Zdarzyło się to w jednej z niewielkich miejscowości naszego regionu. Przypadek sprawił, że dwie mieszkanki spotkały się dokładnie w tym samym miejscu i w tym samym czasie.
Panie przyjechały swoimi samochodami, żeby odebrać ze szkoły swoje pociechy. Mogły zaparkować na niewielkim placyku dwadzieścia parę metrów od budynku, ale obie chciały podjechać aż pod samą bramę, do której prowadził wąski i stromy podjazd. Ponieważ jechały z przeciwnych kierunków, pierwszeństwo skrętu miała ta, która skręcała w prawo, jednak ta druga chciała ją wyprzedzić i obie jednocześnie wjechały w podjazd prowadzący do szkoły. Na szczęście nie doszło do kolizji. Jedynie na plastikowych zderzakach pozostał ślad po obtarciu. Wtedy ta, która jechała prawidłowo, cofnęła auto o pół metra, ale odkręciła szybę i znacząco postukała się w czoło. Na to druga pokazała jej środkowy palec i podjechała do przodu, blokując miejsce. Panie wysiadły i trzasnąwszy drzwiami, ruszyły w kierunku siebie. Tymczasem ze szkoły wyszło kilku rodziców z dziećmi i przystanęli, widząc, że coś się dzieje. A działo się. Panie przełączyły się na tryb głośnomówiący i jedna drugiej zarzucała, że za prawo jazdy zapłaciła w naturze. Obie coraz bardziej się nakręcały, a ludzie patrzyli z boku i czekali, co będzie dalej. W pewnym momencie ta, która sprowokowała sytuację, wsiadła do auta, przekręciła kluczyk, ale pewnie się jej pedały pomyliły, bo zwolniła hamulec ręczny i stuknęła tyłem w auto tej drugiej. Teraz też szkody wielkiej nie było, jednak to wystarczyło, żeby kłótnia przybrała ostrzejszą formę.
Jeszcze moment, a panie pewnie wzięłyby się za fryzury. Wtedy podszedł do nich jeden z mieszkańców, którego wszyscy znali i wiedzieli, że pracuje w formacji strzegącej ładu i porządku. Dzisiaj był po służbie i w cywilu. Najpierw chwilę stał i z boku przypatrywał się awanturze, aż wreszcie uznał, że trzeba zareagować. Zaczął od rutynowego w takich sytuacjach pytania: – Czy panie dzisiaj coś piły, bo gdyby trzeba było wezwać policję, bez badania trzeźwości się nie obejdzie. To był dobry chwyt. Panie na moment jakby zapomniały o sobie. Wtedy funkcjonariusz poprosił gapiów, żeby sobie poszli i prawie dziesięć minut rozmawiał z kłócącymi się paniami, które na koniec oświadczyły, że nie roszczą sobie żadnych pretensji. Później na pytanie, jak to zrobił, powiedział, że na kursie uczyli go sztuki mediacji, no i się przydało.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze