Mieszkańcy Żurawicy i Bolestraszyc od kilku lat próbują wywalczyć stworzenie legalnego przejścia kolejowego w rejonie stacji Żurawica Osobowa. Efektów porozumienia wypracowanego w czerwcu 2018 r. na razie nie widać. Temat powrócił na ostatniej sesji rady gminy Żurawica.
Choć przejście ma powstać w Żurawicy, to problem dotyczy mieszkańców tej miejscowości oraz graniczących z nią Bolestraszyc. Obecnie ludzie korzystają z „dzikiego” przejścia, czym narażają się na mandaty oraz potrącenie przez pociąg.
Grupa mieszkańców przyszła na ubiegłotygodniową sesję rady gminy, aby prosić (a nawet – jak to określił ich przedstawiciel – żądać) rozpoczęcia prac.
W imieniu mieszkańców głos zabrał Jan Musiał. – Mieszkam tam w pobliżu, widzę dzieci, które przebiegają przez tory w miejscu niedozwolonym. Znam historię babć, które[paywall] były ścigane przez sokistów, a które chodzą tamtędy od dziesięcioleci i myślę, że należy to uregulować jak najszybciej – powiedział.
Podkreślił, że „jak najszybciej” oznacza jeszcze w tym roku, nie czekając na to, czy pojawią się jakieś środki w budżecie PKP na ten cel. Mieszkaniec zasugerował dwa rozwiązania problemu.
Pierwszym jest budowa przejścia naziemnego, polegającego na ułożeniu w między szynami podkładów z tworzywa sztucznego oraz barierek ochronnych, które stworzą labirynt, co sprawi, że człowiek chcąc nie chcąc musi się rozglądnąć. Dodatkowym zabezpieczeniem byłaby sygnalizacja świetlna, która informowałaby o zbliżającym się pociągu i możliwości bezpiecznego przejścia. Zwrócił uwagę, że proponowane miejsce jest widoczne z dwóch nastawni kolejowych, więc dyżurny mógłby bez trudu obsługiwać sygnalizator.
Zauważył, że tego typu rozwiązania można spotkać w Polsce, choćby po drodze do Warszawy.
Drugim sposobem jest natomiast przejście nadziemne nad torami z windami dla osób, którym ciężko pokonywać schody. J. Musiał stwierdził, że takie pomosty są produkowane masowo, a za przykład zastosowania takiego rozwiązania podał Łańcut. – To też nie jest bardzo kosztowna inwestycja – powiedział. Stwierdził, że później można ewentualnie taki pomost odsprzedać do innej gminy, która by go potrzebowała.
– To kwestia honoru gminy, żeby koło głównej stacji kolejowej w gminie było legalne przejście kolejowe – powiedział były senator i wojewoda.
Mieszkańcy liczą, że wraz z zapowiadaną modernizacją torów, uda się jednak wykonać w końcu przejście podziemne.
Takie z resztą były ustalenia podczas spotkania mieszkańców w czerwcu ub.r. z ówczesnymi władzami gminy i z przedstawicielami Biura Projektów i Realizacji Budownictwa Kolejowego „Transkol”. Po dyskusji obecni opowiedzieli się za stworzeniem przejścia podziemnego ze schodami i pochylnią, po której można sprowadzić wózki, czy rowery. Miałby on powstać w miejsce obecnego nielegalnego przejścia przez torowisko.
Do tych ustaleń odwołał się wójt Tomasz Szeleszczuk. – Od koncepcji do projektu budowlanego i wykonawczego niestety trochę czasu musi minąć – powiedział. – Z tego, co wiem, ta koncepcja została przekazana do realizacji – dodał, zaznaczając, że prawdopodobnie potrwa to przynajmniej dwa lata, ponieważ do tej pory nie ma informacji, że projekt budowlany jest już zakończony.
– To jest teren kolejowy, a inwestorem jest PKP. To tak długo trwa, ponieważ jest to teren kolejowy, teren specyficzny, który wymaga mnóstwa uzgodnień. Sama materia jest skomplikowana – zaznaczył wójt.
T. Szeleszczuk zapowiedział, że przedstawi dyrektorowi PKP prośbę mieszkańców o wykonanie ich propozycji do czasu budowy przejścia podziemnego.

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Obiecanki cacanki