Reklama

Lodówki dobra znikły z miejskiej przestrzeni. Dlaczego nie podjęto próby uratowania projektu? [ZDJĘCIA]

Zamieszczony niedawno przez władze miasta Jarosławia na FB wpis, informujący o decyzji podjętej w sprawie projektu „Lodówki dobra”, zelektryzował mieszkańców i wywołał burzę w sieci. „Jak można likwidować coś, co jest dobre? Prościej jest oddać lodówki, które miały służyć ludziom w potrzebie, niż poświęcić czas, by funkcjonowały zgodnie z wymaganiami” – pisali jedni. – Taki pomysł w wielu miejscach w Polsce funkcjonuje, ale tu się nie da – wskazywali inni. Z pytaniem o powody zamknięcia projektu i realne szanse na jego powrót zapytaliśmy w jarosławskim urzędzie miasta.

Wracając do początków funkcjonowania inicjatywy w mieście, warto przypomnieć, że stał za nią klub Wspólnie Zmieniajmy Jarosław. O pomyśle tym – szerzącym ideę dzielenia się jedzeniem z potrzebującymi – pisaliśmy w kwietniu br. Pierwsza lodówka dobra stanęła jesienią 2022 roku pod Domem Seniora przy placu Mickiewicza. Na wiosnę 2024 roku uzupełniło ją kolejnych sześć. 21 tys. zł na ich zakup zabezpieczono w miejskim budżecie na 2024 rok właśnie na wniosek klubu Wspólnie Zmieniajmy Jarosław. Od kwietnia br. na terenie Jarosławia funkcjonowało więc 6 takich lodówek, zlokalizowanych: przy Szkole Podstawowej nr 9, Szkole Podstawowej nr 4, Szkole Podstawowej nr 2, Szkole Podstawowej nr 5, Szkole Podstawowej nr 1, Szkole Podstawowej nr 10 oraz siódma – czyli ta ustawiona niecałe 2 lata wcześniej pod Domem Seniora przy placu Mickiewicza.

Jak przypomniały obecne władze miasta, w marcu br. realizację inwestycji dotyczącej 6 lodówek rozpoczęto podpisaniem umowy pomiędzy Gminą Miejską Jarosław, reprezentowaną przez ówczesnego wiceburmistrza Wiesława Pirożka a Jarosławskim Przedsiębiorstwem Komunalnym. Wskazywała ona zakres prac, który obejmował zakup, dostawę i montaż 6 lodówek we wskazanych lokalizacjach oraz wykonanie obudowy i oklejenie ich folią. Nadzór nad realizacją projektu z ramienia samorządu pełnił Wydział Infrastruktury Technicznej.

Reklama

Sanepid zainteresował się po przeszło 2 latach?

– Już pierwsza lodówka ustawiona w mieście spotkała się z bardzo dobrym odbiorem. Ludzie chętnie przynosili jedzenie. Najwięcej w okresie świątecznym i weekendy. Sami, jako przedstawiciele klubu, też często woziliśmy tam żywność, bo zależało nam, by pomysł się przyjął – mówi radny Jarosław Litwiak[paywall].

– Lodówką opiekowała się osoba z Domu Seniora. Przez cały ten czas aż do teraz nikt nie mówił o kwestach sanitarnych. Zresztą był wywieszony szczegółowy regulamin określający zasady użytkowania lodówki i to, co można w niej umieszczać. Ówczesne władze miasta przychyliły się do naszej prośby, by pomysł rozszerzyć na inne dzielnice. Lodówki stanęły więc przy szkołach. Potem projekt pilotowało miasto, nie nasz klub. Wydawało się, że bliskość szkół to bardzo dobre rozwiązanie, bo ktoś z placówki będzie tam mógł codziennie zajrzeć. Co więcej w szkołach są stołówki, mają tam wszelkie konieczne badania sanitarne. Dziwne jest dla nas to, że przez praktycznie 2,5 roku sanepid się nie zainteresował tematem, mimo że pomysł był mocno nagłośniony w mediach. Stało się to dopiero teraz, po zmianie władzy... My nie dostaliśmy żadnego sygnału, żeby ktoś się zatruł jedzeniem pozostawionym w lodówkach – mówi.

Reklama

– Faktycznie, może nie w każdej lodówce i nie codziennie było jedzenie, ale ktoś zawsze mógł tam coś zanieść, a kto inny wziąć. Za chwilę idą święta, ludziom zostanie sporo żywności i nie będzie komu jej oddać – dodaje.

– Myślę, że warto było się spotkać, porozmawiać i ewentualne niedociągnięcia poprawić. Dla chcącego nic trudnego. W szkołach wyznaczyć kogoś, kto mógłby doglądać tych produktów. A tak krótkim cięciem pogrzebano fajną inicjatywę, która z powodzeniem funkcjonuje w innych miastach, np. w Przeworsku, co pokazuje, że wymogi sanepidu da się spełnić. Pomysł lodówek społecznych realizuje chociażby Stowarzyszenie Polska 2050 – podaje przykład.

Reklama

Miasto: Zgubiono zdrowy rozsądek, ryzykując bezpieczeństwem

Jak udało się nam ustalić, lodówki dobra w mieście funkcjonowały niejako poza kontrolą, bowiem w dokumentacji Urzędu Miasta Jarosławia nie odnaleziono żadnego dokumentu świadczącego o opiniowaniu czy uzgodnieniach projektu na linii PSSE w Jarosławiu – UM Jarosław.

– Być może taki stan trwałby do dzisiaj, gdyby nie zgłoszenie od rodzica ucznia jednej ze szkół, pod którą posadowiono lodówkę. Wynikało z niego, że dzieci chłodzą w niej napoje energetyczne. Fakt ten zmusił urząd do zajęcia się problemem, w tym przeanalizowania dokumentacji – odniosła się do tematu zastępca burmistrza Jarosławia Patrycja Lachnik.

Reklama

Był to moment przełomowy w sprawie, ponieważ nie udało się znaleźć żadnego dokumentu, który poświadczyłby, że na etapie wprowadzania projektu zadbano o bezpieczeństwo sanitarno-epidemiologiczne osób korzystających z zamieszczanych w lodówkach posiłków. Z dostępnych nam źródeł wynika, że nie uzgodniono projektu z Państwowym Powiatowym Inspektorem Sanitarnym w Jarosławiu ani nie wyznaczono osób, które odpowiadałyby za czystość lodówek i zamieszczane w nich posiłki, w tym terminy produkcji i przydatności do spożycia. Dodatkowo część lodówek, które posiadały przecież przeszklone drzwi, stała w pełnym słońcu.

Urząd Miasta Jarosławia wystąpił więc do jarosławskiego sanepidu z prośbą o wydanie opinii w zakresie spełniania wymogów sanitarno-epidemiologicznych przez projekt „Lodówki pełne dobra – w każdej dzielnicy”, a ten zlecił kontrolę.

Reklama

– W konsekwencji nie otrzymaliśmy pozytywnej opinii dla funkcjonowania projektu. Trudno nam wytłumaczyć, co spowodowało zaniedbania na etapie wprowadzania lodówek. Brak nadzoru nad ich zawartością mógł skutkować zatruciem, a nawet śmiercią osób korzystających z posiłków, czyli: niewłaściwe oznaczenie składu i alergenów (wstrząs anafilaktyczny), złe przechowywanie, za wysoka temperatura, brud, przeterminowanie, ewentualne skażenie żywności bakteriami – wyliczyła Patrycja Lachnik.

Podkreśliła, że odpowiedzialność za ewentualne skutki zaniedbań w postaci zachorowania czy nawet zgonu spoczywa na burmistrzu, który nie dochował przepisów związanych z bezpieczeństwem żywności, wprowadzając bezkrytycznie lodówki do funkcjonowania na terenie miasta.

Reklama

Uczniowie chłodzili w lodówkach energetyki

Miasto dodało również, że zanim zapadła decyzja o zamknięciu projektu i przekazaniu ich do miejskich szkół i przedszkoli, przeprowadzano ich przeglądy.

– Ani razu nie stwierdzono pozostawienia posiłku w którejś z lodówek. Stwierdzono natomiast chłodzenie przez uczniów napojów, pozostawianie w nich pustych butelek, suchego chleba, nadgryzionych kanapek i brudu. Niektóre lodówki były wyłączone, jedna okazała się zepsuta, a dwie wskazywały wewnątrz niewłaściwą temperaturę – wyliczyła zastępca burmistrza.

Reklama

– Nikt nie podważa celowości tej inicjatywy ani słuszności wprowadzenia projektu, negujemy jedynie sposób, w jaki go wprowadzono, nie zważając na bezpieczeństwo mieszkańców, do których projekt był kierowany. Uważamy, że takie projekty powinny mieć swoje miejsce w przestrzeni socjalno-społecznej miasta, ale wydaje się zasadne, aby funkcjonowały na bazie podmiotów lub organizacji, które na co dzień zajmują się żywieniem i realizują zadania związane z obrotem żywności, a więc są przystosowane do spełniania norm i przepisów w tym zakresie. Czy dobrym rozwiązaniem byłoby obarczenie pracownika urzędu lub szkoły odpowiedzialnością za nadzór nad zamieszczanymi w lodówkach posiłkami? Na jakiej podstawie i jakimi narzędziami mógłby prowadzić ich kontrolę? – stawia pytania.

Władze miasta podnoszą, że Klub Radnych Razem Zmieniajmy Jarosław w sposób krzywdzący dla urzędu podgrzewa temat w mediach społecznościowych.

Reklama

Wskazują też na koszty funkcjonowania projektu, jaki będą musiały ponieść szkoły i przedszkola.

– Zgodnie ze specyfikacją roczne zużycie prądu dla jednej lodówki to 744kW, co daje ok. 573 zł, zatem cały projekt daje kwotę 4 tys. zł na rok. Taki koszt jest niewspółmiernie wysoki do efektów, jakie przynosił projekt, a co zostało opisane w protokole PSSE w Jarosławiu – informuje zastępca burmistrza, podpierając się danymi z ustaleń sanepidu (dane ujęte w protokole wskazują, że pracownicy i dyrektorzy szkół i przedszkoli, przy których zlokalizowane są lodówki, oświadczyli, że albo nie zauważyli umieszczania w nich produktów żywnościowych (3 na 7 przypadków), albo w niewielkich ilościach (3 na 7 przypadków), w jednym przypadku pozostawiono żywność jeden raz).

Reklama

Wygląda więc na to, że miasto raczej nie bierze pod uwagę możliwości wskrzeszenia projektu po spełnieniu kwestii bezpieczeństwa. Taka deklaracja, w odpowiedzi na nasze pytanie, nie padła.

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 20/10/2024 16:19
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama