Reklama

Martyno, walcz jak na bohaterkę przystało

09/08/2015 09:30

Wracamy do historii 26-letniej Martyny Dziadury z Lubaczowa. Jej zmaganie z chorobą poruszyło wiele osób. Dzięki darczyńcom młoda kobieta przeszła bardzo owocną rehabilitację w Krakowie.

Martyna była zupełnie zdrową osobą do 1 lipca 2014 r. Tego dnia zaczęła drętwieć jej ręka. Myślała, że to nadwyrężenie, ale już następnego dnia trafiła do szpitala. Z godziny na godzinę było coraz gorzej. Wieczorem zapadła w śpiączkę. Przez kolejne dwa tygodnie nie było z nią kontaktu. Lekarzom ciężko było postawić diagnozę. Jedne wyniki badań wykluczały drugie. W końcu padło rozpoznanie: toczeń układowy z zespołem antyfosfolipidowym, który doprowadził do udaru mózgu na tle niedokrwiennym. Choć Martyna wróciła do takiej sprawności, która pozwala jej być w miarę samodzielną, porusza się o kuli, ma problemy z mówieniem, a prawą ręką prawie nie rusza.

Ćwiczenia przynoszą efekt

Tę historię opisywaliśmy w Życiu Podkarpackim w maju. Cały czas przy Martynie jest jej narzeczony Marcin Kotyła. Z pomocą ruszyło Starostwo Powiatowe w Lubaczowie – dla niej został zorganizowany koncert charytatywny, którego gwiazdą był zespół Mr. Pollack. Dzięki pomocy naszych czytelników i innych darczyńców udało się. Na początku lipca Martyna rozpoczęła prywatną rehabilitację w Krakowie. Kilka dni wcześniej Marcin zaczął pisać bloga, na którym można śledzić losy Martyny. „Dzięki wpłatom od darczyńców mieliśmy w ogóle możliwość takiego wyjazdu, dziękujemy studentom z Rzeszowa i Zamościa, którzy to w znacznym stopniu sfinansowali ten wyjazd!” – napisał 7 lipca.
Codzienne ćwiczenia przynoszą efekt. Wyraźnie zwiększyła się wydolność Martyny i stabilizacja tułowia, poprawiła się także sprawność prawej ręki. Podczas rehabilitacji, po raz pierwszy od początku choroby, Martyna samodzielnie przejechała kilka metrów na rowerze.
– Rewelacja – tak oceniają efekty zabiegów.
Niestety nie tylko ćwiczenia zaprzątają głowę M. Dziadury. Równocześnie przebiega leczenie tocznia, dlatego co kilka tygodni musi się meldować w Lublinie, gdzie przechodzi wlewy endoksanu, czyli najogólniej mówiąc – leczenie chemią. Ostatnie dni Martyna znów spędziła w klinice, ale przed nią kolejna dawka ćwiczeń na w Krakowie.

Nigdy się nie poddam

– Długość rehabilitacji będzie zależała od zdrowia Martyny, jej samopoczucia, wyników toczniowych, ale również, jeśli nie przede wszystkim, od finansów – mówi Marcin. Martyna w ciągu minionego roku najwięcej czasu spędziła w szpitalach. W domu – łącznie około dwóch miesięcy. Wie, że ta ciężka, a momentami bardzo ciężka walka jeszcze się nie skończyła. Ma jednak konkretny cel – powrót do sprawności. I wierzy, że uda się go osiągnąć. W końcu jej motto brzmi: „Never give up” (nigdy się nie poddawać).
„Martyno i Marcinie, życzę Wam wytrwałości. Wasza historia podkreśla, że nigdy, ale to nigdy nie wolno się poddawać! Swoimi doświadczeniami możecie dać nadzieję innym ludziom znajdującym się w podobnej sytuacji... Jestem poruszona tą historią i bardzo Wam kibicuję oraz trzymam kciuki za kolejne zwycięstwa! Martyno, walcz, jak na prawdziwą bohaterkę przystało, bo nią właśnie jesteś!” – to jeden z komentarzy na blogu www.tynatru.blogspot.com. Tam można na bieżąco śledzić przebieg choroby i leczenia Martyny.

Dokonywać wpłat dla Martyny można na poniższe dane:

Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „SŁONECZKO”, Stawnica 33, 77-400 Złotów, nr konta: 89 8944 0003 0000 2088 2000 0010, tytuł wpłaty: Dla Martyny Dziadura 212/D


Na rehabilitacji w Krakowie.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości