Nie ma kompromisu w sprawie planowanej likwidacji czterech szkół w gminie Orły. Rodzice nie dali się przekonać argumentom władz. Zdaniem wójta jedynym ratunkiem mogłoby być tylko podniesienie podatków.
Zgodnie z podjętymi 7 lutego uchwałami szkoły w Nizinach i Walawie mają się stać filiami szkoły w Małkowicach, Trójczyce filią placówki z Drohojowie, a Zadąbrowie – filią szkoły w Orłach. W każdej z likwidowanych szkół mają funkcjonować klasy od 1 do 3.
Ostatnie dwa tygodnie to czas spotkań władz gminy z mieszkańcami wsi, w których ma nastąpić reorganizacja[paywall]. Na początku skarbnik gminy Teresa Oczkoś wyjaśniała ekonomiczne powody zmian. Tłumaczyła, że subwencje nie starczają na utrzymanie szkół i gmina z roku na rok musi coraz więcej dopłacać z własnego budżetu. Podkreślała m.in., że pieniądze ze sprzedaży mienia gminnego nie mogą zostać wydane na wydatki bieżące (a takim jest utrzymanie szkół), a wyłącznie na inwestycje.
Skarbnik gminy zauważyła, że stosunek liczby uczniów do liczby urodzeń wynosi 87 procent. Do szkół w gminie Orły uczęszczają również dzieci z innych gmin, a to oznacza, że wielu rodziców posyła swoje dzieci do placówek poza gminą. Każdy stracony uczeń to stracona subwencja. – Nauczyciele nie mają za dużych zarobków. To my mamy za mało uczniów – stwierdziła T. Oczkoś.
Podobnie argumentował wójt Bogusław Słabicki. – Minister nie daje za mało. Mamy za gęstą sieć szkół – powiedział. Wyjaśniał, że pod względem finansowym optymalna liczebność klasy to 24 uczniów. – Gdybyśmy mieli 18 albo chociaż 15 dzieci w klasie, to nie byłoby tematu. A mamy 7 – 8 dzieci – mówił.
B. Słabicki podkreślił, że mimo lokalnej reformy, gmina nadal będzie dopłacać do szkół ok. 4 mln zł. W przeciwnym razie byłoby to ok. 5,5 mln.
Jarosław Dyrda, przewodniczący komisji oświaty w radzie gminy zaznaczył, że gdyby gmina chciała faktycznie zaoszczędzić, to zlikwidowałaby nawet klasy 1 – 3. Wójt zapewniał, że te oddziały do końca kadencji nie zostaną zlikwidowane, pod warunkiem, że rodzice będą do nich posyłać dzieci, a nie wywozić do szkół poza teren gminy. – Za pięć lat będzie nowa rada, więc nie możemy obiecać, co będzie dalej – powiedział otwarcie.
B. Słabicki podkreślał, że likwidacja nie jest wynikiem nieudolności władz gminnych, ale spadkiem liczby uczniów o 232.
Takie obietnice rodzice przyjmują z dużą rezerwą. W Trójczycach mieszkańcy wypominali wójtowi, że w czerwcu 2018 r. zapowiedział budowę namiotowej sali gimnastycznej oraz zapewnił nienaruszalność szkoły za „oddanie” do innych miejscowości klas 7 – 8. Teraz uważają, że były to puste obietnice przedwyborcze.
W odczytanym oświadczeniu rodzice stwierdzili, że władze gminy „traktują edukację naszych dzieci tak samo jak sprzedaż gruntów, remont drogi czy budowę sieci wodociągowo-kanalizacyjnej”. Rodzice podkreślili, że często muszą wyjeżdżać za pracą, ale dzięki dobrym nauczycielom dzieci są w dobrych rękach, mogą liczyć na wsparcie i nie tracą poczucia bezpieczeństwa. „Czy harmonijny rozwój dzieci to pozycja w budżecie gminy? Czy zaoszczędzone pieniądze na edukacji naszych dzieci dadzą gwarancję na poprawę finansową gminy?” – napisali rodzice.
Z kolei rada pedagogiczna w swoim oświadczeniu określiła za poniżające argumenty za likwidacją szkoły ze względu na „wyrównywanie szans edukacyjnych i tworzenie optymalnych warunków do rozwoju uczniów”. Nauczyciele i pracownicy stwierdzili, że szkoła jest jedynym ośrodkiem kulturalnym w miejscowości.
Szkoły broniła też wieloletnia nauczycielka i założycielka Szkolnego Zespołu Ludowego Ziemi Przemyskiej „Trójczyce” Renata Nemeczek-Budzyńska. – Te dzieci rozsławiały nie tylko swoją wieś i szkołę – mówiła. – I wy chcecie teraz tę szkołę likwidować? Wy macie Boga w sercu? Ludzie! – mówiła, nie kryjąc emocji.
Rodzice podkreślali, że oni i ich dzieci nie są winni takiej, a nie innej subwencji i sytuacji materialnej. Radni odpowiadali, że oni również. – Musimy się stosować do głupich przepisów, które są – powiedziała przewodnicząca rady Małgorzata Hawro.
Ze strony przedstawicieli władz gminy kilkukrotnie padała sugestia, aby mieszkańcy zaproponowali inne rozwiązanie pozwalające na ratowanie gminnego budżetu. Żadnego pomysłu jednak nie znaleziono. Jak powiedział wójt, jedynym rozwiązaniem – innym niż reorganizacja oświaty – jest podniesienie podatków.
Likwidacja szkół nie jest jeszcze przesądzona, choć wszystko zmierza ku realizacji tych planów. Tzw. konsultacje z rodzicami były raczej próbą przekonania ich do racji urzędu. Rodzice obstają jednak przy swoim. Kompromisu brak. Wszystko wskazuje na to, że ostateczna decyzja będzie uzależniona od kuratorium oświaty.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Czyli reasumując ,mieszkańcy gminy zapłacą wyższe podatki po to żeby nauczyciele dostali swoje 1000 zł podwyżki o które walczą a które rozkładają finansowo szkoły .Czyli zyskają nauczyciele według starej sentecji - Duobus litigantibus tertius gaudet
jak dla mnie sprawa jest prosta likwidować i to te klasy od 1- do 3 też, gdyby to zostało zrobione 4 lata temu to dzisiaj rozumiem że minimum zostało by w gminie 6 mln zł !!!! i to jest skandal i to straszny rozrzucamy pieniądze jak by sobie rosły na drzewach . Za takie coś w spółkach prywatnych prezes jakieś trafił by dawno do paki za nie gospodarność !!!!! I proszę nie mówcie że dojazdy to taka tragedia bo często autobus odwozi dzieci maksymalnie 100 metrów od miejsca zamieszkania a tak dziecko często musi zawalać 1 km na nogach do domu
I pomyśleć tylko,że nasz region w przeszłości zagłębie analfabetów postanowił zaborca niłościwie nam panujący Cesarz Franciszek Józef oświecić.Z kasy cesarskiej przeznaczył wybudował w każdej gminie Galicji szkoły powszechne.Niektóre funkcjonują do dzisiaj.A my też wnosimy własny wkład w oświecenie naszej młodzieży likwidując szkoły też powszechne szczególnie na wsi.Powstanie nowe zagłębie głąbów i ich świetlana przyszłość już jest widoczna na horyzoncie. Polak potrafi.
strasznie głupi komentarz pisze Pan tak jak by likwidowano szkoły i kazano dzieciom siedzieć w domu :-) Cesarz Franciszek nie tworzył szkół dla 7 dzieci tylko dla większej grupy bo ich po prostu nie było
Bezsensowny ten cytat w tej sytuacji......
Miłościwie nam panujący Franciszek Józef likwidował tępotę umysłową na wsi.Nie tylko budował szkoły ale jeżeli dziecko nie chodziło do szkoły to rodzice musieli płacić podatek dla gminy.Był tak wysoki,ze dzieciaki chodziły do szkoły.A tam inny świat im dotychczas nieznany.Obecne władze natomiast są zainteresowane tępotą w swoim regionem.Podobno przez kasę.Można znaleźć inny pretekst np gromadzący się kurz na oknach szkoły itd.Pretekst zawsze się znajdzie.Im bardziej prymitywne środowisko tym więcej pretekstów by nic nie robić
I bardzo dobrze nierentowne placówki wymagajace sporych nakładów finansowych powinny byc likwidowane na rzecz nowych dzieci na tam nie ucierpia na pewna sa wygorowane ambicje ich czasami nie do końca madrych rodziców tak ja jestem za likwidacja tych malych przynoszacych straty gminie szkół
A jaki jest sens utrzymywać szkoły w których jest więcej nauczycieli niż uczniów? Koszty utrzymania obiektów, pomocy naukowych i pensji ogromne. Poziom nauczania dyskusyjny.
Panie Kornel jak pan nie widzi zależności pomiędzy w/w sytacją a tą sentencją to mogę panu tylko współczuć .
Małomiasteczkowość okoliczna wypowiadająca się na temat myślących inaczej ludzi gminy...niebywałe.... Cóż...kiedy my mówimy A barany mówią Bee... ;)
Ludzie. Zlikwidować bez gadania. Na jakim poziomie będzie wasze dziecko jak ukończy taką szkołę. Robicie krzywdę dzieciom. Poślijcie je do dużej dobrze wyposażonej szkoły. Tam będzie wyższy poziom edukacji.
Gmina robi co moze. W tej sytuacji utworzenie szkol filialnych to najlepsze rozwiazanie. Nie dajmy sie dluzej omamiac nauczycielom im chodzi tylko o wlasne dobro a dobro naszych dzieci zostalo gdzies daleko , daleko. Zreszta widac jak w ostatnim czasie sie angazuja i przesciguja w pisaniu petycji, ktore jakos chyba przez przypadek sa podobne do tych z internetu. To zapewne przypadek. Jednak liczba dzieci w niektorych klasach to nie przypadek gdyz wielu rodzicow juz teraz zabieralo dzieci z tych szkol a bedzie jeszcze gorzej gdy gmina bedzie musiala polaczyc wiecej godzin. Tylko nie rozumiem dlaczego za takie same a nawet mniejsze pieniadze musza pracowac naiczyciele szkol miejskich gdzie w klasach jest po 30 dzieci.
Zgadzam sie . Zlikwidowac i dac dzieciom szanse na lepsze warunki.
Jeżeli kurator nie wyrazi zgody na zmiany w szkołach to za rok dwa sprawa powróci i będzie w gminie sytuacja gdzie z powodu zdłużenia komisarz polikwiduje te właśnie szkoły i nie będzie potrzebował na to zgody kuratora .Wtedy obudzą się ci protestujący bez szkół i z prawdopodobnie podwyższonymi podatkami bo komisarz będzie musiał gmine wyciągnąć z długów i to zapewne zrobi ale pomiekąd z kieszeni mieszkanców .
No nie wiem, jakie efekty przynosi nauka w przepełnionych klasach, w szkołach molochach, gdzie nauczyciele nawet nie pamiętają imion swoich dzieci. O problemach z dyscyplina a lekcjach, przemocy rówieśników (fizycznej, psychicznej, werbalnej) na przerwach nie wspomnę. Szkoda, ze nie wszyscy doceniają wyjątkowość małych szkół.
Sa wyjatkowo drogie i tyle z wyjatkow.
za kilka lat ta szkoła i tak pozostanie pusta, coraz mniej dzieci sie rodzi a wydatki na utrzymanie szkoly i pensje dla nauczycieli sa kolosalne, zamknac obiekt, wyburzyc i posadzic kukurydze
Malomiasteczkowosc , slyszalem, ponoć tam podprowadzaja znajomym biznesy
Czyli reasumując ,mieszkańcy gminy zapłacą wyższe podatki po to żeby nauczyciele dostali swoje 1000 zł podwyżki o które walczą a które rozkładają finansowo szkoły .Czyli zyskają nauczyciele według starej sentecji - Duobus litigantibus tertius gaudet
a
jak dla mnie sprawa jest prosta likwidować i to te klasy od 1- do 3 też, gdyby to zostało zrobione 4 lata temu to dzisiaj rozumiem że minimum zostało by w gminie 6 mln zł !!!! i to jest skandal i to straszny rozrzucamy pieniądze jak by sobie rosły na drzewach . Za takie coś w spółkach prywatnych prezes jakieś trafił by dawno do paki za nie gospodarność !!!!! I proszę nie mówcie że dojazdy to taka tragedia bo często autobus odwozi dzieci maksymalnie 100 metrów od miejsca zamieszkania a tak dziecko często musi zawalać 1 km na nogach do domu