Reklama

Leoncina – straszne miejsce

18/11/2015 17:03

Trzy tygodnie temu, w artykule „Kto wydał dwadzieścia pięć osób na śmierć”, opisałem historię rodziny Kurpielów, którzy w 1944 roku zapłacili życiem za to, że w folwarku Leoncina ukrywali 25 Żydów, których natychmiast po znalezieniu Niemcy na miejscu rozstrzelali. Istnieją dwie wersje na temat tego, kto doniósł, ale jak było naprawdę, dzisiaj już trudno dociec.

Kilka dni po publikacji zadzwonił Tadeusz Stawarz i powiedział, że jako dziewięcioletni chłopak bywał w folwarku Leoncina przed i niedługo po egzekucji i dużo pamięta.

– Moja rodzina w tysiąc dziewięćset czterdziestym czwartym roku uciekła z Wołynia, bo wiadomo, co tam się działo. Przyjechaliśmy do Tarnawiec, które wtedy były zrujnowane i popalone – opowiada T. Stawarz[paywall]. – Mieszkaliśmy niedaleko folwarku, więc jeszcze przed tą tragedią, dwa albo trzy razy byłem w nim, ale wtedy nie miałem pojęcia, że tam się ukrywają Żydzi. U Kurpielów służyła Maria Kochanowicz z Tarnawiec, która zmarła kilka lat temu. Ona pomagała Kurpielowej w gospodarstwie i między innymi robiła zakupy w Przemyślu. Moja mama uważała, że Marię ktoś namierzył, kiedy kupowała więcej żywności i doniósł Niemcom. 

– Trochę później razem z innymi chłopakami poszliśmy do folwarku, tam, gdzie się ukrywali Żydzi. Razem z innymi wszedłem do tego podziemnego bunkra, co był zrobiony pod stajnią. To było pomieszczenie szerokości niecałych dwóch metrów, długie na kilka metrów i niskie, że głowę trzeba było schylać. Całe wyłożone belkami. Pamiętam też dwa albo trzy żarna do mielenia zboża, które tam były. Pod ścianami stały drewniane ławy, które pewnie służyły za prycze do spania, bo jeszcze słoma na nich leżała. Były też prymitywne siedziska, widocznie do odpoczynku. Nie tylko myśmy tam zaglądali. Inni też tam chodzili. Ludzie nawet opowiadali, że jeden z Krzemieńca znalazł pod żarnami złote monety schowane przez Żydów. Wiedzieliśmy też, że kilkaset metrów od domu Kurpielów rozstrzelali Żydów i tam ich zakopali, ale tam nikt nie chodził, bo to było straszne miejsce.

Reklama

Później w domku Kurpielów zamieszkał staruszek. Stelmach się nazywał i mówili, że jest zaklinaczem węży.

Nie wszyscy zginęli

Okazało się, że dwóch młodych Żydów uciekło podczas egzekucji. Jeden przez kilka dni wałęsał się w pobliżu tego miejsca, gdzie rozstrzelali jego rodzinę, a drugi nazajutrz rano natknął się na moją matkę. Mógł mieć może z dwanaście, najwyżej czternaście lat. Mama zabrała go do nas i ukrywał się w sianie na strychu przybudówki. Doczekał u nas do wyzwolenia, ale czasy były niespokojne, różni ludzie tu mieszkali i dalsze ukrywanie go nie było bezpieczne. Którejś nocy mój starszy brat, Franciszek, wyprowadził go do Niżankowic, gdzie podobno miał jakichś krewnych. Potem już nie mieliśmy z nim kontaktu. Po jakimś czasie dowiedzieliśmy się, że w Krasiczynie Fedykowa ukrywała drugiego Żyda, który po kilku tygodniach pojechał od niej do Stryja, skąd pochodził, a potem do Mielca. Jak się później dowiedziałem, to był Zbigniew Messner, który w latach osiemdziesiątych był prezesem Rady Ministrów. Fedykowa, która jeździła do niego do Warszawy, opowiadała, że mówił do niej mamunciu. Opowiadam o tym, bo żyje coraz mniej ludzi, którzy to pamiętają, a takie historie nie powinny być zapomniane – kończy T. Stawarz


JS
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Pamiętamy - niezalogowany 2021-04-04 09:27:31

    To prawda! 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości