Kazimierz Cieszyński, Franciszek Głowacz i Zbigniew Kuchciński – to trójka zasłużonych, wybitnych mieszkańców Przemyśla, o których coraz mniej osób pamięta. Oprócz sporego wpływu na rozwój nadsańskiego grodu, łączyła ich jeszcze jedna rzecz: wszyscy mieszkali (oczywiście w różnym czasie) w okazałej kamienicy przy ul. Matejki 11. I właśnie przy wejściu do niej 13 sierpnia br. odbyły się uroczystości związane z odsłonięciem tablicy ku ich pamięci.
Życiorysy całej trójki są tak ciekawe, że byłyby kanwą do nakręcenia kilku odcinków ekscytujących filmów. Sylwetki wszystkich przypomniał podczas uroczystej mszy św. w przemyskiej bazylice archikatedralnej ks. prałat Mieczysław Rusin, proboszcz tamtejszej parafii pw. Świętego Jana Chrzciciela i Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. On także poświęcił tablicę przy kamienicy przy ul. Matejki 11[paywall]. Bo właśnie tam po eucharystii, w asyście m.in. pocztu sztandarowego 5 batalionu strzelców podhalańskich, przeniosły się uroczystości. Obok mieszkańców miasta, władz samorządowych i wojewódzkich, obecni byli członkowie rodzin honorowanych przemyślan. A więc m.in. wnuczka F. Głowacza, syn Z. Kuchcińskiego, były Marszałek Sejmu RP, a obecnie szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Marek Kuchciński, wnuczka i wnuk K. Cieszyńskiego. Ten drugi, Andrzej Cieszyński, artysta-plastyk, członek Związku Polskich Artystów Plastyków, prowadził uroczystości.
– Pamięć o tych wybitnych przemyślanach nie może zginąć. Ich życie naznaczone zostało wieloma cierpieniami. Byli ludźmi rzadkich dzisiaj cech: zdystansowani do siebie, życzliwi względem drugiego człowieka i wykazujący się spokojem i taką zwykłą, ludzką mądrością. Dzisiaj na tej ulicy, przy tej kamienicy ci trzej zacni przemyślanie będą upamiętnieni. Myślę, że instytucja, która kieruję, jest właśnie do tego powołana. Aby tego typu świadectwa pamięci, aby takie ślady, przedstawiać i fundować
Reklama
– stwierdził dyrektor rzeszowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej Dariusz Iwaneczko.
Rzeszowski oddział IPN i Przemyska Kongregacja Kupiecka były fundatorami owego upamiętnienia. Tablicę wykonał przemyski artysta Marian Szajda.
– Dopóki żyjemy, dopóki funkcjonujemy, pamięć o takich osobach nie zginie. Ta tablica nie tylko mieszkańcom miasta, ale i turystom, będzie przypominać, kto tu mieszkał i kim był. Dla Przemyśla, ale i Polski. Franciszek Głowacz dał podwaliny pod nasz związek. Był jego pierwszym prezesem. Wielka postać tego miasta. Przed wojną kongregacja liczyła 158 kupców. To była naprawdę spora grupa osób
Reklama
– powiedział prezes PKK Ryszard Miłoszewski.
– Ten dom zbudowali i do wybuchu drugiej wojny światowej wiedli w nim szczęśliwe życie moi dziadkowie. Dziadek Franciszek Głowacz został zamordowany w 1940 roku przez Sowietów. Nie dane było mi go poznać, ale babcia wojnę przeżyła. I miałam to szczęście, iż sporo lat spędziliśmy razem w moim rodzinnym Krakowie. Wszystkim organizatorom z całego serca dziękuję za wskrzeszenie pamięci o moim dziadku
– powiedziała wnuczka F. Głowacza Ewa Rachwał.
– Wielokrotnie podziwiałem mojego tatę za to ogromne zaangażowanie i troskę, jaką otaczał naszych rodaków, którzy pozostali za wschodnią granicą. Ale także wszystkich, którzy pomocy potrzebowali, bez względu na narodowość. Mieszkańcy tej ulicy właśnie tym charakteryzują się do dzisiaj. Mam nadzieję, że dzięki tej tablicy, za serce oddane naszym rodakom, zostanie zapamiętany
Reklama
– powiedział Marek Kuchciński.
– Miałem trzy lata, więc pamiętam dziadka z tak zwanej pozycji spod stołu. Zapamiętałem go jako pogodnego, dobrze zbudowanego mężczyznę, który robił różne dziwne i niebezpieczne rzeczy. Jak chociażby stawał na rękach na poręczy na balkonie. Tego się nie da zapomnieć. Robił to z uśmiechem na twarzy. Babcia wspominała, że raz, w pierwszomajowym pochodzie, zrobił gimnastyczny pokaz w antycznym duchu, starożytnej Grecji. To bardzo się nie spodobało ówczesnej władzy. Niedługo potem zmarł. Przedwcześnie. Babcia na grobowcu zamieściła znamienne epitafium: wybrańcy bogów umierają młodo… To było takie odniesienie do bohaterów Sparty. Dziadek był wybitnym trenerem i działaczem. Sport był jego wielką pasją. Ale to było działanie od podstaw. Od tężyzny fizycznej i umysłowej. Teraz zdecydowanie tego brakuje
Reklama
– wspomniał wnuk K. Cieszyńskiego, Andrzej Cieszyński.
– Z pewnością ci, którzy spacerują tą ulicą, przystaną i przeczytają. Podobnie jak przy znajdującej się nieopodal tablicy upamiętniającej Mariana Strońskiego. Tradycje i pasja dziadka ma swoją kontynuację. Istnieje sekcja akrobatyki i odnosi wielkie sukcesy
– podsumowała wnuczka K. Cieszyńskiego, Magdalena Słota.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.przez 30 lat jakoś nie wspominano o wybitności tych postaci, a teraz przed wyborami nagle propagandowo, są godne upamiętnienia przez IPN w postaci tablicy i celebry.
przez 30 lat jakoś nie wspominano o wybitności tych postaci, a teraz przed wyborami nagle propagandowo, są godne upamiętnienia przez IPN w postaci tablicy i celebry.