Reklama

Kochał życie, rodzinę i sport

O śmierci Zygmunta dowiedziałem się dwudziestego lipca ze strony internetowej Życia Podkarpackiego. Był środek nocy. Mimo to wykonałem telefon do Mariusza Godosa, kolegi redakcyjnego, który informację zamieścił.

„Być może to koszmarna pomyłka” – pomyślałem. Nadzieja okazała się płonna. Szok. Niedowierzanie. Przecież dopiero co z Zygmuntem rozmawiałem o spisaniu jego sportowej, biznesowej i rodzinnej biografii. Jak zwykle wyglądał świetnie. Ani pół kilograma nadwagi. Jak zwykle uśmiechnięty od ucha do ucha. Tryskał zdrowiem, optymizmem. Rzucał żartami. Wystarczył telefon i pomimo napiętego kalendarza zawsze znajdował czas na rozmowę. Uprzedzał: mam dwadzieścia minut, ale przyjedź. Przyjeżdżałem. Bardzo lubiłem te wizyty. Gabinet Zygmunta to kawał historii polskiego i europejskiego sportu. Wspólne zdjęcia z największymi gwiazdami krajowego i zagranicznego futbolu. Proporczyki, puchary, dyplomy, książki, albumy o tematyce sportowej. Gdy już zasiadaliśmy w głębokich fotelach, wiedziałem, że na dwudziestu minutach się nie skończy. Miałem na Zygmunta patent: wystarczyło wskazać na wybrany proporczyk lub zdjęcie dotyczące jego kariery lekkoatletycznej (uprawiał z sukcesami biegi na średnich dystansach w przemyskim Czuwaju) czy kariery sędziowskiej krajowej i międzynarodowej, a rozpoczynała się barwna opowieść.

Zygmunt wiele lat po zakończeniu kariery zawodniczej i sędziowskiej precyzyjnie odtwarzał najdrobniejsze szczegóły poszczególnych spotkań piłkarskich. Spalone, rzuty karne, reakcje poszczególnych zawodników, kibiców. Analizował mecze sprzed wielu lat tak, jakby to było wczoraj. W naszych rozmowach nie zabrakło wydarzeń trudnych. Puentował je w jeden sposób: nie mam sobie nic do zarzucenia.

Reklama

Nasze rozmowy zawsze przedłużały się. Wtedy Zygmunt wykonywał telefon do Ryśka lub Staszka (jednego z dwóch swoich braci). Obaj wiedzieli: w takich sytuacjach zarówno Hotel Albatros jak i przedsiębiorstwo przewozowe o tej samej nazwie stoją na ich głowie. Obie świetnie prosperujące przemyskie firmy Zygmunt stworzył od podstaw. Po drugiej kawie przechodziliśmy do tematu spotkania. –Biografię odłożę na inny termin – podsumował nasze spotkanie. Okazało się ostatnim.

Rano, 21 lipca, rozdzwoniły się w redakcji telefony. To prawda? Tak, prawda. O ciężkiej chorobie Zygmunta wiedziała tylko najbliższa rodzina. Trwała od kilku lat. Nikt, nawet osoby, z którymi Zygmunt się przyjaźnił, nie wiedziały o jego walce. Sposób bycia nie wskazywał na jego bardzo poważne problemy zdrowotne.

Reklama

Zygmunta poznałem ponad dwie dekady temu. Przy okazji organizowania przez nasza reakcję i Fundację Życia Podkarpackiego „Podaruj dzieciom radość” piłkarskich turniejów charytatywnych. Nigdy nie odmawiał pomocy. Darmowy transport dzieci z ubogich rodzin? Nie ma problemu. Darmowe miejsca hotelowe dla piłkarzy Legii Warszawa, Lecha Poznań, Górnika Zabrze, Wisły Kraków (takie ekipy między innymi przyjeżdżały na nasze turnieje)? Nie ma sprawy. Gościnne sędziowanie podczas turniejów? Z chęcią. Wspólnie z Zygmuntem pomogliśmy ponad 700 dzieciakom. Wspierał nie tylko nasze działania charytatywne. Razem też organizowaliśmy Bal Sportowca z okazji ogłaszanego przez naszą redakcję konkursu-plebiscytu na najlepszego sportowca roku? Jak najbardziej. Na balu spotykały się gwiazdy lokalnego i krajowego sportu.

Reklama

Zygmunta zapamiętam jako człowieka niezwykle pogodnego, przyjaznego, lubiącego ludzi. Skromnego. Był zawsze wsparciem dla żony, córek, braci, rodziny, przyjaciół. Kochał życie. Jego wielką pasją pozostał sport. Czynnie uprawiał tenis ziemny. Podróżował, a na parkiecie miał niewielu równych sobie tancerzy.

Zygmuncie, zapamiętam Twoje skupienie na porannych mszach u przemyskich franciszkanów w środku tygodnia. W bocznej nawie modliłeś się pewnie w wielu intencjach. Dzisiaj już wiem, że także w swojej.  

Reklama

Przemyski świat sportu i biznesu poniósł niepowetowana stratę. To banalne zdanie wieńczące zazwyczaj wszelkie pożegnania polega na głębokiej prawdzie człowieczego losu.

Żegnaj Zygmuncie.

Rodzinie: żonie, córkom, braciom wyrazy najszczerszego współczucia od koleżanek i kolegów z redakcji Życia Podkarpackiego i Fundacji Życia Podkarpackiego „Podaruj dzieciom radość”.

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 28/07/2025 10:17
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama