Rozmowa z Przemysławem Sadurą, socjologiem, profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, współautorem reportażu „Oby w naszym kraju. Gniew, żal i strach podlaskiego pogranicza”
https://krytykapolityczna.pl/kraj/obcy-w-naszym-kraju-podlasie-uchodzcy-stan-wyjatkowy-reportaz-badanie/
Jacy są Polacy?
– Z całą pewnością jesteśmy najbardziej spolaryzowanym społeczeństwem w Europie. Nie ma jednego społeczeństwa polskiego. Są co najmniej dwa walczące ze sobą obozy, a pandemia te podziały jeszcze bardziej pogłębiła.
Ale pewne stałe cechy mamy.
– Polaków cechuje duża nieufność do państwa i instytucji państwowych, ale zarazem [paywall]nieufność do siebie nawzajem. Jest to tak zwany niski kapitał społeczny. Pod tym względem wyróżniamy się nawet na tle krajów z naszej części Europy. Co więcej, to co Polacy jakoś pokochali, to nawzajem się nie lubić. Do tego stopnia, że podczas wyborów do urn ciągnie nas nie tylko przekonanie do partii, na którą głosujemy, ale też – bywa, że przede wszystkim – niechęć do zwolenników partii przeciwnej. A z drugiej strony nie ufamy też „innym”.
Czyli komu?
– Wszystkim „obcym”. Jesteśmy wobec nich ostrożni i nieufni. A przy dużej nieufności łatwo o to, żeby zaczęła się wyzwalać zbiorowa agresja. I jej objawy ostatnio obserwujemy coraz częściej.
Badania CBOS pokazują, że z największym dystansem odnosimy się do Arabów i Romów. Nie za bardzo lubimy też Rosjan i Ukraińców. Największą sympatią cieszą się Czesi, Słowacy czy Włosi. Dlaczego jednych lubimy, a innych nie?
– Zadałbym pytanie, czy w ogóle którąś z narodowości tak naprawdę lubimy. Żeby to wyjaśnić, trzeba sięgnąć do przyczyn historycznych. Nigdy nie było u nas silnych tradycji mieszczańskich, które sprzyjały rozwojowi, tolerancji i umacnianiu kosmopolityzmu. Jesteśmy społeczeństwem postchłopskim, którego specyfiką jest nieufność wobec „inności” i niechęć wobec „obcych”. Te cechy dodatkowo jeszcze zostały wzmocnione w czasach PRL-u, kiedy mieliśmy społeczeństwo dość monoetniczne, zamknięte w autorytarnym państwie. Dopiero wejście do UE, a wraz z nią wielka fala polskiej migracji było pierwszym na tak dużą skalę, masowym kontaktem z nowoczesnymi społeczeństwami wielokulturowymi. W ostatnich latach zetknęliśmy się z dużą migracją ukraińską do Polski. W ciągu niewiele ponad dekadę większość z nas doświadczyła diametralnej zmiany w obszarze kontaktu z „innymi”.
Stąd się biorą uprzedzenia?
– To tylko trochę wyjaśnia naszą nieufność. Tkwią w nas jeszcze pewne zakorzenione stereotypy.
Jakie?
– Posłużę się przykładem. Kilka lat temu prof. Michał Bilewicz, który kieruje Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW, poprosił ankietowanych, by na skali przedstawiającej ewolucję człowieka od małpy do homo sapiens zaznaczyli w różnych jej miejscach poszczególne nacje. Brzmi to drastycznie, ale była to przeniesiona na polski grunt skala wypracowana przez amerykańskich psychologów. Ustawiani najniżej w hierarchii, a więc najbardziej dehumanizowani przez badanych, byli muzułmanie. Ale, co ciekawe, jako najbliższych współczesnemu homo sapiens Polacy wcale nie wpisali siebie samych, tylko... Niemców.
Co to pokazuje?
– Że mamy potworne kompleksy względem Niemców, którzy w naszych oczach „reprezentują” cywilizację zachodnią. Z kolei czujemy wyższość wobec wschodnich sąsiadów. Obserwujemy też islamofobię, choć tak naprawdę w Polsce nie ma znaczącej społeczności muzułmańskiej. To uprzedzenie przypomina nasz antysemityzm bez Żydów. A do tego mamy jeszcze siły polityczne, które są zainteresowane tym, żeby podsycać te uprzedzenia i czynić z nich polityczny oręż.
Elity powinny dążyć do tego, by społeczeństwo z tą innością oswajać.
– Tego należałoby oczekiwać, bo przecież musimy być gotowi do sprawnego działania w zglobalizowanym i coraz bardziej wymieszanym kulturowo świecie. A jest inaczej. Dziś te elity cynicznie schlebiają najniższym instynktom, by jeszcze bardziej spolaryzować społeczeństwo. Największe zasługi w tym zakresie ma tu partia rządząca, ale i główna siła opozycji nie jest bez winy. Donald Tusk, który wrócił z Brukseli z hasłami walki moralnej, walki dobra ze złem. To też jest gra na polaryzację. Nie dość, że jesteśmy poróżnieni, to jeszcze dolewamy oliwy do ognia.
Polacy są lubiani na świecie?
– Mam wrażenie, że to kwestia zmienna. Dobrze to można przedstawić na podstawie stosunku Brytyjczyków do nas. Kontakt z Polakami migrującymi jeszcze przed akcesją do Unii, a więc nielegalnie, stworzył pewne negatywne stereotypy o nas.
Bo Polacy tylko kombinują, są od najgorszych robót.
– Z czasem jednak się okazało, że świetnie sobie radzimy na brytyjskim rynku pracy. Wśród migrantów było wiele dobrze wykształconej młodzieży. Opinia o nas bardzo się poprawiła. Jednak liczba przybyszów z Polski była na tyle duża, że zaczęło to budzić niepokój miejscowej ludności. Pojawiły się siły polityczne, które postanowiły użyć tego jako paliwa.
Straszyli Polakami?
– Dokładnie tak. Wykorzystała to część elit politycznych, która zaczęła napędzać antyunijną kampanię. Wśród Brytyjczyków zaczęły rosnąć antypolskie nastroje. W czasie badań prowadzonych w Wielkiej Brytanii tuż przed wyjściem z Unii osobiście doświadczyłem ksenofobicznych zachowań, choć wcześniej w czasie wielokrotnych wizyt byłem tam przyjmowany życzliwie. Podsumowując – coraz częściej pojawiają się siły polityczne, które grają strachem i budzą demony. I nie jest to polska specyfika, to zjawisko globalne. Chociaż my zachowujemy się tak, jakbyśmy chcieli zostać mistrzami świata w tej konkurencji. To jest bardzo smutne i niepokojące.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze