Reklama

Na bazarze fajnie jest

16/02/2018 07:42

W listopadzie, po trzech miesiącach siedzenia w szkolnej ławie, Adam doszedł do wniosku, że tylko marnuje czas. Poszedł do technikum, bo chciał zostać mechanikiem, do czego od małego miał smykałkę. Nie podejrzewał jednak, że nauka może być tak nudna, a w dodatku nauczyciele uwzięli się na niego i kazali mu powtarzać pierwszą klasę.

On, który w małym palcu miał budowę silnika, musiał siedzieć i słuchać, jak geograficzka ględzi o jakichś równoleżnikach i południkach, a może północnikach. No i któregoś dnia Adam w połowie drogi do szkoły zrobił w tył zwrot i poszedł na bazar. Włócząc się pomiędzy budami, spotkał starszego o dwa lata kolegę, który czuł się tutaj jak ryba w wodzie. Przywitali się serdecznie i kolega zaciągnął Adama na koniec bazaru. Stanęli za jakąś budą, kolega wyciągnął z kieszeni butelkę wódki bez polskich znaków akcyzy, rąbnęli z gwinta po łyku i zapalili. Kolega opowiadał, jakie to fajne jest życie na bazarze. Człowiek się nie nudzi, bez problemu można skombinować fajki i gorzałkę, a jak się dobrze zakręcić, to i parę groszy wpadnie. Adam słuchał i coś mu mówiło, że to był dobry pomysł przyjść tutaj, zamiast do szkoły. Przez kilka następnych dni, już parę minut po ósmej, Adam zjawiał się na bazarze. Przez kolegę poznał nowych ludzi, trochę się dowiedział na temat tego, jak można robić przekręty na przybyszach ze Wschodu i coraz bardziej mu się to podobało. Najciekawiej było, kiedy czarni robili naloty na bazar. Babcie spacerujące z wypchanymi torbami w popłochu uciekały pomiędzy stragany i usiłowały się pozbyć fajek i wódki.

Wystarczyło tylko obserwować, a później zawsze w jakimś koszu na śmieci lub pudełku porzuconym pod płotem można było znaleźć flaszkę wódki albo karton „primek”. Któregoś dnia kolega stwierdził, że Adam jest równy gość i zaproponował mu udział w skoku. Celem miał być samochód dostawczy, którym jakiś Ukrainiec regularnie przyjeżdżał po elektronarzędzia. Kolega wytłumaczył, że wystarczy poczekać, aż gość pójdzie na bazar, potem przeciąć plandekę, zabrać parę pudeł i szybko zamelinować je u zaprzyjaźnionego właściciela jednej z bud. Może by się im to udało, ale nie przewidzieli, że w kabinie samochodu siedział kolega kierowcy, który coś usłyszał i wysiadł z pojazdu. Widząc rozciętą plandekę i dwóch młodych uciekających z pudłami, wszczął alarm. Przypadek sprawił, że w pobliżu wejścia na bazar kręcili się dwaj policjanci po cywilnemu, którzy usłyszeli krzyki i zareagowali tak, jak powinni. Od tamtego czasu Adam zniknął z bazaru. jot podpis kryminałek
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości