W zwykły, roboczy dzień na parkingu przy placu Legionów trudno znaleźć wolne miejsce. Dopiero po południu robi się całkiem luźno. Przedpołudniowe godziny szczytu wykorzystuje kilku cwaniaków, którzy do mistrzostwa opanowali sztukę szybkiego i bezpiecznego zarobku.
Kobieta w granatowym fiacie jedzie powoli, rozglądając się za wolnym miejscem, wreszcie znajduje je i parkuje. Jeszcze dobrze nie zdążyła wysiąść z auta, a już, jak z pod ziemi, wyrasta obok niej mężczyzna w mocno sfatygowanej kurtce i bejsbolówce nasuniętej na oczy. Z daleka nie wiadomo, o czym rozmawiają. Widać tylko, że kobieta sięga do torebki i coś daje mężczyźnie. Wtedy ten znika pomiędzy samochodami. – Poprosił mnie o złotówkę na bułkę i obiecał, że za to popilnuje mi auta – opowiada kobieta. – Dałam, choć wiem, że zbierał pewnie na wódkę, bo śmierdziało od niego alkoholem. Bałam się, że jak nie dam, to z zemsty przejedzie mi gwoździem po karoserii – usprawiedliwia się. Inni też dają. Pewnie z tych samych powodów. Kobieta miała rację. Dwie godziny później mężczyzna w bejsbolówce razem z kumplem, schowani w bramie od strony Mickiewicza, pociągali coś z butelki.
Przy parkomacie od strony Ratuszowej kręci się mężczyzna w charakterystycznej kurtce z pomarańczowymi wstawkami. Raczej nie wygląda na menela, bezdomnego ani alkoholika. Czujnie obserwuje, co się dzieje na parkingu. W pewnym momencie opuszcza swoje stanowisko i podchodzi do kierowcy, który akurat zaparkował i otworzył bagażnik, żeby coś wyjąć. – Proszę o parę groszy na jedzenie, bo tak mi się w życiu ułożyło, że nie mam – zwraca się do kierowcy. Dostaje dwa złote. Dziękuje i odchodzi. W ciągu następnej godziny zaczepił w ten sposób czterech kierowców. Niektórzy odmawiali mu, radząc, żeby się zabrał za uczciwą pracę.
Skontaktowaliśmy się z policją i strażą miejską i okazało się, iż obawy kierowców, którzy dają mężczyznom parę groszy ze strachu przed uszkodzeniem samochodu, są bezpodstawne. W ciągu ostatnich kilku miesięcy nie zgłoszono ani jednego takiego przypadku. Oba parkingi objęte są miejskim monitoringiem i łatwo byłoby ustalić sprawcę uszkodzenia. Jeśli jednak ktoś czuje się zagrożony przez zbyt natarczywe nagabywanie o jałmużnę, powinien zgłosić o tym na policji lub w straży miejskiej.
Kodeks wykroczeń mówi, że jeżeli ktoś żebra w miejscu publicznym, a posiada środki materialne niezbędne do egzystencji lub jest zdolny do pracy, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1500 złotych albo karze nagany. Tylko jak udowodnić, że mężczyzna z parkingu ma środki materialne niezbędne do życia, a zdolny do pracy może i jest, tylko pracy nie ma. Żeby nikt nie zarzucił, że prawo jest zbyt restrykcyjne, mówi ono, że jednorazowe zwrócenie się o wsparcie w nagłej potrzebie nie jest żebractwem. Natomiast za żebranie w miejscu publicznym w sposób nachalny, natarczywy lub oszukańczy, na przykład udając kalekę, grozi nawet areszt.
Problem parkingowych wyłudzaczy istnieje nie tylko w Przemyślu. Niedawno w internecie pojawiła się informacja o tym, że w Rzymie ekipa filmowa kręcąca zdjęcia do filmu Spectre wypłoszyła z ulic ludzi, którzy w bardzo natarczywy sposób domagali się od kierowców haraczu za możliwość zaparkowania. Może by tak zaprosić filmowców do Przemyśla.
Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w wynikach Google? Dodaj nasz portal do swoich preferencji wyszukiwania!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze