Grzyb na suficie, a pacjenci leżą pomiędzy wiadrami, do których skapuje woda z przeciekającego dachu – tak według relacji radnego Andrzeja Wysockiego wygląda rzeczywistość na oddziałach wewnętrznym i neurologicznym jarosławskiego COM. Dyrektor szpitala Piotr Pochopień odpowiadał, że sytuacja na owych oddziałach to efekt niedoróbek przy budowie łącznika, a więc inwestycji nadzorowanej przez radnego w czasach, gdy był pracownikiem szpitala.
Rutynowa relacja starosty z sytuacji w jarosławskim Centrum Opieki Medycznej zamieniła się w kilkunastominutową dysputę o tym, czy placówka ta nie zmierza na manowce.
Dyskusja owa jako żywo przypominała małżeńską kłótnię, zaczęło się niewinnie i od drobiazgu, a potem strony (w tym przypadku radni A. Wysocki i T. Kulesza kontra starosta Stanisław Kłopot) wygarnęły sobie wszystkie możliwe przewinienia – nawet te, na które wpływu nie miały żadnego albo bardzo niewielki.
Najcięższe działa wytoczył[paywall] Andrzej Wysocki, który po wysłuchaniu raportu o inwestycjach w szpitalu nie dostrzegł na liście naprawy przeciekającego dachu w oddziałach wewnętrznym i neurologicznym. – Ja mam zdjęcia ze szpitala, gdzie pacjenci leżą, a między łóżkami stoją wiadra i do nich się leje woda – mówił radny.
– Idzie jesień i to ważniejsza inwestycja niż zrobienie gabinetów, byłem tam osobiście i jestem zszokowany, że można dopuścić do tego, że sufit jest cały czarny i leje się woda, a ludzie chorzy leżą pomiędzy tym wiadrami – grzmiał A. Wysocki, wyrażając obawę, że taka sytuacja może zagrażać zdrowiu pacjentów.
Obraz, jaki odmalował radny, może niepokoić. I niepokoi tym bardziej, że co do meritum nikt tej relacji nie zdementował.
– Oczywiście jest zauważalny problem, rozmawiałem z dyrektorem odnośnie tego dachu, ale tak jak wspominałem, jest kilka inwestycji, które są w tej chwili realizowane i po wykonaniu tych prac będą realizowane też te związane z zabezpieczeniem oddziału, bo nie jest to problem, który trwa od dziś – odpowiadał dyplomatycznie starosta Stanisław Kłopot.
Piotr Pochopień w oświadczeniu wydanym już po sesji sprawę ujmował bardziej dosadnie. – Inwestycja naprawy przeciekającego dachu na budynku oddziałów zachowawczych (oddziału wewnętrznego i neurologicznego), o którą pytał jeden z radnych, jest aktualnie realizowana – zapewniał.
– Prace te konieczne są ze względu na problemy powstałe przy okazji budowy łącznika – inwestycji, której realizację nadzorował sam radny, jako ówczesny dyrektor ds. technicznych COM. Częścią odebranej przez radnego inwestycji było nieodpowiednie wykonanie dachu, który w konsekwencji zaczął przeciekać. Przez lata problem był maskowany poprzez naprawy systemem gospodarczym. Teraz znaleźliśmy środki, aby dokonać gruntownego remontu dachu – odbijał piłeczkę.
– Bulwersujące są również bezpodstawne zarzuty o narażaniu zdrowia pacjentów. Moim zdaniem jest to próba wywołania niepokoju, straszenia pacjentów i ich rodzin. Nie można nazwać tego inaczej jak intencjonalną próbą manipulacji i działaniem na szkodę szpitala – kontratakował dyrektor.
Choć dyskusja skupiła się na przeciekającym dachu, radni A. Wysocki i T. Kulesza listę skarg i zażaleń względem COM i jej dyrektora mieli dłuższą. Obaj zgłaszali zastrzeżenia co do jakości komunikacji pomiędzy nim a członkami komisji zdrowia, na co starosta zapewnił, że będzie interweniował.
A. Wysocki zgłaszał wątpliwości co do kosztów budowy komory do przechowywania tlenu – jego zdaniem są one zbyt wysokie.
T. Kulesza wstawił się natomiast za pracownikami obsługi technicznej – tzw. salowymi. – To są ludzie, którzy wykonują ogromną pracę, a w okresie Covid-19 są cały czas na pierwszej linii – relacjonował. – Ja nie wiem, czy państwo zdajecie sobie sprawę, ile oni zarabiają na rękę. Nie wiem, czy państwo wiecie, ile razy się pan dyrektor spotkał z tymi ludźmi… Ani razu – mówił radny.
Nawiązał też do sytuacji zwolnienia Jacka Haloszka, doświadczonego ratownika medycznego, za to, że ten walczył o lepsze warunki pracy dla siebie i swoich kolegów, a także do reakcji lokalnych polityków PiS na ten fakt. – Tam, gdzie jest życie i zdrowie ludzkie, nie ma legitymacji politycznej – konkludował w tym wątku.
Przede wszystkim domagał się jednak kontroli jarosławskiego szpitala w celu zweryfikowania jakości zarządzania COM.
– Powiedzieć można wszystko, napisać można wszystko, ale trzeba zobaczyć, jak to naprawdę wygląda. Niepełnosprawni nie mają dostępu do toalet, bo są nieprzystosowane, nie mają dostępu do tego, żeby wziąć prysznic, bo są do tego niedostosowane, a mówimy o wielkich inwestycjach typu tomograf komputerowy. To świetnie, że on jest, to nie jest zasługa pana dyrektora, to jest zasługa starosty, zasługa niektórych parlamentarzystów – perorował radny.
Co ciekawe, jego apel o wizytację placówki nie znalazł odpowiedzi podczas sesji rady.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze