W ciągu całej historii Zimowych Igrzysk Olimpijskich Polska zdobyła 22 medale. I nic nie wskazuje na to, żeby w tym roku miało ich przybyć. Dla porównania – to mniej więcej tyle, ile podczas jednej olimpiady zdobywają Niemcy. W piłce nożnej cieszymy się z tego, że dwukrotnie sięgnęliśmy po brąz mistrzostw świata, podczas gdy Niemcy po cztery razy zdobywali medale z każdego kruszcu.
Nie porównuję nas do zachodnich sąsiadów z powodu jakiegoś kompleksu. Wręcz przeciwnie. Uważam, że w naszym kraju również jest wiele talentów, z którymi trzeba po prostu sumiennie i profesjonalnie pracować.
– Walczymy jako manufaktura z profesjonalistami. Świat poszedł do przodu, a my stoimy w miejscu – powiedziała przed kilkoma dniami po nieudanym występie Justyna Kowalczyk. Nasza multimedalistka była rozżalona sposobem pracy z narciarzami, ale jej słowa można przełożyć również na inne dyscypliny. W wielu z nich cieszymy się, gdy pojawia się jakieś „złote dziecko”, wybitny talent, który swoje sukcesy zawdzięcza nie tyle myśli szkoleniowej, co wrodzonym predyspozycjom i własnej pracy. Takim był Adam Małysz, który sięgał po najwyższe trofea wbrew wszelkim przeciwnościom. W skokach nie mieliśmy wtedy żadnych osiągnięć, nie było drużyny, dobrego zaplecza ani systemu szkoleń. To w jego blasku ogrzali się działacze i trenerzy. Na szczęście wyniki Orła z Wisły przyniosły wymierny efekt – młodzież zaczęła się garnąć do skoków, przyszli sponsorzy, postawiono na dobrych trenerów, zaczęto inwestować w sprzęt i dobre warunki do treningów. Talent jest ważny, ale szczęściu trzeba pomóc. I pracować już z najmłodszymi. Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze