Reklama

Jak drzwi wejściowe mogą być... codzienną udręką

Z pozoru sprawa może wydawać się absurdalna, ale dla Elżbiety Nowickiej jest codzienną udręką. – Ludzka złośliwość nie zna granic. Naprawdę wiele na ten temat wiem. Bo to tylko złośliwość i brak dobrej woli innych sprawia, że musimy tak się męczyć – uważa

Mieszkańcy bloku nr 18 przy ulicy Łukasińskiego w Przemyślu tworzą wspólnotę mieszkaniową. Dzielą i rządzą, oczywiście pod czujnym okiem administratora. Aby przeprowadzić jakąś inwestycję czy remont, zazwyczaj musi być zgoda wszystkich właścicieli. Jeśli któryś z nich nie wyraża zgody, to pojawiają się problemy. Czasami są to tak błahe czy nawet absurdalne problemy, że aż trudno uwierzyć. Problemem pani Elżbiety są... drzwi wejściowe w drugiej klatce bloku, w którym mieszka z niepełnosprawnym synem, 6-letnim Norbertem[paywall].

Nikt się nie przyznaje

– Ten problem mam od trzech lat. Problem dla wielu może być prozaiczny, mi spędza sen z powiek. Chodzi o otwieranie i zamykanie drzwi wejściowych do klatki. Zamykają się bardzo szybko i nie mam szans, aby normalnie wyjechać z niepełnosprawnym synem wózkiem. Kiedyś poprosiłam administratora o specjalną nóżkę podtrzymującą drzwi. Zamontowali mi, ale po tygodniu sąsiedzi odkręcili, bo powiedzieli, że im przeszkadza, że drzwi są ciągle otwarte. Pan administrator powiedział mi, że jestem odpowiedzialna za zamykanie drzwi. Nie wiem tylko jak? Znaczy, że mam schodzić z trzeciego piętra kiedy tylko ktoś wejdzie lub wyjdzie z klatki i sprawdzać, czy drzwi zostały zamknięte? – zastanawia się pani Elżbieta.
Sprawdziliśmy, czy rzeczywiście drzwi wejściowe do klatki stanowią problem. Stanowią. Bez odpowiedniej blokady nie ma szans, aby nie uderzyły wyjeżdżającą z wózkiem kobietę lub jej syna. – Kiedy wymieniali wszystkie drzwi w bloku, to w każdych były te blokady. Ale tylko na chwilę, bo po paru dniach znikły. Mój mąż jednak zakłada mi na nie specjalną blokadę. Problem w tym, że za jakiś czas jej nie ma. Nie wiem już co mam robić. Syn jest niepełnosprawny. Codziennie przyjeżdża po niego bus wożący go do przedszkola. Jakoś musi z tego bloku wyjść. Jeździmy także do lekarza. Wsadzam go do wózka, który najpierw muszę wytaszczyć z piwnicy. Za każdy razem albo on, albo ja dostajemy tymi drzwiami – skarży się E. Nowicka.

Problem nie do rozwiązania?

Okazuje się, że problem ten doskwiera nie tylko pani Elżbiecie. Piętro niżej mieszka starszy mężczyzna, który co drugi dzień musi jeździć do szpitala na dializę. – Ogromny to dla mnie problem. Na dializy sanitariusze mnie wynoszą z domu. Nie chodzę. Drzwi nie można otworzyć na przestrzał, bo od razu się zamykają. Cudem jest mnie przez nie wynieść – żali się pan Józef Storek.

Administrator wspólnoty mieszkaniowej Łukasińskiego 18 Jacek Plęs problem zna, ale przyznaje, że rozwiązanie go graniczy z cudem. Wszystko przez brak dobrej woli ze strony mieszkańców tej klatki. – Temat wraca co jakiś czas. Zamontowałem tam specjalną nóżkę, to została zlikwidowana. Ludzie zaczęli się burzyć, że ciągle drzwi są otwarte. Mieszka tam kilkoro dzieci i prawdę powiedziawszy, wypadałoby zdyscyplinować trochę rodziców, ale z tego co wiem, jest to niemożliwe. Koło się zamyka. Być może jedynym ratunkiem byłoby jakieś spotkanie pojednawcze. Spróbuję takowe zorganizować, ale nie ręczę za efekt – powiedział J. Plęs.
MG
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    czerupa - niezalogowany 2015-09-07 19:49:10

    >Dzielą i rządzą, oczywiście pod czujnym okiem administratora.<Czyli "ogon merda psem" i stąd problemy.To administrator ma być pod czujnym okiem właścicieli bo to ich pracownik a nie odwrotnie.Wygląda (po domofonie) na to, że to jest duża wspólnota bo ma więcej niż siedem lokali a więc to właściciele sami za pośrednictwem wybranego zarządu powinni się "rządzić" swoim majątkiem podejmując stosowne uchwały większością  a nie 100%.>Czasami są to tak błahe czy nawet absurdalne problemy, że aż trudno uwierzyć.<Rzeczywiście, ktoś kto nigdy nie mieszkał we wspólnocie mieszkaniowej nie uwierzy jakie "cuda" mogą się dziać, jakie głupoty potrafią wymyślać różni nawiedzeni właściciele.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Najgorsza głupota to \"wsp - niezalogowany 2015-09-07 23:04:31

    Niektórzy "nawiedzeni" właściciele chcieli by tylko żeby było czysto, spokojnie i żeby nie śmierdziało. Natomiast "normalni" lokatorzy mieszkający często gęsto na "krzywy ryj" uważają że picie taniego alkoholu na klatce schodowej czy w obejściu to normalna sprawa tak jak charkanie, plucie na schodach, śmierdzenie najtańszymi papierosami to najnormalniejsza rzecz na świecie. Podobnie jak naciąganie Państwa na wszelkiego rodzaju zasiłki, pomoce socjalne i w ogóle żerowanie na wszystkich dookoła nie przepracowawszy uczciwie nigdzie i nie skończywszy niczego poza maksymalnie "Zawodówką". Spacerek z kundelkiem z papieroskiem czy przesiedzenie pół dnia na ławce  to szczyt marzeń typowego przemyskiego darmozjada tak jak zazdrość i nienawiść to jego prawdziwe oblicze. Nigdy nic nie miał, nie ma i nie będzie miał bo nawet jak by za darmo rozdawali to by czekał aż mu ktoś przyniesie pod wersalkę pod telewizor

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości