Życzenia Bożonarodzeniowe złożone, prezenty rozpakowane, po przygotowywanych godzinami wykwintnych potrawach zostały wspomnienia i uczucie przejedzenia.
Może to zatem dobry czas na drobną niczym ość z karpia refleksję, jak to w czasie poprzedzającym święta daliśmy się połknąć handlowej machinie. Machinie, która – wzorem lat poprzednich – ruszyła już po Wszystkich Świętych. Zanim jeszcze wypaliły się cmentarne znicze, to już zapaliły się kolorowe światełka. Nie ważne, że choinki jeszcze nie ścięte, a ich sztuczne odpowiedniki leżały lekko przykurzone w piwnicznych kątach. Co niektórzy tak bardzo ulegli gorączce zakupów, wzmocnionej solidną dawką marketingowych chwytów, że niczym renifery z zaprzęgu Mikołaja galopowali od sklepu do sklepu oraz po korytarzach galerii handlowych. Z każdym dniem szaleństwo przybierało na sile, aż stało się wręcz niebezpieczne. Nim jeszcze wzeszła pierwsza gwiazdka, jakaś rozentuzjazmowana pani kierująca samochodem, którego marki nie zapamiętałem, omal nie staranowała ludzi wchodzących i wychodzących z jednego z przemyskich supermarketów. Nie zwracając na nich ani odrobiny uwagi, postanowiła zaparkować dokładnie przed wejściem do placówki, vis a vis automatycznych drzwi, zaledwie metr, może dwa od nich. Na szczęście ludziom udało się uskoczyć przed potrąceniem, zaś owa pani sprawiała wrażenie osoby, która ciągle jeszcze miała nieodpartą ochotę, by wprost z auta sięgać po leżące na półkach towary. Krótko mówiąc – moc truchleje!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze