Kobieca piłka ręczna w Jarosławiu wstaje z kolan! Po raz kolejny. Oby na dłużej. Zespół JKS Sanu nabiera naprawdę ciekawych kształtów i pod okiem Valiantsiny Kozimur będzie jedną z ekip z szansami na walkę o ścisłą czołówkę I-ligowych zmagań. Czy o Ligę Centralną? Czas pokaże. – Nie, nie skupiamy się na tym, nie kalkulujemy, nie stawiamy takich celów. Naszym najważniejszym jest każdy kolejny mistrzowski mecz – asekuracyjnie stwierdziła V. Kozimur.
Profesor „Vala” doskonale wie, co mówi. Zbyt wiele lat spędziła na parkietach najwyższych klas rozgrywkowych, by nie wiedzieć, że wywieranie jakiejkolwiek presji na zawodniczki przynosi więcej szkody niż pożytku. Sama to wielokrotnie przerabiała. Kiedy rozmawialiśmy z nią w połowie maja br., powiedziała m.in.:
Na czczych obietnicach się nie skończyło. Zespół rzeczywiście z każdym tygodniem zmienia oblicze. Na zdecydowanie lepsze jakościowo. Pojawia się stabilizacja, której zdecydowanie brakowało w poprzednim sezonie. JKS San zajął w nim 7. miejsce. Z ekipą pożegnało się osiem zawodniczek, w tym wszystkie bramkarki (N. Buch, O. Wolak, M. Pal). Nie udało się zatrzymać w Jarosławiu trzech niezwykle ważnych zawodniczek, czyli: Hanny Szczotki, Aleksandry Leśniak i Mai Tukaj. Odeszły także Aleksandra Czapla i Martyna Hawryluk. Wydawało się, że zespół może krwawić. Nic z tych rzeczy!
Bramki strzec będzie Słowaczka Anna-Maria Musakova, która wraca do Jarosławia. Kto będzie jej zastępczynią, jeszcze nie wiadomo. Ale zakontraktowanie drugiej bramkarki to kwestia dni. Szefową defensywy, ale i jedną z liderek całości, będzie nie kto inny jak Aleksandra Dorsz! Kołowa, była reprezentantka Polski zdecydowała się pomóc ekipie V. Kozimur. Do drużyny dołączyło także pięć wartościowych zawodniczek, które w poprzednim sezonie reprezentowały barwy SPR Handball Rzeszów – ekipy, która do końca walczyła o awans do Ligi Centralnej. To: Julia Jamrozik, Julia Płocica, Katarzyna Różycka, Aleksandra Tomaszewska i Malwina Dymnicka. Z grup młodzieżowych dokooptowana została Weronika Pokrzywka. Jeśli do tego zestawu dodać zawodniczki, które w JKS Sanie pozostały: Julię Dmytroczenko, Paulinę Galas, Aleksandrę Pazdro, Aleksandrę Dębiak czy Viridianę Szymańczyk, to już jawi się naprawdę interesujący zestaw personalny. A jak zapewniła V. Kozimur, to najprawdopodobniej jeszcze nie koniec wzmocnień.
– Od 1 sierpnia dziewczyny przez dwa tygodnie trenowały indywidualnie. Mamy trenera od przygotowania fizycznego, od którego otrzymały dokładne rozpiski zajęć. Od 18 sierpnia trenujemy już razem. Mam nadzieję, że na przełomie października i listopada wrócimy na swój parkiet, do hali MOSiR. Do tego czasu mecze mistrzowskie będziemy rozgrywać w Przeworsku
Reklama
– powiedziała V. Kozimur.
– Cieszę się, że coś ruszyło. Tak od strony organizacyjnej, jak i marketingowej. Udało się nam pozyskać sporo nowych partnerów, sponsorów. Każdemu z osobna pięknie dziękujemy! Zachęcamy innych do współpracy. Dzięki temu, mam taką ogromną nadzieję, wszystko będzie wyglądać o niebo lepiej niż w zeszłym sezonie
– dodała.
– Nie lubię dmuchać balonika. Nakładać dodatkową presję na dziewczyny. Cały sezon podzieliłam na minicykle. Teraz skupiamy się na przygotowaniu fizycznym i motorycznym. Potem zgranie zespołu, budowanie chemii. Wreszcie mecze mistrzowskie. Dla nas najważniejszy będzie każdy kolejny mecz. Jeśli w nich będziemy dawać z siebie wszystko, wyniki przyjdą same. Dziewczyny muszą poczuć powiew profesjonalizmu, nawet w pierwszej lidze, która jest bardziej amatorską
Reklama
– zapewniła V. Kozimur.
Jak już wspomnieliśmy, o stabilizację nie będzie się trzeba martwić. A jak jest stabilizacja, pojawia się powtarzalność. Jak jest powtarzalność, buduje się mental i pewność siebie. To są naczynia połączone. Piłkarki ręczna JKS Sanu Jarosław ligowe zmagania rozpoczną 13 września br. od domowego meczu z AZS UMCS Lublin. Zapowiada się naprawdę ciekawy sezon…
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze