Reklama

Historyczny triumf Pogoni-Sokoła Lubaczów. Wiązownica pogoniła „górali”

Po inauguracyjnej porażce u siebie z Podhalem Nowy Targ beniaminek z Lubaczowa otrzymał kolejną domową szansę na odniesienie historycznego zwycięstwa na trzecioligowym szczeblu. I z niej skorzystał!

Rywal był bardzo niewygodny, bo Wiślanie w zeszłym sezonie byli bardzo regularni, a w serii otwarcia nie dali żadnych szans tarnowskiej Unii. Nie w tym wypadku co mówić, że pierwsze koty za płoty, bo w tej lidze w formie trzeba być od startu. Ekipa Konrada Wojtowicza wie to doskonale. O falstarcie nie może być mowy także w wypadku KS Wiązownica. Po pechowej stracie punktów w Lubartowie odkuli się na… Podhalu, który po raz drugi z rzędu zawitał do naszego regionu. Team Walerija Sokołenki wygrał pewnie, w najniższych możliwych rozmiarach.

 

Pogoń-Sokół Lubaczów – Wiślanie Skawina 2:1 (2:0)

  • Bramki: 1:0 Gawle 3. min, 2:0 Rębisz 42. min, 2:1 Kołodziej 72. min.
  • Pogoń-Sokół: Siryk – Rębisz, Gul, Duda, Bielenda (82. Hołuj) – Ausfeld (65. Popiela), Guedes (82. Król), Więckowski, Majda (75. Matofij) – Rop, Gawle.
  • Wiślanie: Brańczyk – Janeczek, Krasuski (70. Wiśniewski), Morawski, Bąk (80 Bociek) – Monsuru (70. Skiba), Kołodziej, Dynarek, Stachera – Ożóg (46. Żurek), Radwanek (46. Cholewa).
  • Sędziował: Wojciech Chrzanowski (Nadziejów). Żółte kartki: Więckowski i Król. Widzów: 600.

„Jedenastka” desygnowana do gry przez trenera Konrada Wojtowicza wciąż szuka swojej tożsamości. Jest nowa i musi trochę czasu upłynąć, aby odpowiednio się zgrała. Lubaczowianie jednak nie popełnili już błędów z inauguracyjnego spotkania z Podhalem Nowy Targ, kiedy zaczęli nieco bojaźliwie, z respektem dla rywala, który w mig to wykorzystał.

Reklama

To oni od początku zaczęli wybijać tempo gry, a bramka na otwarcie konfrontacji dodała im skrzydeł. Po ponad 120 sekundach Grzegorz Gawle wykorzystał niezdecydowanie w szykach defensywnych Wiślan – którzy w zeszłym sezonie występowali jako Wiślanie Jaśkowice, a w tym przenieśli się do Skawiny– i bliskiej odległości trafił do siatki. To pozwoliło na kontrolę wydarzeń i szukanie kolejnych błędów przeciwnika. Goście grali zbyt klarownie, aby móc zaskoczyć defensywę beniaminka. Kto wie, czy nie fundamentalnym momentem dla finału rywalizacji była akcja tuż przed zejściem do szatni. Strzelec pierwszego gola dokładnie zagrał do Kamil Rębisza, który po raz drugi pokonał Brańczyka.

Moment nieuwagi. Bez konsekwencji

Dwubramkowe prowadzenie dało komfort w II połowie. Mądra, rozważna gra w destrukcji wybijała kolejne argumenty śmielej atakującym Wiślanom. Nieco nerwowości w szeregi Pogoni-Sokoła wprowadziła sytuacja z 72. min, kiedy kontaktową bramkę strzelił Patryk Kołodziej. Jeśli już pierwszy jego strzał, po którym trafił w słupek – po rzucie rożnym egzekwowanym przez Dynarka – można było wybaczyć, tak pozwolenie mu na celną dobitkę już nie. Tyle, że było to jedyne trafienie, jakie zapisali na swoim koncie przyjezdni. Co prawda próbowali doprowadzić do równowagi, ale były to zbyt mizerne próby, aby beniaminek nie mógł cieszyć się z pierwszego kompletu punktów na III-ligowych boiskach.

Reklama

 

KS Wiązownica – Podhale Nowy Targ 3:1 (1:1)

  • Bramki: 1:0 Kitliński 6. min, 1:1 Kurzeja 58. min, 2:1 Kordas 60. min, 3:1 Jopek 89. min.
  • Wiązownica: Jeż – Jaroch (45. Morąg), Kapuściński, Hrabowskyj, Kordas – Tonia (84. M. Wójcik), Janiczak, A. Kasia (90. Omuru), Michalik (90. J. Wójcik) – Jopek, Kitliński.
  • Podhale: Stryczula – Salak, Seweryn, Vaclavik – Purcha (90. Marek), Hamed (45. Kurzeja) – Rubiś, Kozarzewski, Michota – Nowak (86. Niedziałkowski), Giel.
  • Sędziował: Piotr Burliga (Zabrze). Żółte kartki: Kapuściński, Kordas, Morąg, Sokołenko (trener) oraz Vaclavik i Giel. Widzów: 200.

Pierwsze 45 minut w całości należało do gospodarzy i tylko żal, iż prowadzili po nich ledwie jednym trafieniem. Od początku byli mobilniejsi, dokładniejsi i nieźle operujący piłką. Popularni „górale” – w przeciwieństwie do inauguracyjnego spotkania w Lubaczowie – nie mieli nic do powiedzenia. Na długie chwile z rytmu wybiła ich utrata bramki już w 6. min. Rozgrywający bardzo dobre zawody Arkadiusz Kasia kąśliwie uderzył na bramkę Macieja Styrczuli, który co prawda odbił uderzenie, ale niemal wprost pod nogi Michała Kitlińskiego. Były napastnik m.in. ówczesnego Texom Sokoła Sieniawa nie miał problemów z ulokowaniem jej w siatce. Gospodarze nie zamierzali na tym poprzestać. Za moment mogło (i powinno) być 2:0, ale Rafał Michalik zamiast do siatki – w bardzo dobrej sytuacji – trafił w Seweryna. Mógł wynik podwyższyć A. Kasia, ale po ponad pół godzinie gry zbyt zaufał w polu karnym swoim możliwościom technicznym i okazję diabli wzięli.

Najpierw konsternacja, potem kontrola

Ten sam zawodnik w 53. min minimalnie chybił po chytrym uderzeniu z dystansu. I kiedy wydawało się, że defensywa nowotarżan wreszcie się podda, Bartosz Kurzeja w nie do końca klarownej sytuacji, pokonał Oskara Jeża i na trybunach zapanowała konsternacja. Nie na długo. Utrata bramki wyraźnie podrażniła wiązowniczan i do końca spotkanie przebiegało pod ich dyktando. Po dwóch minutach prowadzenie odzyskali, kiedy ładnym uderzeniem popisał się Kornel Kordas, a wynik na kilka minut przed końcem ustalił Szymon Jopek, wykorzystując kontrę i sytuację sam na sam z bramkarzem Podhala.

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 14/08/2024 14:38
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama