Reklama

Maciej Milan: – Mam grupę, która zostawia serce na parkiecie

Zespół MCS Daniel Gimbaskets 2 Przemyśl w sezonie 2014 – 2015 był zupełnie nową ekipą na koszykarskiej mapie Polski. Co prawda występujący w nim zawodnicy z niejednego pieca jedli chleb, ale fakt bycia beniaminkiem II ligi dość długo przynosił im profity. Nim rywale się obejrzeli, przemyślanie legitymowali się kapitalną serią 10 wygranych z rzędu. W II etapie rozgrywek doszło do rzeczywistej weryfikacji, której drużyna się nie przestraszyła i zakończyła ją wynikiem jak najbardziej pozytywnym. Beniaminek zakończył ostatecznie zmagania na 4. miejscu. Rozmowa z trenerem MCS Daniel Gimbaskets 2 Przemyśl Maciejem Milanem.

Przed startem ligi mówiłeś, że nie znacie tej ligi, że nie wiecie, czego można się po niej spodziewać. Co pokazały pierwsze mecze?

– Kluczem były dwa pierwsze mecze, zwłaszcza inauguracyjny z Księżakiem Łowicz, który był jednym z głównych kandydatów do awansu. Mieli zawodników, mieli pieniądze. Mecze wygrane, co zbudowało chłopaków. Zobaczyliśmy, że możemy grać w tej lidze jak równy z równym z każdym. Potem bez jakiegokolwiek stresu pojechaliśmy do Krakowa, gdzie czekał na nas kolejny faworyt i także wygraliśmy. Tak łatwo jednak nie było. Kilka meczów musieliśmy wyrwać w samej końcówce, w kilku meczach dopisało nam szczęście.

Reklama

Wyjściową piątkę miałeś naprawdę niezłą. To zawodnicy, którzy z powodzeniem grali nawet w pierwszej lidze. Anonimowi wcale nie byliście...

– To prawda. Dokonaliśmy bardzo trafnego transferu Huberta Makucha, który od samego początku kierował grą zespołu, grał dla niego, potrafił rozdawać wiele asyst. Dwóch strzelców wyborowych, czyli Grzesiek Płocica i Bartek Bal, którzy sami mogą wygrywać mecze. Artur Mikołajko to klasa sama w sobie. Lata gry, spryt i pełny profesjonalizm. Była co prawda jedna dziura, bo pozycja drugiego wysokiego czasami sprawiała nam problemy. Tomek Kazura radził sobie nieźle, ale miał lepsze i gorsze mecze.

Reklama

Przez cały sezon powtarzałeś jedną rzecz: umiejętności tak, ciężka praca tak, ale liczy się także chemia w tym zespole. Co to znaczy?[paywall]

– To często widać na treningach. Jeżeli zawodnicy nie muszą zawracać sobie głowy innymi sprawami niż ciężka praca, jeśli nie muszą non stop upominać się o swoje, jeżeli docenia się zawodników i fakt ich zaangażowania w to co robią, to atmosfera z miejsca jest zupełnie inna. Do tego dochodzi budowa wizerunku całego klubu, który dopiero wchodzi na arenę ogólnopolską.

Dosyć szybko zapewniliście sobie awans do drugiego etapu. Tam było już trudniej, choć nie była to żadna przykra niespodzianka. Wiadomo było, że ten etap pewne rzeczy zweryfikuje.

– Przede wszystkim poziom zespołów tam grających był wyższy. Poza tym finansowo było nam trudniej. Wiedząc że musimy aż pięć razy wyjeżdżać na drugi kraniec Polski, musieliśmy to tak poukładać, aby nie przekroczyć pewnej bariery. Być może gdybyśmy mieli większe środki, to pojechalibyśmy na taki mecz dzień wcześniej. Być może nie musielibyśmy rozgrywać trzech meczów z rzędu, dzień po dniu. Być może wreszcie udałoby się nam wyciągnąć znacznie więcej z tych wyjazdów niż to, co osiągnęliśmy. A wówczas nasza sytuacja w tabeli także byłaby inna. Ale to tylko gdybanie.

Reklama

Formuła drugiego etapu była absurdalna.

– Oczywiście. Ta liga jest półzawodowa. Ludzie pracują. Łączenie grup południowej z północną to rzeczywiście absurd. Są jednak głosy, że taka formuła była pierwszy i ostatni raz. Bez wątpienia jednak zapłaciliśmy za to. Powiem jednak szczerze, że do walki o coś więcej niż czwarte miejsce zabrakło nam jednego wygranego meczu. Może tego u siebie z Toruniem, a może tego w Gdyni w zasadzie z pierwszym zespołem ekstraklasowego Asseco.

Jednym z celów startu w rozgrywkach było wprowadzania do zespołu młodych zawodników z Przemyśla, wychowanków klubu. Udało się?

Reklama

– Rok wcześniej graliśmy w trzeciej lidze i ci nasi wychowankowie nie grali wówczas za wiele. W tym roku przeszli szczebel wyżej, ale za to grali ponad trzydzieści minut w naszych rezerwach w trzeciej lidze. Kolejny etap przeskoku więc nastąpił. Grupa powoli się wyselekcjonowała. Są chłopcy, którzy wiedzą, że w nadchodzącym sezonie dostaną znacznie więcej szans, że na nich spoczywać będzie większy ciężar odpowiedzialności za wynik. Myślę tutaj o takich zawodnikach jak: Wiktor Majka, Marcin Siwak czy Bartek Reichert Cieszę się, że dochodzi do siebie Michał Kindlik, który cały poprzedni sezon miał stracony ze względu na kontuzję. Jeżeli tylko będzie w stanie wrócić do zespołu, to czekamy na niego z otwartymi rękami.

Noteć Inowrocław chyba przewyższała całą stawkę. Zasłużenie awansowali.

Reklama

– Jak najbardziej. To zespół, który trzeci sezon pukał do pierwszej ligi. Od samego początku to był ich cel numer jeden. To dobrze zgrany zespół, znakomicie jak na tę ligę przygotowany atletycznie. Tym przewyższali wszystkich. Zasłużył na awans jak nikt.

Kolejny sezon będzie sezonem, w którym nie będziecie już anonimowym zespołem. Nie będzie chronił was status beniaminka.

– Zdajemy sobie z tego sprawę. Na pewno nikt nas nie zlekceważy. W poprzednim sezonie miałem w kilku przypadkach takie odczucie. Na pewno nie będzie łatwiej, ale damy radę, bo wiem, że mam grupę zawodników, którzy zostawiają na parkiecie całe serce, że walczą i dają z siebie wszystko. Ale i my będziemy o wiele mądrzejsi i to może być nasz atut.

Reklama

Nie macie z prezesem Młotem takiego odczucia, że coś trzeba w nadchodzącym sezonie zrobić więcej, aby do przemyskiej hali sprowadzić więcej kibiców? Mieliście stałą, wierną widownię, ale nic poza tym.

– To nie jest kwestia, czy będziemy grali w pierwszej czy drugiej lidze. To zainteresowanie jest odzwierciedleniem sytuacji koszykówki w całej Polsce. Generalnie jako dyscyplina jest daleko za piłką nożną, siatkówką czy piłką ręczną. Wpływ na to mają osiągnięcia reprezentacji jak i medialne podejście. Wszystkim klubom odbija się to czkawką. Natomiast mamy parę pomysłów, aby w przyszłym sezonie zapełnić w większym stopniu naszą halę. Jednym z nich jest zgłoszenie się do ekstraklasy słowackiej. Może jeszcze nie w tym sezonie, ale kolejnym kto wie.

Reklama

Jak będzie wyglądać okres przygotowawczy i jak będzie wyglądać zestaw personalny?

– Przede wszystkim cieszymy się, że będziemy mieć zabezpieczenie finansowe na nadchodzący sezon. Dziękujemy panu prezydentowi, że po raz kolejny nam pomógł. Przygotowania rozpoczniemy w połowie sierpnia na własnych obiektach. Mam nadzieję, że nasi miejscowi zawodnicy zechcą kontynuować grę w naszym zespole. Mam ich wstępną akceptację. Na początku nie planuję jakiś transferów. Na pewno muszę się rozglądnąć za jednym lub dwoma zawodnikami wysokimi. Cały czas jestem w kontakcie zarówno z Hubertem Makuchem jak i Olkiem Machowskim. Obaj mieli niezły sezon za sobą i przypuszczam, że mogą otrzymać propozycje gry w lepszych klubach. Jeśli tak się stanie, to będę się z tego tylko cieszył. Bo to będzie znak, że zrobiliśmy niezłą robotę, będzie to także znak dla innych koszykarzy, którzy będę mogli się u nas wypromować. Takie są realia.

Reklama

Dużo było zamieszania wokół koszykówki w Przemyślu. Pokazaliście, że jednak można normalnie funkcjonować.

– Oczywiście, że można. Ale ten sezon pokazał nam, że przyszłością są jednak kluby jednosekcyjne. Tylko wielcy, mający ogromne pieniądze, mogą sobie pozwolić na kilka sekcji na wysokim poziomie. Wszyscy, którzy pracują na rzecz klubu, wiedzą, na co idą pieniądze. Podobnie jak sponsorzy, z którymi przede wszystkim trzeba współpracować. Nie można tylko brać, ale także w miarę możliwości coś im zaoferować. Przede wszystkim każdego szanować. Sprzedać grą markę. Pokazać marketingowo. Trzeba także mówić o nich na co dzień. Wszystkim naszym serdecznie dziękujemy za dotychczasową współpracę.

Reklama

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    ziom - niezalogowany 2015-07-03 23:59:51

    JEst ok.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gosc - niezalogowany 2015-07-29 15:41:03

    PO JAKIEGO G.... TA KLADKA  JEDNA KOLO DRUGIEJ A GDZIE JEST MOST NA KMIECIACH jak bedem jechal na ta zasrana kladke to sobie pojade na most to jest  jak pryszcz na dupie           nie maja pomyslu ci inzinierowie jak i pan  CHOMA

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama