Zgromadzenie Sióstr Świętego Feliksa z Kantalicjo Prowincji Matki Bożej Częstochowskiej w Przemyślu od wielu lat prowadzi kuchnię dla bezdomnych i ubogich, którą zawiaduje siostra Gabriela. Każdego dnia, od poniedziałku do piątku, z kuchni korzysta kilkadziesiąt osób. Siostra Gabriela zna każdą z nich, jej choroby, kłopoty i trudne, zawikłane historie. Niedawno zauważyła, że od trzech tygodni Wiesiek nie przychodzi na zupę.
Często zdarza się, że podopieczni siostry Gabrieli znikają na kilka dni albo na zawsze, ale ona zawsze stara się interesować ich losem i dopytuje o nich ich znajomych. Tak też było w przypadku Wieśka.
– Nie miałam z nim żadnych kłopotów. Od dłuższego czasu nie pił. Wiedziałam tylko, że mieszka gdzieś przy ulicy Piotra Skargi, w jakimś garażu, który udostępniła mu sąsiadka, ale nie wiem dokładnie, gdzie to jest – opowiada siostra Gabriela.
– Zaczęłam się o niego martwić i[paywall] rozpytywać wśród jego kolegów, co z nim się dzieje. Jeden z nich, Piotrek, powiedział, że nosi zupę Wieśkowi, który nie może przyjść sam, bo mu nogi odmówiły posłuszeństwa. Pomyślałam, że koniecznie trzeba mu jakoś pomóc i zadzwoniłam do straży miejskiej.

fot.Jacek Szwic
Siostra Gabriela przyszła do Wieśka z zupą.
– To nie jest pierwszy raz, kiedy na prośbę siostry Gabrieli komuś pomagamy – mówi Jan Geneja, komendant Straży Miejskiej w Przemyślu.
– Strażnik pojechał na Piotra Skargi i ustalił, że pięćdziesięciojednoletni bezdomny, Wiesław K., mieszka w starym, zrujnowanym garażu na podwórku jednej z kamienic. Strażnikowi przyznał, że coś stało mu się z nogami, nie może chodzić i tylko kolega przynosi mu jedzenie. Mówił, że jakiś czas temu był w szpitalu, ale to nie pomogło. Ponieważ naszą dewizą jest „służyć społeczeństwu lokalnemu”, zajęliśmy się tym przypadkiem. Na początek udało się załatwić prosty wózek inwalidzki, żeby pan Wiesław chociaż sam mógł dojechać do sióstr na zupę albo załatwić swoje najpilniejsze sprawy. Zadzwoniłem też do dyrektora Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, opowiedziałem mu o wszystkim i na drugi tydzień zobaczymy, co się da z tym zrobić, żeby temu człowiekowi jakoś pomóc, bo w tym stanie nie przeżyje zimy.
W ubiegły piątek przed kamienicą przy Piotra Skargi zaparkował radiowóz Straży Miejskiej w Przemyślu i strażnik wyładował wózek. Przyjechała też siostra Gabriela, która chciała zobaczyć, co się dzieje z Wieśkiem i przywiozła mu zupę.
W załomie podwórka, w rozsypującym się garażu Wiesiek urządził sobie lokum. W półmroku ledwo widoczny stary tapczan, jakieś łachy wiszące na gwoździu wbitym w ścianę i mnóstwo rupieci.
Ciasno tak, że nie można było podjechać wózkiem do legowiska i strażnik musiał usunąć jakieś wiadra i plastikową miednicę. Zarośnięty i wymizerowany Wiesiek z trudem zwlókł się z tapczanu. Podpierając się kulą, przesiadł się na wózek i przy pomocy strażnika wyjechał z garażu.
Przejechał się kilka metrów po podwórku i stwierdził, że ma silne ręce i z wózkiem da sobie radę, a w razie czego poprosi kolegę o pomoc. Dobre i to na początek, bo w tej chwili jeszcze nie wiadomo, jak potoczą się dalsze losy Wieśka, ale na pewno nie zostanie bez pomocy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze