Reklama

Kiedy pasja jest pomysłem na życie… Rozmowa z prof. Wiesławem Barabaszem

PANS w Przemyślu
31/03/2025 11:40

Panie Profesorze, w tym miesiącu świętuje Pan piękny jubileusz – 30-lecie nadania przez Prezydenta RP tytułu profesora. Czy jest to dla Pana okazja do głębszej refleksji, czy też ten fakt, ze względu na „zajętość” Pana Profesora, umknął Pańskiej uwadze?

Mniej więcej tydzień temu porządkowałem dokumenty i wpadł mi w ręce akt nadania tytułu profesora przez ówczesnego Prezydenta RP Lecha Wałęsę. Widnieje tam data 24 marca 1995 r. Wówczas pojawiła się myśl – to już trzydzieści lat… Kiedy to zleciało? Ile się wydarzyło…

Reklama

Był Pan bardzo młodym profesorem belwederskim…

Najmłodszym! I to sprawiało, że miałem trochę pod górkę. Środowisko naukowe nie było przyzwyczajone do tego, że czterdziestoparoletni naukowiec zostaje profesorem, ten przywilej przysługiwał osobom po sześćdziesiątce, więc musiałem nauczyć się odnajdywać w tych okolicznościach. Dzisiaj zaś jestem już zapraszany na różnego rodzaju przedsięwzięcia naukowe jako gość honorowy, ale nigdy nie jestem biernym uczestnikiem, zawsze wygłaszam wykład, nierzadko otwierający. Na tę pozycję musiałem ciężko zapracować.

Reklama

Specjalizuje się Pan w naukach rolniczych, ściślej mikrobiologii, biochemii – skąd takie zainteresowania?

Studiowałem rolnictwo, gdzie wykładał m.in. prof. Bolesław Smyk, który tak ładnie mówił o mikroorganizmach, chorobach i ich znaczeniu itd., że bardzo mnie wciągnęła ta tematyka. Dołączyłem do mikrobiologicznego Koła Naukowego, intensywniej zacząłem się przyglądać tej dziedzinie…

Nauczyciele, mentorzy… ci mają duży wpływ na młodego człowieka…

Ogromny! Potrafią dobrze poprowadzić. Kiedy obroniłem pracę magisterską z mikrobiologii właśnie, prof. Smyk zaproponował mi asystenturę, co związane było oczywiście z pisaniem doktoratu. Przyznam, że w tamtym momencie miałem ochotę zejść nieco z tej drogi, bo profesor był również kierownikiem Instytutu Rolnictwa i Leśnictwa Krajów Tropikalnychi Subtropikalnych Akademii Rolniczej w Krakowie, co zaczęło mnie bardzo pociągać. No tak mi się to podobało! Ale profesor uświadomił mi, że to nowa koncepcja, niepewna… i zapewniał, że po mikrobiologii pracę znajdę wszędzie, od browaru zaczynając, przez dietetykę, po szpital. Miał rację. Mikrobiolog nie może narzekać na nudę, bo drobnoustroje są wszędzie.

Reklama

 

Dorobek naukowy Pana Profesora jest imponujący, jak połączył Pan pracę dydaktyczną z tak dużą aktywnością naukową i pełnieniem funkcji kierowniczych?

To się nazywa pasja. Tylko tyle i aż tyle. Ja lubię to robić, lubię uczyć, lubię, kiedy coś się dzieje, lubię pracę ze studentami, lubię zabierać głos przed liczną publicznością, przekazywać wiedzę. Gdybym nie mógł tego robić, chyba bym się rozchorował! Niektórzy czekają na moment, kiedy będą mogli przejść na emeryturę. Nigdy tak nie miałem. Śmierć zastanie mnie chyba przy komputerze, kiedy będę pracował nad kolejnym artykułem albo wystąpieniem (śmiech).

Reklama

Jak trafił Pan do Przemyśla?

Złożyły się na to dwie co najmniej okoliczności. Pod koniec lat 90. mój kolega architekt, przemyślanin, (mgr inż. Wojciech Jaśkowski) poprosił mnie o wykonanie ekspertyzy podziemia w rynku, gdzie powstała ostatecznie trasa turystyczna. Jako mikrobiolog musiałem tę przestrzeń sprawdzić, dowiedzieć się, czy można tam wchodzić, czy nie ma tam jakiegoś zagrożenia mikrobiologicznego, powodowanego przez drobnoustroje itd. Zrobiłem więc ekspertyzę, a przy okazji zobaczyłem też Przemyśl, który bardzo mi się spodobał – te kamienice, pochyły rynek… Chętnie wracałem do tego wspomnienia do czasu, kiedy nadarzyła się okazja, by tu przyjechać i pracować. Dzięki innemu znajomemu dowiedziałem się w 2001 r., że pan Edward Smyk otworzył w Przemyślu prywatną szkołę wyższą. Była to Wyższa Szkoła Gospodarcza, która potrzebowała kadry, do której dołączyłem, pełniłem tam również funkcję dziekana. Z WSG związany byłem pięć lat, na więcej wówczas nie pozwalały mi obowiązki w Krakowie. Po jakimś czasie jednak skontaktowała się ze mną prof. Grażyna Jaworska, która brała udział w pracach nad uruchomieniem nowego kierunku w Państwowej Wyższej Szkole Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu (obecnie Akademii) pn. bezpieczeństwo i produkcja żywności. W 2001 r., kiedy podejmowałem pracę w Wyższej Szkole Gospodarczej, uczelnia państwowa, jaką jest obecna PANS, miała w swej ofercie kierunki humanistyczne, dopiero później „skręciła” w stronę inżynierskich, technicznych i mogłem dołączyć tu do kadry. Co ciekawe, za sprawą prof. Jaworskiej, którą poznałem w WSG. Prowadzę zajęcia na wspomnianym kierunku oraz na pielęgniarstwie i fizjoterapii, są to takie przedmioty, jak: mikrobiologia ogólna, mikrobiologia żywności, biochemia, biologia medyczna, biotechnologia, toksykologia, higiena, genetyka, bioetyka czy biogenetyka. Jest jeszcze jedna osoba, która niejako związała mnie z Przemyślem, to przemyska studentka, która wybrała mnie na swojego promotora pracy doktorskiej, a dziś zasila również kadrę PANS, ucząc studentów.

Reklama

Pracował Pan w dużym ośrodku akademickim w Krakowie, od 9 już lat jest Pan związany z Przemyślem i PANS-em, jak różni się ta praca? Zakładając, że się różni…

Warunki pracy są podobne, zarówno w Krakowie, jak i w Przemyślu studenci mają dostęp do specjalistycznego sprzętu, a to podstawa dla kształcenia na kierunkach inżynierskich, a tym bardziej o profilu praktycznym, jak w Przemyślu. Różnica nie tkwi w jakości kształcenia, ale w jego rodzaju. Kształcenie w dużym ośrodku akademickim, np. krakowskim (a Uniwersytet Rolniczy liczy sobie blisko 12 tys. studentów), wiąże się również z prowadzeniem badań, nauczaniu zaś przypisany jest profil ogólnoakademicki, a w zajęciach uczestniczy więcej osób niż np. w Przemyślu. Ta przemyska „kameralność” ma jednak swoją zaletę i dobrze wpływa na ćwiczenie umiejętności, czego przede wszystkim wymaga praktyczny profil nauczania, bo mniej liczna grupa, to więcej okazji dla każdego studenta, żeby coś poćwiczyć. Tak to jest pomyślane. Przemyśl od Krakowa różni się również „profilem” osób studiujących. Przemyscy studenci są nierzadko osobami już doświadczonymi, pracującymi, którzy podnoszą swoje kwalifikacje, tak przynajmniej jest na kierunku bezpieczeństwo i produkcja żywności.

Reklama

 

Jest Pan Profesor „dobrym duchem” naszej Akademii, chętnie angażuje się w różne przedsięwzięcia, opowiada nie tylko o biologii, ale przy różnych okazjach o historii, tradycji… Prawdziwy człowiek renesansu z Pana Profesora. Czym – poza profesorską dyscypliną – się Pan  interesuje?

Interesuje mnie przede wszystkim historia nauki. Lubię czytać biografie znanych osób, naukowców, ale nie tylko. Właśnie odebrałem przesyłkę z kolejną książką [Profesor wyjmuje ją z koperty i pokazuje] i jest to biografia Marii Callas. Lubię podróże zagraniczne. Kiedyś pochłaniała mnie również numizmatyka i filatelistyka.

Reklama

Nie ma inauguracji roku akademickiego bez wystąpienia Pana Profesora. Każdy na nie czeka, szczególnie studenci, którzy dostają od Pana garść rad, dobre słowo, wszystko okraszone humorem. Upatruję w tym akcie pewnego rodzaju mentorstwo. Czy czuje się Pan Profesor wychowawcą młodych? Chce ich poprowadzić, podpowiedzieć..?

Tak, tak, tak… ja po prostu lubię studentów! To się zaczęło tuż po objęciu przeze mnie stanowiska asystenta i powierzeniu mi, jako opiekunowi, studenckiego Koła Naukowego Mikrobiologów. Wyjeżdżaliśmy w ramach tego kola na obozy naukowe, najczęściej do Tatrzańskiego Parku Narodowego, by tam badać jakość mikrobiologiczną wód. Bardzo lubiłem te wyjazdy, lubiłem więź, jaka tworzyła się podczas wspólnej pracy, rozmów ze studentami. Lubiłem im podpowiadać, namawiać na mikrobiologię (śmiech). Tak to się zaczęło i trwa do dzisiaj.

Reklama

Nie tylko z młodzieżą Pan Profesor obcuje na wykładach. Jako pełnomocnik rektora ds. Uniwersytetu Trzeciego Wieku w PANS często zabiera Pan głos przed słuchaczami w „wieku eleganckim”. O czym najchętniej chcą słuchać?

O zdrowiu, o higienie, o środowisku… Miałem już kilka ćwiczeń laboratoryjnych, podczas których pokazywałem bakterie, grzyby, drożdże itp. Tematy same się nasuwają. No i oczywiście szerzę wiedzę o szczepionkach, promuję stanowisko o ich dużej wartości i ogromnym znaczeniu dla zdrowia naszego społeczeństwa.

Reklama

Jak odnajduje się Pan Profesor w Przemyślu?

Doskonale. Bardzo lubię to miasto, już trochę czasu tu spędziłem. Staram się również przekonać władze uczelni i społeczność akademicką do tego, by PANS przyjęło imię prof. Rudolfa Stefana Weigla, polskiego biologa pochodzenia austriackiego, który w czasie I wojny światowej pracował w szpitalu wojskowym w Przemyślu. W 1918 r. objął tu kierownictwo nowo powstałej Pracowni do Badań nad Tyfusem Plamistym i wynalazł szczepionkę przeciw tej chorobie, ratując tym samym życie wielu osobom i to nie tylko Polakom.W świecie naukowym i nie tylko jest to bardzo znana postać, sądzę, że pięknym gestem byłoby uhonorowanie jego osoby przez przemyską uczelnię. To prawdziwy autorytet.

Reklama

Jakie życzenia można złożyć Profesorowi, który jeśli nie osiągnął wszystkiego, to bardzo wiele, spełnił się na wielu płaszczyznach i ciągle jest aktywny zawodowo..?

Zdrowia!

Życzę więc Panu Profesorowi dużo zdrowia i bardzo dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiała Ewelina Kasperska


fot. archiwum UR

Prof. zw. dr hab. Wiesław BARABASZ – profesor nauk rolniczych (tytuł profesora otrzymał w 1995 r.), specjalizujący się w mikrobiologii, ekotoksykologii, biochemii, higienie, genetyce i biotechnologii. Wieloletni kierownik Katedry Mikrobiologii na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie oraz kierownik kierunku Biotechnologia na UR w Krakowie. Od 2016 r. pracownik dydaktyczny w Państwowej Akademii Nauk Stosowanych w Przemyślu. Odbył 18-miesięczny staż naukowy w PennState University w USA oraz kilkumiesięczne staże w Wielkiej Brytanii i Czechosłowacji. Autor licznych publikacji, monografii, książek i artykułów popularno-naukowych oraz ekspertyz. Uczestnik wielu krajowych i międzynarodowych konferencji, sympozjów i zjazdów naukowych. Członek licznych Towarzystw Naukowych (PTM, PTG, PTNA, PTŻ). Przewodniczący Komisji Ochrony Zdrowia Publicznego Krakowskiego Oddziału PAN. Autor 53 recenzji prac doktorskich, 35 recenzji prac habilitacyjnych, 12 recenzji wniosków na stanowisko profesora, 19 wniosków na tytuł naukowy profesora, promotor 12 prac doktorskich(z grupy doktoryzujących się 2 osoby są już tytularnymi profesorami, a 4 uzyskały stopień naukowy doktora habilitowanego).

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 17/04/2025 11:14
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama