Przy wałach przeciwpowodziowych nad Wiarem w Przemyślu pojawiły się tabliczki zakazujące wejścia i poruszania się po nich. Fakt ten zaniepokoił mieszkańców tamtych rejonów miasta, którzy odczytują je jako zakaz spacerowania po wałach. Okazuje się, że tabliczka, zamiast pełnić funkcję informacyjną, stała się dezinformacją.
Jeszcze na początku stycznia br. (!) w Dzienniku Ustaw ukazało się rozporządzenie ministra środowiska, określające, jak ma wyglądać postawiona na wale przeciwpowodziowym tabliczka informująca o zakazie poruszania się po nim. Miała zostać wykonana z masy plastycznej sporządzonej ze spienionego polichlorku winylu albo blachy ocynkowanej stalowej lub aluminiowej i mieć kształt prostokąta o wysokości 400 mm i długości 800 mm. Zapis określał także, że ma być koloru czerwonego, otoczona białym paskiem szerokości 6 mm w odległości 6 mm od krawędzi, a widniejący na niej napis ma być biały[paywall]. Litery miały mieć wielkość 145 pkt, a odstęp między wierszami (tzw. interlinia) – 208 pkt. Informacja miała być podana czcionką Arial...
– Od niedawna w Przemyślu obowiązuje zakaz wejścia i poruszania się po wale przeciwpowodziowym nad Wiarem. Tablice takiej treści zauważyłem podczas – wygląda na to – nielegalnego spaceru nad rzeką. Umieszczone są przy wszystkich podjazdach do wału zarówno po prawej, jak i lewej stronie Wiaru, na odcinku od ulicy Lwowskiej do mostu w Krównikach. Najbliższa jest przy podjeździe od ulicy Małej. Rozumiem, że powinien obowiązywać zakaz wjazdu na wał samochodem, ale zakazywać wejścia pieszym? Przecież to absurd! Wmurowanie słupków z tablicami zawierającymi nielogiczną treść i samo ich wykonanie kosztuje. Wynika z tego, iż na wale nad Sanem spacer także jest zabroniony. Dla mnie to skandal, a jedynymi osobami, które się z tego cieszą, są chyba strażnicy miejscy, bo pewnie posypią się mandaty – skomentował poirytowany czytelnik.
Postanowiliśmy poszperać w przepisach, kontaktując się także z Zarządem Zlewni Sanu Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Przemyślu. – To nie my ustawiliśmy te tabliczki. Administratorem wałów przeciwpowodziowych na Podkarpaciu jest Podkarpacki Zarząd Urządzeń Wodnych i Melioracji w Rzeszowie. Nie chcę się wypowiadać na ten temat – powiedziała kierownik zlewni Sanu Bogusława Osiadacz.
Artykuł 88n ustęp 1 Prawa wodnego mówi m.in., że w celu zapewnienia szczelności i stabilności wałów przeciwpowodziowych zabrania się m.in.: przejeżdżania przez nie oraz wzdłuż ich korony pojazdami lub konno oraz przepędzania zwierząt, z wyjątkiem miejsc do tego przeznaczonych, a także uprawy gruntu, sadzenia drzew lub krzewów na wałach, rozkopywania wałów, wbijania słupów, ustawiania znaków przez nieupoważnione osoby, wykonywania obiektów budowlanych, kopania studni, sadzawek, dołów oraz rowów w odległości mniejszej niż 50 m od stopy wału po stronie odpowietrznej oraz uszkadzania darniny lub innych umocnień skarp i korony wałów. W żadnym punkcie nie ma mowy o zakazie spacerowania po wałach.
Zakaz wejścia na wał może być wprowadzony, „gdy zagrożona jest szczelność lub stabilność wałów przeciwpowodziowych oraz w razie wystąpienia zagrożenia powodującego konieczność ograniczenia możliwości poruszania się po wałach, jak również w razie konieczności wykonania prac związanych z konserwacją lub remontem wałów przeciwpowodziowych”. I taka sytuacja miała miejsce w wypadku wałów nad Wiarem.
– Najpierw powiem o kwotach. W 2014 roku na utrzymanie tego wału wydaliśmy 16 tysięcy złotych, rok później około 10 tysięcy, zaś w 2016 roku rekordowe 35 tysięcy złotych. Zastanawialiśmy, dlaczego tak się dzieje. Okazało się, że ten wał przeciwpowodziowy jest notorycznie dewastowany przez ludzi. Tamtędy jeździły samochody, quady, motocykle, natężenie ruchu pieszego było spore. Ludzie wokół zrobili sobie dzikie wysypiska śmieci, palili ogniska. Zanim postawiliśmy te tablice, rozmawialiśmy na ten temat zarówno z mieszkańcami, jak i sołtysami poszczególnych miejscowości położonych nad rzeką. Nie przyniosło to efektu. Przeprowadziliśmy wizję lokalną, podczas której trafiliśmy na jadący wałem pojazd ze sprzętem rolniczym. Na Podkarpaciu mamy pod swoją kuratelą 640 kilometrów wałów przeciwpowodziowych, ale z czymś takim spotkaliśmy się po raz pierwszy. Dlatego tabliczki z zakazem wejścia musieliśmy postawić. Dotyczą one wszystkich. Kto zdecyduje się wejść na wał, zrobi to na własną odpowiedzialność. Przyłapany na łamaniu przepisów, będzie musiał się liczyć w konsekwencjami – wyjaśniła dyrektor Podkarpackiego Zarządu Urządzeń Wodnych i Melioracji w Rzeszowie Małgorzata Wajda.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze