Reklama

Superliga kobiecej piłki ręcznej w Jarosławiu, czyli kto kogo zrobił w bambuko?


Od euforii do rozpaczy. Z piekła do nieba i z… powrotem – co najmniej kilka znanych powiedzeń jak ulał pasuje do sytuacji, do jakiej doszło w jarosławskim kobiecym szczypiorniackim środowisku. Początkowo wydawało się to niemożliwe, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że jednak! Po dwóch latach tułania się po I-ligowych (trzeci poziom rozgrywkowy w Polsce) parkietach kobieca piłka ręczna mogła wrócić na najwyższy poziom do Jarosławia! Mogła, ale nie wróciła. Pytanie brzmi: kto kogo zrobił w bambuko? I najpewniej nigdy wierni kibice wiarygodnej odpowiedzi się nie doczekają.


Dwa lata temu w jarosławskim ratuszu odbyło się – co tu dużo mówić – bardzo emocjonalne spotkanie pomiędzy władzami miasta, klubu i kibicami ówczesnego Eurobud JKS-u. Zespół, który sportowo zapewnił sobie występy w superlidze piłki ręcznej kobiet na kolejny sezon, stanął nad przepaścią, bo miał problemy finansowe. Przede wszystkim dlatego, że wycofał się sponsor tytularny. Ekipie groziło niezgłoszenie się do rozgrywek. I, niestety, tak się stało. Licencję na grę w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce przejęła (choć lepszym słowem będzie: kupiła) Sośnica Gliwice. Na Śląsk przeniosły się niemal wszystkie zawodniczki, które występowały w drużynie oraz trener Michał Kubisztal. Aby móc wcześniej występować w superlidze, klub musiał utworzyć spółkę. I takowa powstała pod nazwą Handball JKS Jarosław sp. z o.o. Gdzieś bodaj w maju 2019 r. Jej prezesem był Roman Barłoga. To on m.in.  uczestniczył we wspomnianym spotkaniu z burmistrzem Jarosławia. Kiedy zespół przeniósł się do Gliwic, spółka ta, powstała tylko i wyłącznie dla potrzeb gry w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce nie została wyrejestrowana. Zmieniła nazwę na Altum sp. z o.o.

Przed licytacją

Podczas spotkania z ust burmistrza Jarosławia Marcina Nazarewicza padła deklaracja, że zrobi wszystko, aby kobiecy handball na najwyższym poziomie do Jarosławia wrócił... Po zakończeniu sezonu 2025 – 2026 Orlen Superligi Piłki Ręcznej Kobiet okazało się, że z występów w kolejnej kampanii zrezygnuje zespół Piłka Ręczna Koszalin. Nie był w stanie finansowo sprostać wymogom tej klasy rozgrywkowej. Bardzo źle – o czym w mediach społecznościowych sygnalizowały nawet same zawodniczki tych ekip – działo się w tym względzie także we wspomnianej gliwickiej Sośnicy i notorycznym spadkowiczu z najwyżej klasy, czyli Szczypionie Kalisz. To jednak było mniej istotne. Problemem dla spółki prowadzącej rozgrywki w Orlen Superlidze była nieparzysta liczba zespołów po wycofaniu się Koszalinianek. Zaczęły się poszukiwania na gwałt zespołu, który uzupełni stawkę do 10 drużyn. Temu miała służyć tzw. dzika karta.

Reklama

Burmistrz M. Nazarewicz tak naprawdę niewiele musiał robić. Pewnego dnia do drzwi jego gabinetu zapukali prezes Superligi sp. z o.o. Piotr Należyty, szef firmy Eurobud Łukasz Płocica oraz trener JKS Sanu Jarosław Valiantsina Kozimur. Pytanie tego pierwszego było jasne i klarowne: czy jesteście zainteresowani dziką kartą i czy jesteście w stanie spełnić wszystkie warunki potrzebne do jej otrzymania? Odpowiedź była najprostsza z możliwych: tak.

– Odniosłem wrażenie – by nie rzec: byłem przekonany – iż po spełnieniu tych warunków, miejsce w superlidze otrzymamy. Ku temu zmierzała ta rozmowa. Nie było wówczas mowy o być może dostaniemy, że musimy wygrać jakąś licytację i tym podobne

Reklama

– powiedział burmistrz M. Nazarewicz.

Pojawiła się euforia, w którą wpadliśmy i my, podając informację, że oto do Jarosławia wraca superliga piłki ręcznej kobiet.

Pełna mobilizacja

Wszyscy zaangażowani w ten projekt zakasali rękawy. Dzięki decyzji władz miasta i radnych, którzy zdecydowali o pomocy finansowej w spięciu budżetu potrzebnego do gry w tej klasie rozgrywkowej. 700 tys. zł – tyle otrzymała z miasta sekcja piłki ręcznej.

Wiadomo było, że budżet superligowej ekipy musi opiewać na ok. 2 mln zł. Kwota uzyskana z miasta plus powrót do klubu firmy „Eurobud”, kierowanej przez Ł. Płocicę dawały gwarancję na jego osiągnięcie. Drugim warunkiem było powołanie do życia spółki. Kolejnej, bo jedna wciąż nie była skasowana. Udało się to w ciągu 24 godzin. Spółka pod nazwą Handball JKS Jarosław powstała, ale nie miała… prezesa. Bo – jak się dowiedzieliśmy – podobno władze klubu nic na ten temat nie wiedziały. A było zbyt mało czasu, aby na gwałt szukać innej osoby.

Reklama

Zadania zbudowania zespołu, który poradzi sobie na superligowych parkietach, podjęła się dotychczasowa trener I-ligowego JKS Sanu V. Kozimur.

– Mamy już swoje pomysły. I je realizujemy. Naszym celem podstawowym będzie utrzymanie się w superlidze. Od razu dodam, że nie rezygnujemy z pierwszej ligi. Tam będzie występować nasz drugi zespół. Najlepsze zawodniczki trafią do pierwszego zespołu. Cieszy mnie fakt, że zawodniczki z poprzedniego sezonu zrobiły spore postępy. Zrozumiały co to znaczy profesjonalizm i jak wygląda. Jesteśmy po rozmowach z zawodniczkami z Koszalina czy Kalisza. Z niektórymi jesteśmy już dogadani. Sięgniemy także po zawodniczki z zagranicy. Najprawdopodobniej dojdą do nas trzy piłkarki – wyjaśniła wówczas V. Kozimur. – Zaczynamy z przygotowaniami 15 lipca. Przez trzy dni będziemy prowadzić testy, by 20 lipca wystartować pełną parą. Będziemy chcieli zagrać jak najwięcej sparingów. Myślimy o spotkaniach na Słowacji czy w Czechach

Reklama

– podsumowała kilka dni przed 29 czerwca br.

Ogromna konsternacja

Co się stało 29 czerwca br.? Coś, czego wcześniej nikt w Jarosławiu nie zakładał, bo nie było o tym mowy. Mowy być nie mogło, gdyż władze Superligi sp. z o.o. zdecydowała o ogłoszeniu licytacji o tzw. dziką kartę. Ten swoisty przetarg został ogłoszony z ekspresowym tempie. Oferty można było składać do 26 czerwca br., a licytacja odbyła się 29 czerwca br. W Jarosławiu zapanowała ogromna konsternacja. Oto bowiem okazało się, że chęć uzyskania miejsca w sezonie 2026 – 2027 w Orlen Superlidze Piłki Ręcznej kobiet wyraził zespół… Szczypiorno Kalisz! Ten sam, który spadł z tej klasy rozgrywkowej. Można rzec więcej: spadł już trzy razy w ostatnich latach, a wciąż w niej gra! Ten sam, który w pewnym momencie w zasadzie przestał istnieć, o czym świadczą choćby słowa V. Kozimur, że to właśnie zawodniczki z Kalisza zasilą JKS San!

Reklama

Co się okazało? To klub z Kalisza złożył najwyższą ofertę finansową (podobno 280 tys. zł), pokonując JKS San Jarosław – jedynego kontrkandydata – i zajął miejsce wycofanego zespołu Piłka Ręczna Koszalin. Żart? Absolutnie.

Zrobić porządek we własnym domu

Trzy dni po licytacji skontaktowała się z nami osoba z kręgów kobiecej superligi, ale i dobrze – jak sama stwierdziła – zorientowana w szczypiorniackim środowisku w Jarosławiu. Powiedziała, że dobrze by było, aby Jarosław zrobił porządek we własnym domu, że jest za wielki konflikt interesów, aby nie pojawiały się spore wątpliwości. Nie jest bowiem tajemnicą, że wpływ na działania tej dyscypliny sportu w mieście chcieli mieć i politycy, i biznesmeni, i inne prywatne osoby. I to od lat. Ludzie związani z piłką ręczną prześcigają się w tym, kto chce być ważniejszy. Niestety, tak się nie da. Zdecydowaliśmy się nie wchodzić w szczegóły. Zainteresowani na pewno będą doskonale wiedzieć, w czym rzecz. I faktycznie wypadałoby zrobić w własnym domu porządek.

Reklama

Co dalej?

– Zupełnie o czym innym rozmawialiśmy na owym spotkaniu, a zupełnie co innego z tego wyszło. Byliśmy przygotowani na sto procent. Na ostatniej prostej pojawiła się informacja o licytacji i tego zupełnie nie zrozumieliśmy. Stanęliśmy do niej z drużyną, która sportowo przegrała, spadła z tej klasy rozgrywkowej. Nie byliśmy w stanie przebić jej oferty

– wyjaśnił burmistrz Jarosławia M. Nazarewicz.

– Czy zrobiono z nas wszystkich wariata? Pozostawię to bez komentarza. Nie składamy broni. Zapowiedzieliśmy, że kiedy pojawi się jeszcze taka szansa, podejmiemy rękawicę. W nadchodzącym sezonie celem zespołu będzie awans do Ligi Centralnej

Reklama

– dodał.

Zapytaliśmy, co z przekazanymi klubowi 700 tys. zł? Bo skoro licytacja została przegrana, to taka kwota nie jest potrzebna na zmagania w I lidze.

– Klub dostanie minimum 300 tysięcy złotych. Resztę najprawdopodobniej przesuniemy na wkład własny na remont szatni na basenie i wykonanie zaplecza saunowego. Dostaliśmy na tę inwestycję dofinansowanie z ministerstwa sportu

– wyjaśnił M. Nazarewicz.

Zapytaliśmy także, czy wie, ile w mieście jest zarejestrowanych spółek, zajmujących się kobiecą piłką ręczną oraz czy władze klubu JKS San Jarosław wiedziały o możliwości pozyskania tzw. dzikiej karty?

Reklama

– Wiem, że jest niedawno zarejestrowana spółka JKS San Jarosław. Czy są inne? Tego nie wiem. Czy władze klubu wiedziały? To nieprawda. Mam na biurku pismo z informacją, że klub zwraca się do nas z prośbą o zwiększenie finansowania z podpisem prezesa klubu. Dla mnie środowisko piłki ręcznej w Jarosławiu jest jedno. Nie znam ich wewnętrznych zależności. Wiem, że pewne ważne osoby z poprzedniego klubu walczyły ze sobą, potem próbowały się godzić. Padła propozycja, aby powstała jedna mocna spółka miejsca, zajmująca się właśnie handballem. Pozostałe powinny przejść do historii. Ale to nie jest taka łatwa sprawa. Ogrom formalności. Być może to melodia przyszłości

– powiedział.

Reklama

Przestańcie knuć i szukać dziury w całym!

– Potwierdzam, że wszyscy podczas tego spotkania usłyszeliśmy, że otrzymamy dziką kartę, ale musimy dopełnić wszystkie formalności. I to zrobiliśmy. Wówczas nie było ani słowa o licytacji. Po jej zakończeniu poczułam się niesmacznie. Znam trochę ludzi ze środowiska kobiecej piłki ręcznej w Polsce i to co usłyszałam od nich potem, wprawiło mnie w osłupienie. Zastanawiam się, czy superliga piłki ręcznej kobiet w Polsce idzie w dobrym kierunku. Wiem, że są osoby w Jarosławiu, które się cieszą, że przegraliśmy tę batalię. Mam apel do wszystkich prawdziwych kibiców piłki ręcznej w Jarosławiu, pseudokibiców, byłych działaczy jakiegokolwiek podmiotu związanego z piłką ręczną: bardzo proszę, aby przestały spekulować, knuć, szukać dziury w całym! Trzeba się zjednoczyć, wspierać, współpracować i kochać ten sport. Ale razem! Wcale się nie dziwię, że piłka ręczna w Jarosławiu wstaje i umiera, umiera i wstaje

– powiedziała trener JKS Sanu V. Kozimur.

Reklama

– Czy szefostwo klubu interesowało się losami zespołu? Pracuję w tym klubie trzeci rok, a członków zarządu widziałam może raz. Nie zamieniliśmy ani słowa. Dlaczego ich to zupełnie nie interesuje? To normalne?

– zapytała retorycznie.

JKS San Jarosław w nadchodzącym sezonie ponownie walczyć będzie na poziomie I ligi. Celem jest awans do Ligi Centralnej. Zespół zostanie wzmocniony.

– Chcemy dawać z siebie wszystko. Tak podczas treningów, jak i meczów. Będziemy silniejsze niż w poprzednim sezonie. Jesteśmy gotowe do walki o najwyższe cele. Doszły do nas Kinga Strózik i Iga Wicińska, które w Jarosławiu już grały. Dołączyły do nas dwie bardzo utalentowane zawodniczki z SMS-u Lublin. Spotykamy się 3 sierpnia i zaczynamy pracę

– podsumowała popularna „Vala”.

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 15/07/2026 18:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama