W ramach inauguracji XXXII Festiwalu Przemyskiej Jesieni Muzycznej na scenie Zamku Kazimierzowskiego wystąpiła Przemyska Orkiestra Kameralna prowadzona od pulpitu przez Piotra Tarcholika. W programie koncertu zabrzmiały trzy symfonie z wczesnego okresu twórczości Josepha Haydna, najstarszego z trójki tzw. klasyków wiedeńskich.
Symfonie o numerach 6, 7 i 8 (o niby programowych tytułach Poranek, Południe i Wieczór) reprezentują z jednej strony dojrzały styl klasyczny o ustalonej czteroczęściowej budowie, z menuetem w części trzeciej, z drugiej zaś strony są mocno osadzone w tradycji barokowej z elementami techniki koncertującej i basso continuo. Jeśli ktoś[paywall] chciałby się doszukać onomatopeicznych fraz wprost nawiązujących do odgłosów z życia codziennego, raczej nie nasyci zmysłów tak jak podczas słuchania chociażby Czterech pór roku Vivaldiego, gdzie odniesienia do zjawisk codziennych są czytelne nawet dla niewprawnego ucha. U Haydna doszukiwać się można raczej ogólnego klimatu bardziej pogodnego niż pochmurnego i burzliwego dnia. Wszystkie omawiane symfonie powstały w roku 1761, kiedy kompozytor rozpoczął służbę wicekapelmistrza na dworze książąt Esterházych, u których pracował później przez prawie 30 lat, awansując w 1766 r., po śmierci swojego dotychczasowego szefa Gregora Josepha Wernera na stanowisko pierwszego kapelmistrza.
Muzyka Haydna jest elegancka i wymagająca od wykonawców pewnej specyficznej muzykalności. Często sprawia wrażenie nieco nudnej i przewidywalnej, chociaż w dobrym wykonaniu mieni się szeregiem odcieni o nieograniczonej niemal palecie. Koncert zakończyła długa owacja, co niewątpliwie jest dowodem jednoznacznie pozytywnego odbioru dość ryzykownego pomimo pozornej prostoty programu.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze