miejska stara się poprzez podejmowanie określonych działań odciążyć schronisko w Orzechowcach. Każde zwierzę, które tam trafia, musi przejść 14-dniowy okres kwarantanny celem wykluczenia wścieklizny, a także innych chorób. Wspomniane rozwiązanie generuje koszty oraz nakłada na przepełnione schronisko konieczność wyizolowania zwierzęcia.
SM korzysta z pomocy wolontariuszek, które nie tylko doglądają zwierząt podczas ich dobowego pobytu na Sportowej, ale i szukają prawowitych właścicieli. W Przemyślu ze SM współpracują Sylwia Jujka oraz Beata Kupczyk ze Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt „Nadzieja”. Strażnicy dzwonią do ww., gdy zaistnieje potrzeba zaopiekowania się zwierzęciem. Członkinie stowarzyszenia często za własne środki kupują karmę, opłacają lekarza, hoteliki dla zwierząt. Stowarzyszenie dysponuje skromnymi zasobami finansowymi, pochodzącymi głównie z 1 procenta.
Psy przebywają na ulicy Sportowej w starym garażu przerobionym na kojec. Wolontariuszki oceniają, w jakiej kondycji jest dane zwierzę. Po poddaniu czworonogów czynnościom pielęgnacyjnym robią zdjęcia i umieszczają je na Facebooku (na stronie stowarzyszenia), rozklejają również plakaty. Wszystko po to, by pies z dobrego domu, który zaginął, uciekł, nie doświadczył pobytu w schronisku. Jest to strata pieniędzy oraz trauma dla czworonoga. A także sytuacja rzadka. Dużo częściej do SM trafiają zwierzęta porzucone.

Bezpański amstaff bawił się w niedzielne popołudnie (26 lipca) z dziećmi przy ulicy Siemiradzkiego. Zaniepokojeni rodzice około. godz. 20.00 przewieźli psa do siedziby SM, mając na uwadze nie tylko dobro pociech, ale i zwierzęcia.
Decyzje o adopcji czy nabyciu zwierzęcia nie mogą wynikać z potrzeby chwili, np. z chęci zaspokojenia kaprysu dziecka. Rozważmy dwa razy zakup psa rasy uznanej za agresywną, zapoznajmy się z przepisami Ustawy o ochronie zwierząt oraz stosownymi rozporządzeniami. – Pamiętajmy, psy przede wszystkim groźnych ras od 6 miesiąca życia powinny być socjalizowane. Nie uczłowieczajmy zwierząt (niezależnie od gatunku, rasy – przyp. AB). Reagują one inaczej aniżeli człowiek, działają instynktownie, nie jesteśmy w stanie przewidzieć w stu procentach zachowania psa czy kota – apeluje wolontariuszka.
Przyjmujemy błędne założenie, w efekcie zwierzęta „rozczarowują” nas. Zawiedzeni bywamy ich zachowaniem, niekiedy wyglądem, a nawet zmieniającymi się gabarytami.

Juniorki (9 szczeniaków) znalezione pod Tesco przy ulicy. Lwowskiej. SM przekazała je do lecznicy „Ada”, stamtąd trafiły do adopcji.
– Ludzie dzwonią do stowarzyszenia i żądają przejęcia ich pupila. Nie jest to możliwe. Stowarzyszenie zajmuje się zwierzętami bezdomnymi, jeździ na interwencje. Nie odbieramy zwierząt, nie mamy gdzie ich ulokować. Hoteliki dla zwierząt są drogie, nie jesteśmy w stanie opłacać ich na dużą skalę – informuje Sylwia Jujka.
Zdarzają się sytuacje, kiedy „sprytny” właściciel zgłasza znalezienie własnego psa. Straż miejska analizuje odrębnie każdy przypadek, podobne próby oszustwa są naganne moralnie oraz bezsensowne.Kto chce, ten z pewnością znajdzie osobę skłonną zaopiekować się jego zwierzęciem w sezonie urlopowym bądź pensjonat, hotel, gdzie zakwaterowany zostanie wraz z czworonogiem. Niestety, letni wypoczynek bywa niekiedy jedynie pretekstem do pozbycia się pochopnie przygarniętego psa lub kota.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze