Tak, JKS Jarosław złapał właściwy rytm. W ostatnich ośmiu meczach odniósł siedem zwycięstw i jest na najlepszej drodze do wywalczenia mistrza „jesieni”. Pierwszy z trzech następujących po sobie egzaminów zdał na szóstkę. Popularne „Morsy” nie miały większych szans w starciu z teamem Bogdana Zająca.
Teraz przez jarosławianami hitowe starcie w Nowotańcu z Cosmosem, potem na Bandurskiego zawitają Karpaty Krosno. Łatwo nie będzie, ale i rywale zdają sobie sprawę, że poskromić czarno-niebieskich będzie piekielnie trudno. Po punkcie w minionej kolejce zapisały na swoje konta dwa pozostałe zespoły z naszego regionu. Przeworski Orzeł miał szansę na pełną pulę, ale nie utrzymał koncentracji i niewygodny Wisłok Wiśniowa doprowadził do remisu. Odwrotnie rzecz miała się w przypadku Sokoła Sieniawa. To ekipa Arkadiusza Barana goniła wynik w Tyczynie. Dogoniła po pięknym uderzeniu w samo „okienko” Michała Stankiewicza i miała kilka okazji na zabranie do domu trzech punktów. Nie udało się.
Jarosławski lider potwierdził wysoką formę i zasłużenie pokonał jedenastkę Igloopolu, notując dziesiąty kolejny mecz bez porażki. Rywale tanio jednak skóry nie sprzedali, udowadniając, że wysoka pozycja w tabeli nie jest dziełem przypadku. W I połowie obie drużyny grały dość zachowawczo, nie chcąc narazić się na błędy. Lekką przewagę posiadali w niej gospodarze, wśród których najbardziej aktywny był Arleison Martinez. Kolumbijski napastnik otworzył rezultat w 28. min, wykorzystując dokładne dośrodkowanie Artema Płoszczynskyja i efektowną główką trafił w górny róg bramki.
II odsłonę odważniej rozpoczęli rywale, zaś czujność Maksyma Guridowa sprawdzili m.in. Patryk Cyganowski i Dorian Buczek. Ostatni kwadrans znów należał jednak do miejscowych. W 79. min rezultat po dośrodkowaniu z rzutu rożnego podwyższył Wojciech Reiman, zaś w doliczonym czasie gry odsłoniętych dębiczan dobił Andriej Triuchan, który trafił do pustej siatki po podaniu Karola Ptasznika.
MŁ
Wisłok, prowadzony przez dobrze znanego w naszym regionie Grzegorza Sitka, grał do tej pory bezkompromisowo. Albo wygrywał, albo przegrywał. To zespół nieprzewidywalny, którego trudno skategoryzować. Mający w swoim składzie wiele doświadczenia i piłkarskiego cwaniactwa. Orzeł jednak musi szukać punktów wszędzie i z każdym, niebezpieczna, spadkowa strefa coraz głośniej puka do ich drzwi…
Przeworszczanie postawili się wyżej notowanemu rywalowi i byli o włos od zaksięgowania trzech punktów. Z przebiegu gry byli zespołem lepszym, częściej operującym piłką, mającym więcej okazji strzeleckich. Niestety, moment nieuwagi kosztował ich dwa „oczka”.
W I połowie gospodarze posiadali optyczną przewagę, ale mieli źle ustawione celowniki. Obok bramki gości strzelalim.in.: Michał Daniel, Artur Gurak czy Damian Jędryas. Goście przez 45 minut raz zagrozili bramce Mateusza Łuczyka, kiedy niesygnalizowanie uderzył Jakub Krok, ale młody bramkarz Orła był na posterunku.
W II połowie gra się wyrównała. Czas spędzony przy piłce przez obie strony był na poziomie remisu… I remisem ten pojedynek się skończył. Wszystko rozstrzygnęło się w ciągu trzech minut w samej końcówce. Najpierw nie pomylił się Rafał Surmiak, po ładnej akcji, ale prowadzenie Orzeł zdołał utrzymać przez 180 sekund. Maksymilian Cetnarski popisał się ładnym strzałem pod poprzeczkę z dystansu, doprowadzając do podziału punktów.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze