W ubiegłym tygodniu rząd ogłosił kolejne łagodzenie obostrzeń. Od pierwszego maja można korzystać z salonów fryzjerskich i kosmetycznych. Ma to znaczenie nie tylko higieniczne. Jak się wsłuchać w wypowiedzi osób często korzystających z tych dobrodziejstw, ulubiona kosmetyczka i fryzjerka pełni w czasach pandemicznych również rolę terapeutki.
Można pogadać, zrelaksować się. Przez chwilę zapomnieć o danych statystycznych związanych z pandemią. I, co ciekawe, działa to w obie strony.
Kontakt z klientem jest potrzebny także pracownikom tych branż. Podobnie jest w każdej innej. Przed długim weekendem rozmawiałem z jednym z przemyskich restauratorów. Po wymianie kilku grzeczności ucięliśmy sobie krótką pogawędkę o sytuacji w gastronomii. Oczywiście dania na wynos – tak, ale – zadaniem restauratora – nic nie zastąpi bezpośredniego kontaktu z klientem. Rzecz nie tylko w jakości serwowanych potraw, ale w osobistym kontakcie, rozmowie, klimacie miejsca.
Lada dzień mają ruszyć ogródki przy lokalach, więc jakiś krok do przodu. Podobno pod koniec maja przy zachowaniu reżimów sanitarnych, o ile pozwolą na to statystyki, lokale gastronomiczne zostaną otwarte.
Od połowy maja podczas spacerów i przemieszczania się na świeżym powietrzu będziemy mogli zdjąć maseczki. W pomieszczeniach zamkniętych na razie wszystko pozostaje bez zmian.
Pamiętajmy: noszenie maseczki to nadal jeden z najskuteczniejszych sposobów ograniczania emisji wirusa. Niestety, jak mogliśmy zobaczyć w materiałach dziennikarskich, niektórym aż strach zwrócić uwagę na ich brak. Reagują agresją, ale do takich osób raczej nie trafia żadna argumentacja. Ponadto częste mycie rąk i dystans. No właśnie.
Jak w praktyce zachowają dystans wracające właśnie do szkół dzieci z niższych klas, a w następnych tygodniach starsze oddziały? Ogromna rola – jak zwykle – na barkach dyrekcji i nauczycieli. Ale coś mi się wydaje, że trzeba z góry założyć: powrót dzieci i młodzieży do szkół podyktowany jest przede wszystkim próbą ratowania emocjonalnego tychże.
Ważne są statystyki: spadek zachorowań, zwiększająca się liczba osób zaszczepionych, ale szkody izolacji mogą okazać się nieodwracalne. To ważne argumenty. Ale z drugiej strony, czy warto na kilka tygodni przed wakacjami ryzykować wzrost liczby zachorowań? Nie łudźmy się. Zachowanie reżimów w klasach, na korytarzach, na przerwach jest praktycznie niemożliwe. Zdają się to rozumieć sami uczniowie starszych klas. Apelują do rządu o rozważenie wariantu: wracamy po wakacjach.
Maj może się okazać miesiącem otwarcia. Życzmy sobie tego. Warto jednak zachować zdrowy rozsądek.
A maturzystom życzę połamania piór.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze