Reklama

Koszmarne nieporozumienie? Kobieta niesłusznie oskarżona o kradzież

27/06/2019 20:30

Niedopatrzenie, brak precyzji albo zaniechanie organów ścigania sprawiły, że przemyślanka, 45-letnia Beata G., została oskarżona o kradzież z art. 278 par. 1 kk, za co grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat.

Przed tygodniem pisaliśmy o sprawie Beaty G., która 30 maja 2019 r. została oskarżona o to, że 20 sierpnia 2018 roku, w czasie korzystania z bankomatu w jednym z przemyskich banków, zabrała w celu przywłaszczenia pieniądze z portfela pozostawionego na parapecie okna przez innego klienta. Kluczowym dowodem miało być nagranie z monitoringu i to, że tuż przed momentem kradzieży przez nieznaną kobietę ktoś dokonał w bankomacie transakcji za pomocą karty męża pani Beaty.

Nie przyznałam się

– W lutym zostałam wezwana na policję w celu złożenia zeznań – opowiada pani Beata.

– Zupełnie nie wiedziałam, o co chodzi, ale poszłam. Policjant pokazał mi nagranie z monitoringu, na którym do banku weszła kobieta, blondynka. Policjant zapytał: „czy pani widzi portfel?”. Gdyby nie to, sama bym go nie zauważyła. Potem widać było, jak ta kobieta brała pieniądze z portfela, który leżał na parapecie okna. Policjant zapytał się, czy to jestem ja. Odpowiedziałam, że nie, że to nie ja, bo nie jestem blondynką. Poza tym tamta kobieta miała okulary, a ja używam okularów tylko do czytania.

Kiedy policjant powiedział, że chodzi o dzień dwudziestego sierpnia ubiegłego roku, wyjaśniłam, że to niemożliwe, gdyż akurat w tym czasie na Kmieciach opiekowałam się wnuczką, bo córka wyjechała na wczasy do Chorwacji. Potem padło pytanie, czy mam konto w banku. Odpowiedziałam, że mam, ale dopiero od tego roku i nie byłam klientką tego banku. W maju byłam przesłuchiwana przez panią prokurator, która powiedziała, że jestem oskarżona o kradzież z portfela ponad dwóch tysięcy złotych. Nie przyznałam się, no bo jak, jeżeli ja niczego nie ukradłam.

Podałam jej adres córki i powiedziałam, że są świadkowie, którzy widzieli, jak przez dziewięć dni mieszkałam tam i opiekowałam się wnuczką. Pani prokurator zapytała mnie, czy na policji pokazywano mi zdjęcie tamtej kobiety z monitoringu. Potwierdziłam i dodałam, że tamta kobieta była blondynką, miała włosy zaczesane do tyłu, opaskę na głowie i okulary, a ja tak nie wyglądam. Na to pani prokurator powiedziała, że są niezbite dowody i jest pewna, że tamta kobieta to ja. Wtedy usłyszałam, że ponieważ nigdy nie byłam karana, jeżeli się przyznam dobrowolnie do winy, mogę liczyć na niższy wymiar kary. Tak jakby chciała na siłę mi to wmówić – relacjonuje pani Beata.

Reklama

Wątpliwości

Przygotowując materiał sprzed tygodnia, dysponowałem jedynie kopiami protokołu z przejrzenia zapisu monitoringu, obejmującymi czas od 11:48:56 do 11:57:34, dwoma zdjęciami z monitoringu, zeznaniami pani Beaty złożonymi przed prokuratorem, aktem oskarżenia oraz opinią biegłego z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji, który 17 kwietnia, po przeprowadzeniu badań, stwierdził, że materiał dowodowy nie pozwala na przeprowadzenie antroposkopijnych badań porównawczo-identyfikacyjnych i nie jest możliwe stwierdzenie, czy kobieta zarejestrowana na nagraniu monitoringu i Beata G., której wizerunek jest na zdjęciach porównawczych, to jedna i ta sama osoba.

21 czerwca Beata G. dostała z sądu płytę ze znacznie dłuższym fragmentem zapisu monitoringu, niż okazano jej i jej mężowi. Dopiero wtedy okazało się, że w protokole z przejrzenia monitoringu pominięto fakt, że o g. 11:53:20, w czasie, kiedy nieznana kobieta była już przy bankomacie, do banku wszedł siwy mężczyzna w białej koszulce, który o 11:53:37 w sąsiednim bankomacie dokonał transakcji, po czym opuścił bank. Był to mąż pani Beaty, który nie kryje oburzenia całą sprawą.

– Kiedy zostałem wezwany na policję, pokazano mi bardzo krótki film z monitoringu i pytano, czy rozpoznaję występującą w nim kobietę i czy to jest moja żona. Zaprzeczyłem, bo wcale nie była podobna do żony i powiedziałem, że żona nie mogła kiedykolwiek bez mojej wiedzy używać mojej karty. Często korzystam z bankomatu w tym banku, bo mam tam blisko. Ponieważ wybieram najczęściej tylko drobne kwoty, trudno było, żebym akurat pamiętał, co było dwudziestego sierpnia rok temu. Chciałem to sprawdzić, ale w filii banku nie było możliwe ustalenie dokładnej godziny, więc zwróciłem się do centrali instytucji. Dwa dni temu dostałem informację, że tego dnia dokonałem transakcji o jedenastej pięćdziesiąt trzy i trzydzieści siedem sekund. Potem, przeglądając większy fragment zapisu monitoringu, który sąd przysłał żonie, rozpoznałem na nim siebie. Uważam, że gdyby ktoś dokładniej przeanalizował nagranie albo gdyby od razu pokazano mi większy fragment zapisu, moja żona nie byłaby narażona na stres i nerwy, w dodatku tuż przed poważną operacją serca. Na pewno tego nie pozostawimy i złożymy sprzeciw od wyroku.

18 czerwca w sądzie rejonowym, bez przeprowadzenia rozprawy, zapadł wyrok nakazowy, w którym Beata G. została uznana winną. Wyrok jest nieprawomocny.


JS
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    xxl - niezalogowany 2019-06-27 21:06:49

    dobra zmiana PiS jest skuteczna we wmawianiu ludziom, że są ubekami i złodziejami.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    xxll - niezalogowany 2019-06-27 21:40:05

    Jak portfel i kasa i taka koszmarna pomyłka, to nie zdziwi mnie jak to będzie jakaś sędzia przemyskiego sądu. Oni jakoś dziwnie mają lepkie ręce. Dziecko by skojarzyło te dowody i wystawiło odpowiednie wnioski. Tutaj widać wyższa szkoła dochodzeniowa...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    M - niezalogowany 2019-06-27 23:03:54

    Typowe dla przemyskiej policji  zawsze  robia i pisza w swoich raportach co chca. 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama