HISTORIE DAWNE W jego ręku spoczywał niejednokrotnie los cesarza Franciszka Józefa I, bo Jakub Haas był najlepszym maszynistą w całej monarchii austro-węgierskiej. Stał się częścią jej historii. Przez dziesiątki lat cała wiedza o nim – odnośnie jego związków z Przemyślem – ograniczała się ogólnie do tego, że w 1900 r. przeszedł na emeryturę, że mieszkał w tym mieście 35 lat i zmarł w 1935 r. To było wszystko. Badania archiwalne pozwoliły poszerzyć ją o nowe fakty.
Jakub Haas urodził się na Morawach, w małym w miasteczku Gibov w 1840 r. – jako ósmy z kolei syn swych rodziców. W wieku 12 lat oddał go ojciec do terminu ślusarza. Po 4 latach został czeladnikiem. W międzyczasie rodzice zmarli. Rodzeństwo powędrowało w świat w poszukiwaniu pracy. Jakub znalazł się w Lombardii. Będąc świadkiem zjednoczenia Włoch w 1859 r., brał udział w wojnie. Potem w rodzinnej miejscowości pracował w warsztatach kolejowych. (Światowid 1935 r. nr 7).
W 1866 r. został maszynistą pociągów osobowych. W czasie wojny prusko-austriackiej (1866 r.) zorganizował samorzutnie pociąg, którym zwoził spod Koeniggratzu (przez Berno) na Węgry pobitych Austriaków. W nagrodę za to[paywall] został przeniesiony do spółki cesarskiej kolejowej Kaiser Ferdinands-Nordbahn. Pracował jako maszynista pociągów osobowych, pośpiesznych i ekspresów. Miał wiele szczęścia, choć śmierć nieraz zaglądała mu w oczy. Zawsze jednak wychodził zwycięsko z opresji.
W 1867 r. prowadził Haas pociąg przez dolinę rzeki Prut. Powódź spowodowała podmycie torów. Nagle pasażerowie usłyszeli niesamowity zgrzyt, wszystkie wagony ogarnął wstrząs, bagaże spadały pasażerom na głowę. Kiedy wjechać miał na most, woda go zerwała. Mocne hamowanie. Z jękiem jakimś straszliwym cofały się wagony kolejowe, bo przednie koła maszyny chciały już zawisnąć nad przepaścią. Z trzaskiem otworzyły się drzwi wagonów, wszyscy wystraszeni wyskoczyli na nasyp. Widok straszny. Pasażerowie otoczyli maszynistę kołem i poczęli dziękować za uratowanie im życia.
Kiedy opowiedziano cesarzowi Franciszkowi Józefowi I o bohaterstwie maszynisty J. Haasa i jego stalowych nerwach, polecił wręczyć mu order i awansować na maszynistę pośpiesznego pociągu cesarskiego. W 1880 r. monarcha odbył nim wielką, 3-tygodniową podróż po Galicji i Bukowinie. Przejeżdżał przez dziesiątki miejscowości. Niektóre z nich odwiedzał służbowo lub zatrzymywał się na stacjach. Na udekorowanych dworcach witano uroczyście monarchę. Jakub był zachwycony (Światowid 1935, nr 7).
Cesarza zachwyciła podróż w szybkim pociągu. Na jednym z postojów kazał adiutantowi zanieść maszyniście dwa prawdziwe cygara Virginia za dobrą jazdę. Adiutant zbliżył się do maszyny, wspiął się ku górze i podał prezent Haasowi. Nagrodzony odpowiedział, że za taką jazdę należy się cała skrzynka cygar i dużo wina. Adiutant bał się opowiedzieć o tym cesarzowi. Monarcha zapytał go po powrocie, czy mu cygara odpowiadały. Ten odpowiedział, że to impertynent, ponieważ zażądał więcej. Cesarz nie obraził się wcale. Kazał natychmiast zanieść mu skrzynkę markowych cygar i duży kosz przedniego wina.
Po wielotygodniowej podroży wezwał cesarz przed swe oblicze zuchwałego maszynistę, chwaląc go jednak za dobrą jazdę. Uśmiechnął się i zapewnił, że zawsze z nim będzie jeździć, a wina i cygar mu nie zabraknie. Haas woził go z Wiednia na wielkie manewry i do różnych miejscowości. Przykładowo: w 1886 r. przywiózł Franciszka Józefa I do Przemyśla na przegląd wojska i lustrację fortyfikacji. Tak też było w 1889 i 1893 r. W czasie trwania kolejnych manewrów w 1896 r. przez kilka dni cesarz spał w namiocie na Lipowicy (Kurier Przemyski 1896 nr 75 i 75; Echo Przemyskie 1889 nr 75). W 1906 odbyły się manewry w Cieszynie. Jednak nie lubił on jeździć pociągiem ani autem. Czynił to rzadko, bo uwielbiał rumaki. Jakub woził pociągami arcyksiążąt i ministrów, biskupów, króla rumuńskiego, a przede wszystkim zwykłych pasażerów przez 34 lata.

W „Katalogu z roku szkolnego 1887” (1886/87) gimnazjum przemyskiego przy ul. Dobromilskiej (Słowackiego) zanotowano, że 18-letni Daniel Haas (ur. 19 marca 1868 r. we Lwowie, wyznanie mojżeszowe) został w 1886 r. zapisany do kl. VII B tej szkoły. Opiekę nad synem sprawował jego 46-letni ojciec Jakub. Imion matek w katalogach wtedy nie podawano. Wyjątek – wdowy. Haasowie mieszkali w domu przy ul. Ogrodowej (obecnie Krasińskiego). „Wykaz ulic, placów i domów w mieście Przemyślu z roku 1895” (pierwszy spis) potwierdza, że Jakub był właścicielem tej nieruchomości. Daniel zdał maturę i podjął studia prawnicze.
Maszynista pociągów pospiesznych miał za sobą jeszcze kilka niebezpiecznych sytuacji, które jedynie dzięki swej niezwykłej wprost przytomności umysłu nie pociągnęły za sobą śmierci setek ludzi. Pod Pluhowem koło Tarnopola udało mu się w ostatniej chwili zatrzymać pociąg, bo zwrotniczy skierował go na zły tor. Pod Komienobrodem, Rogożnem i Bogdanówką cudem uszedł śmierci wraz z pasażerami. Dostawał za to medale i odznaczenia, a prasa poświęcała mu wiele miejsca – i polska, i austriacka.
Haas często kursował na linii Przemyśl – Kraków. Pod Pełkiniami (opodal Jarosławia) na polach rozsnuła się w nocy mgła. Był zmęczony, bo od wielu dni bez przerwy prowadził pociągi. Nagle usłyszał huk zbliżającego się innego pociągu. Z mgły wyłoniły się straszne ślepia lokomotywy. Po tym samym torze pędził z przeciwnej strony pociąg towarowy. Lada chwila miało dojść do czołowego zderzenia. Oczami wyobraźni już widział, jak zewrą się w morderczym uścisku obie maszyny i setki ludzi poniosą śmierć. Wówczas to jakimś nadludzkim wysiłkiem Haas zatrzymał swój pociąg i począł się gwałtownie cofaćł. Towarowy zdążył się zatrzymać. Przeżycie było tak silne dla Jakuba, że w ciągu kilku minut posiwiała mu głowa.
„Wykaz ulic, placów i domów w mieście Przemyślu z 1932 roku” wskazuje, że właścicielem domu przy ul. Krasińskiego 31 był już 64-letni Daniel. 82-letni ojciec zapisał spadek synowi. Z całą pewnością Jakub Haas, pracując ciężko na kolei w dzień i w nocy przez dziesiątki lat, musiał mieć kogoś, kto by się zajmował domem. Zapewne była to jego żona (imię nieznane) lub konkubina.
26 lutego 1900 roku przeniesiony został sławny cesarski maszynista na emeryturę w wieku 60 lat. Na bankiet pożegnalny przybyli dostojnicy kolejowi, a cesarsko-królewski szambelan udekorował go w imieniu Franciszka Józefa I odznaczeniem dworskim. Na ścianie pokoju Haasa zawsze wisiał jego duży portret. Nieraz przychodził do lokomotywowni na stację pouczać młodych adeptów sztuki kolejarskiej. Przez 50 lat, a może jeszcze dłużej, był związany z Przemyślem. Prawdopodobnie jeszcze przed 1886 r. kupił dom przy ul. Krasińskiego, który już dziś nie istnieje.
Według „Księgi zmarłych” USC w Przemyślu Jakub Haas zmarł 4 lutego 1935 r., o godzinie 24, w wieku prawie 95 lat. Dokument ten podaje, że jego matka miała na imię Feiga, a ojciec Daniel (wnuk miał imię po dziadku). Ich syna pochowano na żydowskim cmentarzu przy ul. Słowackiego. Pod koniec lat 60. XX wieku istniał jeszcze jego grób (być może jest do dziś), a na nim niewyraźny napis: „Jakub Haas, nadworny maszynista austriackiej Cesarsko-Królewskiej Dyrekcji Kolei, ur. w 1840 r. – zm. 1935 r.”.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Wiedeń, połowa XIX wieku.Prasa szeroko rozpisuje się o sprawie, która wstrząsnęła nie tylko cesarstwem Austro-węgierskim, ale i całą Europą. Powodem zamieszania jest niejaki W. P. vel. O, lat 45, żonaty, dwie córki, żona Zofia z domu M., katolik. Wiedząc o wolnej posadzie sekretarza w Cesarsko-królewskiej Centralnej Dyrekcji Fabryk ….. w Wiedniu postanawia się w niej zatrudnić. Nie posiada wyższego wykształcenia ani doświadczenia, chcąc jednak osiągnąć cel posługuje się nie po raz pierwszy zresztą, sfałszowanym pismem polecającym zarówno samego cesarza Franciszka Józefa, jak i arcyksięcia Ferdynanda d’Este, u którego jak twierdził pracował jego ojciec. O dziwo, bez żadnych problemów niemal natychmiast otrzymuje upragnioną posadę. Wcześniej dzięki sfałszowanemu listowi polecającemu księżnej Elżbiety zatrudnił się w tej firmie jako stażysta. To tylko fragment historii oszusta. Nikodem Dyzma przy nim to mały pikuś. Wspomniany człowiek uczył się w … Przemyślu, a pochodził z pewnej miejscowości, niedaleko pod Przemyślem.
Prawie, że analogia do współczesności - towarzysze partyjni po "tajnych kompletach"
Wiedeń, połowa XIX wieku.Prasa szeroko rozpisuje się o sprawie, która wstrząsnęła nie tylko cesarstwem Austro-węgierskim, ale i całą Europą. Powodem zamieszania jest niejaki W. P. vel. O, lat 45, żonaty, dwie córki, żona Zofia z domu M., katolik. Wiedząc o wolnej posadzie sekretarza w Cesarsko-królewskiej Centralnej Dyrekcji Fabryk ….. w Wiedniu postanawia się w niej zatrudnić. Nie posiada wyższego wykształcenia ani doświadczenia, chcąc jednak osiągnąć cel posługuje się nie po raz pierwszy zresztą, sfałszowanym pismem polecającym zarówno samego cesarza Franciszka Józefa, jak i arcyksięcia Ferdynanda d’Este, u którego jak twierdził pracował jego ojciec. O dziwo, bez żadnych problemów niemal natychmiast otrzymuje upragnioną posadę. Wcześniej dzięki sfałszowanemu listowi polecającemu księżnej Elżbiety zatrudnił się w tej firmie jako stażysta. To tylko fragment historii oszusta. Nikodem Dyzma przy nim to mały pikuś. Wspomniany człowiek uczył się w … Przemyślu, a pochodził z pewnej miejscowości, niedaleko pod Przemyślem.
Prawie, że analogia do współczesności - towarzysze partyjni po "tajnych kompletach"