Tuż przed rozpoczęciem nowego roku my,- naród, dostaliśmy od naszych władz piękny prezent. Otóż rękami ministra kultury i dziedzictwa narodowego zakupiona została na naszą, czyli narodu, własność kolekcja Czartoryskich wraz z jej siedzibą. Tym samym majątek państwa polskiego został wzbogacony o zbiór kilkudziesięciu tysięcy eksponatów, wśród których najcenniejszym i najbardziej znanym zarazem jest „Dama z łasiczką” (ew. gronostajem lub nutrią – tu specjaliści wciąż nie są pewni) samego Leonarda.
Co prawda cały ten zbiór przeróżnych unikatów był cały czas dostępny w Muzeum Czartoryskich w Krakowie, ale do tej pory stanowił on własność prywatną fundacji założonej przez arystokratów, teraz zaś będzie można go oglądać co prawda w tym samym miejscu, ale za to z dumnym poczuciem własności.Zastanawia mnie ochota, z jaką wydano sporą część budżetu ministerstwa na coś, co i tak było dostępne, przy jednoczesnej niechęci do zakupu dzieł stworzonych przez Polaków, a zarazem niedostępnych. Nie chodzi tu tylko o dzieła historyczne, ale też o artefakty nowe, tworzone przez uznanych na całym świecie artystów (a jest ich naprawdę niemało – wystarczy wejść np. do Tate Modern w Londynie, żeby się o tym przekonać). Gdybym był złośliwy, stwierdziłbym, że ktoś zagrał tu pod publiczkę, bo większy efekt medialny przynosi zakup jedynego arcydzieła, które kojarzą prawie wszyscy Polacy (m.in. dzięki filmowi Machulskiego), niż setki mniej spektakularnych dzieł, o których wartości wiedzą jedynie wtajemniczeni. Co prawda takie lokalne działania mogłyby przynieść korzyści edukacyjne w postaci zwiększenia świadomości estetycznej Polaków, mogłyby sprawić, że zaczniemy doceniać naszą kulturę, mogłyby nawet pomóc nam zrozumieć siebie i czasy, w których żyjemy. No, ale być może to wcale nie jest celem odpowiedzialnych za naszą kulturę i dziedzictwo.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze