Reklama

Konflikt na Jastrzębiej nie ma końca?

Ulica Jastrzębia na przemyskim Kruhelu Wielkim stała się podłożem poważnego sąsiedzkiego sporu konfliktu o fragment drogi. Sąsiadów bardzo wiele różni, ale co do jednego są zgodni: gdyby nie wieloletnie zaniechania miejskich urzędników, już dawno byłby spokój.

Pani Zofia Tatoń ma swoją mapę, pan Marian Kobielnik swoją. Według mapy pani Zofii sąsiad bezprawnie zagrodził połowę ulicy i przez to ona nie może dojechać do swoich trzech działek. Według pana Mariana wszystko jest w porządku, bo w tej sprawie zapadł już prawomocny wyrok sądu[paywall].

Czarno na białym

– Dysponuję mapą, na której czarno na białym stoi, że do moich terenów powinien być dojazd. Jestem właścicielką czterech działek. Do trzech nie mogę dojechać, bo sąsiad zagrodził. Po prostu na środku ulicy Jastrzębiej ustawił słupek i koniec. Cała sprawa ciągnie się jeszcze od momentu, kiedy należeliśmy do gminy Krasiczyn. Kiedy przeszliśmy pod miasto Przemyśl, obiecali, że wszystko zostanie uregulowane. Przyjechali, wymierzyli, wznowili granice i wyszło, że faktycznie sąsiad zagarnął nieswoje. Wbili graniczniki, ale sąsiad sam je przesunął. Potem raz okazywało się, że granica biegnie w jednym miejscu, drugim razem, że w innym. Zrobił się taki bałagan przez nieudolność urzędników, że szkoda gadać. Przyjeżdżali tu jeszcze kilka razy i nic z tego nie wynikło. Kiedy chciałam z jednym z tych panów porozmawiać, zaczął uciekać. Wiele razy byłam w wydziale geodezji i gospodarki mieniem. W tym pierwszym zauważyłam urzędnika, który przede mną uciekał. Skierował mnie do zastępcy naczelnika. Tyle że ta sama pani była wcześniej na Jastrzębiej i przyjechała tam samochodem mojego sąsiada. Uważam, że to celowe działanie tego pana, który nie chce, by mu tamtędy jeździć – wyjaśnia pani Zofia. – Nie dogadam się z nim. Mam jednak ogromne pretensje do służb w mieście, że nie potrafią tego załatwić! – dodała Z. Tatoń.

Reklama

Mieli im zinwentaryzować wszystkie działki

Pan Marian Kobielnik na dowód swoich racji pokazuje prawomocny wyrok sądowy. – Problem się zaczął w 1997 roku, kiedy nabyłem te działki od gminy Krasiczyn. Na początku nie było tutaj dojazdu, ale podpisałem u notariusza umowę z sąsiadem, że wyprostujemy działki tak, aby wilk był syty i owca cała. Ja przekazałem mu fragment terenu, on mi. Droga, o której mówi ta pani, w połowie należała wówczas jeszcze do gminy, w połowie do mnie. Są graniczniki. Gmina jednak oddała sprawę do sądu, bo – po interwencjach tej pani – uznała, że to nieprawda. Odbyła się rozprawa, zapadł wyrok, który jest prawomocny i przyznaje mi rację. Prawdę powiedziawszy, w tym momencie nie powinienem z tą panią dyskutować– opowiada pan Marian. – W 2000 roku Kruhel Wielki został włączony do miasta. Byłem w grupie inicjatywnej. W spisanej z panem prezydentem Chomą umowie widnieje jego zobowiązanie do przeprowadzenia kanalizacji, wodociągów oraz inwentaryzacji wszystkich działek na tym terenie. To nie było przeprowadzone od 1945 roku – kontynuuje. – Kiedy przybył tutaj miejski geodeta, przedstawiłem wyrok sądowy. Mierzą, mierzą, raz im wychodzi tak, innym razem tak. Okazało się, że granica mojej działki została przesunięta o trzy metry na moją niekorzyść. Podpisałem z miastem ugodę. W tej komisji uczestniczyła jednak pani praktykantka, której posesja sąsiaduje z moją działką. Po kilku miesiącach ocknąłem się, że źle zapisywała na mapie polecenia geodety. Dzwoni w tej sprawie do mnie przewodniczący zarządu osiedla, pan Zbigniew Górski, i mówi, żebym raz jeszcze sprawdził. Poszedłem do geodezji, a na mapie kreska ołówkiem jest nie tak postawiona! –przytacza zdarzenie pan Marian.
– W 2012 roku znowu przyszedł pan geodeta, aby dokonać stabilizacji graniczników. Zrobił to według tego, co widniało na prawomocnym wyroku sądowym. Myślałem, że sprawa się zakończyła. Po jakimś czasie przychodzi jednak pismo z miasta, abym usunął ogrodzenie i graniczniki, bo nieprawnie zagarnąłem grunt. Przecież to absurd! Za kilka miesięcy przyjechała pani z wydziału mienia, oceniła sytuację i dali mi spokój. Kilka miesięcy temu znowu przyszli. Znowu coś mierzyli, mówiąc, że będą wznawiać granice. Powiem szczerze, mamy z żoną tego dosyć – podsumował M. Kobielnik.

Zróbcie raz, a dobrze!

W przemyskim urzędzie miasta sprawa granic działek na ulicy Jastrzębiej jest obecnie rozpatrywana. Nikt chyba nie jest w stanie policzyć, który już raz.– 30 listopada bieżącego roku uprawniony geodeta przeprowadził wizję w terenie i na jej podstawie nastąpi wznowienie znaków granicznych, pięciu punktów. Wynika to z wniosku właścicielki działek położonych przy tej ulicy, złożonego do Zarządu Dróg Miejskich, która informowała, że jeden z sąsiadów dokonał przegrodzenia drogi. W przyszłym tygodniu geodeta powinien złożyć dokumentację w sprawie wznowienia granic działki – poinformował rzecznik prasowy magistratu Witold Wołczyk.


MG
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości